24 maja 2017

Wielkie rozczarowanie, czyli "Szklany tron"


   Nie ukrywam, że "Szklany tron" kusił mnie już od dłuższego czasu. Jednak jak inaczej postrzegać powieść niż przez pryzmat wysokich oczekiwań, skoro wokół jest tyle bardzo pochlebnych opinii? Po raz kolejny dałam się im omamić i chyba przez to aż tak zawiodłam się na powieści Sarah Maas. Spodziewałam się wciągającej, pełnej akcji młodzieżowej książki fantasy. Miałam nadzieję, że Celaena Saradothien faktycznie będzie tą silną i imponującą bohaterką, o której wiele właśnie w taki sposób pisało. Co dostałam? No cóż, coś kompletnie odmiennego. I jestem zła, naprawdę zła.

   Jest tutaj ktoś, kto jeszcze nie słyszał o "cudownej" powieści Amerykanki? Jeśli tak, jestem naprawdę godna podziwu, że wieści o tej lekturze jeszcze do Was nie dotarły. Specjalnie dla Was postaram się krótko opowiedzieć o fabule. Historii, która mogła być dobra, która miała potencjał, ale został on zmarnowany. No dobrze, przejdźmy do sedna. Pierwsze skrzypce w tej powieści gra pewna siedemnastolatka, wspomniana już Celaena. Dziewczyna, siejąca postrach zabójczyni Adarlanu, przez pewne zrządzenia losu znalazła się w kopalni soli Endovier. No cóż, warunki w tym miejscu pracy raczej przyprawiłyby o dreszcze niejednego BHP-owca. Więźniowie, bo inaczej nie da się nazwać pracowników tego miejsca, zostali skazani na dożywotnią niewolniczą pracę. Na całe szczęście, u naszej heroiny pojawia się następca tronu, który przedstawia jej dosyć ciekawą propozycję: albo pojedzie z nim do zamku i weźmie udział w turnieju o tytuł Obrońcy jego ojca, albo pozostanie w kopalni i ostatecznie wyzionie ducha. Nietrudno zgadnąć jaka była jej decyzja.

   Pozornie głównym wątkiem jest turniej, będący uciechą dla monarchy Erilei (tak, dokładnie taką nazwę noszą ziemie będące miejscem akcji). Pozornie, bo nie został on rozwinięty tak, jakbym sobie tego życzyła. Autorka postanowiła skupić się na oczywistym trójkącie miłosnym czy pewnych pseudo-mrocznych tajemnicach zamku i jednego z uczestników rywalizacji. Szkoda, bo te wątki były zdecydowanie mniej interesujące i nie były pozbawione schematów. O ile wątek miłosny byłabym jeszcze w stanie zdzierżyć, o tyle kompletnie nie rozumiem wrzucenia wątku, krótko mówiąc, pewnych symboli i konsekwencji wiążących się z ich używaniem. Czyżby Maas na siłę próbowała stworzyć swoją powieść jakąś ciężką lekturą, z przytłaczającym klimatem? Niewykluczone, chociaż mogę się mylić. Nie mniej jednak, kompletnie mi to nie przypadło do gustu.

   Celaena... Czy to naprawdę jest ta sama dziewczyna, o której czytałam w tak wielu opiniach? Czy naprawdę ideałem heroiny jest rozpuszczona, arogancka nastolatka, jedynie zakładająca maskę bezwzględnej zabójczyni? Czy bohaterka piszcząca na widok pieska z kokardką (cytat, żeby nie być gołosłowną: "Och, szczeniaczek! - pisnęła i pogłaskała go.") i śliniąca się do pewnego młodego pana naprawdę mogła mieć przeszłość splamioną krwią wielu swoich ofiar? Nie wydaje mi się. No dobrze, ale zostawmy już tę biedną Saradothien i napiszmy o innych postaciach. Chociaż, nie jestem pewna, czy jest na temat czego się wypowiadać. Nazwiska, które pojawiały się na kartkach powieści, są tylko nazwiskami bez pokrycia. Zarówno książę, jak i kapitan Gwardii, a także rywale Celaeny czy inni bohaterowie, są niezwykle bezbarwni. Niektórzy z nich wyróżniają się jedną czy dwoma cechami, a to zdecydowanie za mało, aby mówić o jakiejkolwiek ich kreacji. Kiepsko.

   Kolejny zarzut, który kieruję w stronę "Szklanego tronu", to brak logiki. Okey, nie czepiam się drobnych błędów, ale ten akurat przykuł moją uwagę. Wyobraźcie sobie zaledwie szesnasto-, może siedemnastoletnią dziewczynę, która zostaje zesłana na rok do niewolniczej pracy w kopalni. Żyje na chlebie i wodzie przez okrągłe dwanaście miesięcy, wiele godzin wykonuje naprawdę ciężkie zajęcie. Nawet dziś, mając tak wiele zdobyczy technologii, zawód górnika do prostych nie należy. A wtedy - w czasach stylizowanych prawdopodobnie na średniowiecze, nie możemy mówić o niczym więcej jak przekopywaniu się przez pokłady soli za pomocą kilofa (lub ewentualnie innych narzędzi) i siły ludzkich rąk. Poza tym - kojarzycie wyznania ludzi, którzy przeszli przez nazistowskie obozy koncentracyjne czy radzieckie gułagi? No właśnie. Osoby po takich przeżyciach są nie tylko wyniszczone fizycznie, ale też psychicznie. A Celaena? Oprócz tego, że była wychudzona (co i tak szybko nadrobiła, przebywając w zamku) i zanikł jej okres, wydawała się, jakby nigdy nie była w Endovier. Mam wrażenie, że jej psychika ani trochę przez to nie ucierpiała.

   Jak ja się cieszę, że narracja była trzecioosobowa. Chyba nie zniosłabym czytania tylko i wyłącznie wewnętrznych rozterek głównej postaci. Wierzcie mi, to jeden z niewielu plusów tej książki - fakt, że opisywano nam nie tylko wydarzenia związane bezpośrednio z Celaeną, ale również dowiedzieliśmy się czegoś o innych bohaterach. No dobrze, wiemy, że narrator jest wszystko wiedzący, mówi o wydarzeniach, sam pozostając poza nimi. W jaki sposób jednak się wypowiada? Cóż, styl autorki nie jest wyszukany. Sarah Maas posługuje się prostym językiem, co prawdopodobnie przyczyniło się do tego, że całość dosłownie się pochłania. Tutaj jednak znowu mi czegoś zabrakło, a mianowicie klimatu. Jeśli już pisarka pokusiła się o tajemniczy wątek, mogłaby dopasować do tego odpowiedni język. Niestety, nie zrobiła tego, przez co momentami miałam wrażenie, że podawane są mi suche fakty, kompletnie nie wzbudzające emocji. Krótko mówiąc, wydarzenia i to, w jaki sposób były opisane, zdecydowanie ze sobą nie współgrały, tworząc dziwaczną mieszankę.

   Okay, nawet zakończenie mnie nie zaskoczyło. Podczas czytania ostatnich rozdziałów miałam resztki nadziei, że chociaż na finał Maas przygotowała coś ciekawego i to jest czynnikiem wywołującym kaca książkowego. Jak zwykle się przeliczyłam. Finał był do bólu przewidywalny, właściwie czytane go było jedynie formalnością. Już zaczynając lekturę "Szklanego tronu" nie sposób jest nie domyślić się, w jaki sposób potoczą się wydarzenia. Ja naprawdę nie rozumiem, czym ludzie się tak zachwycają. Historia Saradothien może i miała potencjał do bycia dobrą młodzieżówką, zdecydowanie nie został on jednak wykorzystany. Szkoda, naprawdę szkoda.

★★★★✰✰✰✰✰✰

liczba stron: 519, wydawnictwo Uroboros, przekład: Marcin Mortka
fantastyka, high fantasy

Książka bierze udział w wyzwaniach: ABC Czytania, Olimpiada Czytelnicza.

20 maja 2017

TAG: Książka prawdę Ci powie...


Witajcie! Najmocniej przepraszam za ostatnią znikomą obecność na blogu. Nałożyło się na to kilka spraw, a podstawowa to matury. Na szczęście, już po wszystkim - wczoraj zdałam ostatni egzamin i mogę się już cieszyć najdłuższymi w życiu - czteromiesięcznymi - wakacjami. Mam nadzieję, że wykorzystam ten czas na między innymi czytanie książek. Aktualnie mam zastój i, mówiąc szczerze, w maju nie ukończyłam jeszcze ani jednej lektury. Ale to nic,wszystko się nadrobi! Tymczasem zapraszam na tag przetłumaczony z włoskiego przez Nieuleczalnego Książkoholika.

Na czym to polega? Wybieracie losową książkę i otwieracie na losowej stronie, a następnie wskazujecie palcem na jedno zdanie bądź słowo, które jest odpowiedzią na poszczególne pytanie w tagu. Warto dodać swój komentarz do każdej z tych odpowiedzi.

Jaką książkę wybrałam do tagu? "Margo" Tarryn Fisher, bo to może być ciekawe doświadczenie.

1) Słowo, które określa Twoją osobowość.
Tajemnica. Bo ja jestem osobą bardzo tajemniczą, którą nie sposób rozgryźć.

2) Słowo, które określa Twoje marzenia.
Pani. Ja chciałabym zostać taką panią, która będzie mieć gromadkę kotów! :D

3) Słowo, które powinnaś powiedzieć swoim wrogom.
Judah jest niezwykle odstraszającym słowem. Drodzy wrogowie: Judah, Judah, Judah! To w sumie brzmi trochę jak Judasz, a wszyscy wiemy, czym wsławił się facet o tym imieniu.

4) Słowo, które opisuje Twoje życie uczuciowe.
Ah, jako staruszka będę miała co wspominać.

5) Słowo, które opisuje coś, co nigdy Ci się nie wydarzy.
Najwyraźniej nie będę się wślizgiwać do żadnych dziur. Szkoda, bo to mogłoby być ciekawe.

6) Zdanie, które powinnaś sobie wytatuować.
Mieszkam niedaleko stąd. Zawsze miałabym blisko do domu! :D

7) Zdanie, które opisuje, co powinnaś zrobić, aby zyskać natychmiastowe bogactwo.
Spoglądam na pojemniki na pigułki i tabletki obok łóżka, przewrócone i puste.

8) Zdanie, które powinnaś wykrzyczeć, wskakując na pokład, na którym odpłyniesz w podróż swoich marzeń. Wolę go od wódki! No nieźle, nieźle! :D

9) Zdanie, które opisuje Twoją przyszłość.
Muszę wrócić do kasy. Może to zapowiedź mojej tymczasowej pracy?

10) Otaguj blogerów i zadedykuj im jakieś zdanie.
Próbuję znaleźć w sobie człowieczeństwo. No cóż, to zdanie dedykuję: Katrinie, Złodziejce zapisanych stron, Paulinie, Kindze oraz Ani. Zachęcam do wykonania tagu!

10 maja 2017

#2 Nie tylko książki... Pyrkon 2017


    Na tegorocznym Pyrkonie byłam obecna zaledwie jeden dzień. Po raz kolejny przekonałam się, że to zdecydowanie za mało jak na tak wielką imprezę. Bo to naprawdę ogromne wydarzenie. Kilkadziesiąt tysięcy uczestników to od kilku lat norma, a ich liczba z każdym rokiem wzrasta. Wiele godzin prelekcji, konkursów, paneli, mnóstwo wystawców i wiele innych interesujących wystaw. Druga Era, organizatorzy całego tego zamieszania, mają rozmach - to trzeba przyznać!

    No dobrze, ale czym jest ten cały Pyrkon? Wytłumaczę dla osób, które jeszcze się nie zorientowały. Tak więc, jest to konwent. Zlot fanów. Festiwal fantastyki. Miejsce, w którym różne osoby znajdą coś dla siebie, o ile w jakiś sposób związane są ze światem fikcji. Jesteś molem książkowym, lubiącym czytać fantastykę? Znajdziesz coś dla siebie na Pyrkonie. Jesteś zapalonym graczem? Pyrkon jest dla Ciebie. Jesteś cosplayerem, fanem mangi i anime, miłośnikiem gier planszowych i karcianych? Tak, Pyrkon jest również dla Ciebie. Ba, nawet osoby pozornie nie związane z fantastyką mogą się tutaj odnaleźć. Na poznańskich targach spotykają się różni ludzie.

    Na Pyrkon dotarłam w sobotę z samego rana. Na szczęście ominęło mnie w tym roku stanie w długaśnej kolejce, gdyż bilety załatwiłam już dzień wcześniej. Tegoroczna impreza była dla mnie okazją do obejrzenia najróżniejszych wystaw, pooglądania stoisk, na których można zrobić zakupy, kupienia dwóch kolejnych mang do kolekcji i ozdób na plecak w postaci przypinek (taak, mimo wszystko mam do nich słabość), powygłupiania się, podziwiania kostiumów cosplayerów i porobienia sobie z niektórymi zdjęć, spotkania dawno nie widzianych znajomych. Miałam w planach wybrać się na kilka prelekcji i innych punktów programu (w tym na spotkanie z Samanthą Shannon), jednak, paradoksalnie, zabrakło na to czasu. Nie miałam ochoty marnować tego jednego dnia na stanie w kolejkach, za każdym razem też znajdowałam inne zajęcie na akurat daną godzinę. Z jednej strony tego żałuję, bo wiem, że ominęło mnie trochę ciekawych wykładów i spotkań. Z innej perspektywy patrząc, i tak bawiłam się świetnie.

    Była to już czwarta edycja, w której miałam okazję uczestniczyć. Mam nadzieję, że za rok uda mi się ponownie tam wybrać, z lepszym planem i lepszym zdrowiem. Nie powiem, moje dość mocne przeziębienie nieco popsuło mi zabawę. To nie zmienia jednak faktu, że sam konwent będę wspominać dobrze, A Wy, byliście na Pyrkonie? Podobało się Wam na nim?

06 maja 2017

Pierwszy raz z Christie: "Morderstwo w Orient Expressie"

[zdjęcie wkrótce]

    Agatha Christie zwana jest królową kryminału. Od wielu lat jej książki są niezwykle popularne i cenione przez wielu. "Morderstwo w Orient Expressie" było moim drugim spotkaniem z twórczością tej autorki, lecz pierwszym poważniejszym. Nie miałam żadnych oczekiwań, gdyż kryminałów z reguły nie czytam i zwyczajnie nie wiedziałam, czego mogłabym się spodziewać. Zostałam miło zaskoczona. Czas, który spędziłam z tą lekturą był udany i zdecydowanie jestem zachęcona do kolejnych spotkań z twórczością Christie. Mam nadzieję, że będą one równie interesujące jak to.

    Herkules Poirot wraca do domu po rozwiązaniu pewnej sprawy kryminalnej w Azji. Jako środek transportu wybrał pociąg o wdzięcznej nazwie Orient Express. Niestety, maszyna grzęźnie w zaspie śnieżnej, kurs ma opóźnienie, a w jednym z wagonów w niewyjaśnionych okolicznościach ginie jeden z pasażerów. Poirot, jako że i tak nie ma nic lepszego do roboty, rozpoczyna dochodzenie mające na celu ująć zabójcę, który prawdopodobnie wciąż znajduje się w tym samym pociągu. Zgromadzone dowody są niejednoznaczne, na podstawie zebranych faktów nie można konkretnie wskazać winnego. Każdy pasażer może być podejrzany, jednocześnie każdy odsuwa od siebie oskarżenia. Czy belgijski detektyw rozwiąże sprawę? Kto tak naprawdę zamordował pasażera?

    "Morderstwo w Orient Expressie" to książka w znacznej części przegadana. Jesteśmy świadkami różnych rozmów, mających na celu przybliżenie detektywa do rozwiązana zagadki, nierzadko czytamy też słowa z myśli Poirota. Podążamy jego tokiem rozumowania, wiemy tylko tyle, ile wie on sam. Wiem, że to może nudzić. W pewnym momencie zamiast kolejnych paplanin wolimy akcję - niestety, w tej lekturze tego nie uświadczymy. Trzeba przetrwać pewne momenty, aby dotrzeć do bardzo zaskakującego zakończenia. W toku czytania podejrzewałam różne osoby o zamordowanie amerykańskiego pasażera, a Agathcie Christie i tak udało się mnie zaskoczyć. Chwilę po zamknięciu książki nie byłam w stanie uwierzyć, że rozwiązanie zagadki było akurat takie. W życiu bym się go nie domyśliła. I to chyba o to chodzi w kryminałach, prawda? Aby czytelnik do końca pozostał nieświadomy tego, co się zdarzy. W czasie lektury nastaje taki moment, że ciężko jest chociaż na chwilę odłożyć tomik na bok, tak bardzo chcemy poznać koniec i sprawdzić słuszność podejrzeń.

    Orient Expressem podróżowali różni ludzie, należący do odmiennych klas czy grup społecznych. Każdy z nich jednak mógł być podejrzany, bo mógł posiadać jakiś motyw zamordowania współpasażera. Agatha Christie rozegrała to w naprawdę świetny sposób. Przez niektóre słowa, wydarzenia czy inne zebrane ślady co chwilę zmieniamy podejrzanego. Nic nie jest tutaj jednoznaczne i nawet najmniejszy ruch może sprawić, że spojrzymy na kogoś przez pryzmat potencjalnego zabójcy. Warto też na chwilę skupić się na głównym bohaterze powieści, Herkulesie Poirocie, o którym wiemy stosunkowo niewiele. Potrafimy powiedzieć dosyć ogólnie kim jest i czym się zajmuje, ale właściwie nic więcej. Jest on jedną z najbardziej tajemniczych postaci, mimo że właściwie od początku wiemy, że nie ma nic wspólnego z morderstwem.

    Autorka posługuje się raczej prostym stylem, który ułatwia płynne wejście w świat powieści. W wypowiedzi bohaterów wplatane są liczne makaronizmy, głównie z języka francuskiego. Z początku trochę mi to przeszkadzało, wkrótce przestałam nawet je zauważać. Raczej nie uniemożliwiały one zrozumienie dialogów toczących się między bohaterami.

    Moje pierwsze spotkanie z prozą kryminału zdecydowanie zaliczam do udanych. Może nie będzie to mój ulubiony gatunek, jednak z pewnością będzie stanowić miły przerywnik pomiędzy kolejnymi powieściami fantasy. W końcu nie samą magią i mieczem człowiek żyje. Agatha Christie wciąż mnie bardzo ciekawi i wiem, że chętnie sięgnę po jej kolejne dzieła. Mam nadzieję, że nie zawiodę się na nich i będzie to dobrze spożytkowany czas. Po cichu liczę też na to, że dowiem się czegoś więcej o Herkulesie Poirocie. Sylwetka tego detektywa jest dla mnie niezwykle interesująca.

★★★★★★★✰✰✰

liczba stron: 277, wydawnictwo Dolnośląskie, przekład: Anna Wiśniewska-Walczyk
kryminał, zagadki i tajemnice

03 maja 2017

Majowe zapowiedzi wydawnicze

Wcześniej tego nie robiłam, ale w wyszukiwaniu zapowiedzi książkowych znalazłam coś przyciągającego. Dlatego właśnie postanowiłam opublikować wydawnicze zapowiedzi majowe, które mnie w jakiś sposób zainteresowały. Możliwe, że wprowadzę taki cykl na stałe na bloga - to chyba zależy od moich chęci i tego, co wydawcy będą mieli do zaoferowania. :) W najbliższym miesiącu ukaże się siedem pozycji, które mnie czymś przyciągnęły. Poniżej wypisałam je w kolejności alfabetycznej, wraz z krótkim komentarzem ode mnie.

"Giro d'Italia. Historia najpiękniejszego wyścigu kolarskiego świata" Colin O'Brien
premiera: 10 maja 2017, Wydawnictwo SQN

Giro d'Italia to obok Tour de France najbardziej prestiżowa kolarska rywalizacja świata. W tej książce Colin O'Brien przedstawia ponad stuletnie dzieje nieprzewidywalnego wyścigu, który świetnie komponuje się z bezgraniczną pasją i ekstremalnymi skrajnościami Włoch.

Jak już wiecie (o ile czytaliście ten post), kolarstwo w pewnym sensie stało się moją pasją. A pasję należy rozwijać, prawda? Jestem niezwykle ciekawa, jak wygląda Giro d'Italia z nieco innej perspektywy niż ekran telewizora w domowym zaciszu. Zresztą, o innych wielkich wyścigach, jak chociażby o wspomnianym Tour de France czy Vuelta a Espana również chciałabym poczytać. Pozostaje mieć nadzieję, że i tak książki zostaną wydane.
"Księgarnie" Jorge Carrión
premiera: 11 maja 2017, Wydawnictwo Literackie

Podróże, które wywołują Księgarnie są bardzo różnorodne, zawsze szczególne. Po pierwsze są owocem osobistej wędrówki autora przez pięć kontynentów; Carrión nie tylko odwiedza księgarnie istniejące, ale też szuka śladów legendarnych miejsc, które przetrwały już tylko we wspomnieniach i na kartkach książek. (...) Snuje rozważania o roli księgarń w zbiorowej wyobraźni.

Uwielbiam książki i kocham podróże. A gdyby połączyć to w jedno? Lubię też poznawać nowe gatunki literatury, w końcu nie samą fantastyką żyje człowiek, prawda? "Księgarnie"przykuły czymś moją uwagę i mam nadzieję, że będę miała okazję przeczytać tę książkę wkrótce po premierze. Ciekawi mnie, w jaki sposób sklepy z powieściami i nie tylko są traktowane w różnych zakątkach świata, jaką rolę odgrywają dla ludzi tam żyjących. W końcu nawet księgarnia może być miejscem magicznym, o czym nieraz się już przekonałam na własnej skórze.

"Mroczna przepowiednia" Rick Riordan
premiera: 10 maja 2017, Wydawnictwo Galeria Książki

Zeus ukarał swojego syna Apollina - boga słońca, muzyki, łucznictwa, poezji i wielu innych rzeczy - zsyłając go na ziemię w postaci niezdarnego, pryszczatego szesnastolatka imieniem Lester. Aby odzyskać miejsce na Olimpie, Apollo musi przywrócić do działania kilka Wyroczni, które znikły z radarów. Co szkodzi Wyroczniom i jak Apollo/Lester ma cokolwiek zrobić w tej sprawie pozbawiony swoich mocy?

Tom drugi serii, której pierwsza część stoi jeszcze nietknięta na mojej półce. Mam zamiar wkrótce jednak zabrać się za "Apollo i boskie próby". Żywię ogromną nadzieję, że nie zawiodę się na twórczości Ricka Riordana, którą już bardzo polubiłam. Chciałabym dostać jeszcze większą dawkę dobrej młodzieżowej fantastyki, takiej, jak w przypadku serii przygód młodego herosa Percy'ego Jacksona.
"Wiatrodziej" Susan Dennard
premiera: 10 maja 2017, Wydawnictwo SQN

Życie Merika nie jest łatwe. Niedawno stracił najlepszego przyjaciela, a do tego właśnie spłonął mu okręt. Za wszystkim stoi jego siostra Vivia, która chce się pozbyć młodego księcia i zasiąść na tronie. Na domiar złego Czaroziemie właśnie stają w obliczu wojny. Świat znany Merikowi bezpowrotnie odchodzi w przeszłość. Safi i Iseult wpadły w nie mniejsze kłopoty. Znowu zostały rozdzielone i nie wiadomo, czy kiedykolwiek się spotkają. Safi towarzyszy cesarzowej, a po piętach depczą im piekielni bardowie. (...) Z kolei Iseult po raz kolejny musi zmierzyć się z okrutnym krwiodziejem. A może powinna mu zaufać?

Kontynuacja "Prawdodziejki", którą nawet polubiłam, ale widzę w niej pewne dosyć duże wady. Mam nadzieję, że Susanne Dennard jeszcze kupi mnie w stu procentach drugim tomem jej opowieści z cyklu Czaroziemie. Chcę się o tym wkrótce przekonać.
"Zapisane w wodzie" Paula Hawkins
premiera: 10 maja 2017, Wydawnictwo Świat Książki

Kilka dni przed śmiercią Nel Abbott dzwoni do swojej siostry. Jules nie odbiera, ignorując jej prośbę o pomoc. Nel umiera. Mieszkańcy miasteczka mówią, że "skoczyła". A Jules musi wrócić do miejsca, z którego kiedyś uciekła - miała nadzieję, że na dobre - aby zaopiekować się swoją piętnastoletnią siostrzenicą. Julia się boi. (...) Dawno pogrzebanych wspomnień, starego młyna, świadomości, że Nel nigdy by tego nie zrobiła. Ale najbardziej boi się wody i zakola rzeki, której miejscowi zwą Topieliskiem.

Nie czytałam "Dziewczyny z pociągu", a chciałabym poznać twórczość Pauli Hawkins. Tak, tej głośnej autorki, której debiut stał się bestsellerem w wielu krajach. I nie odstraszają mnie nawet negatywne opinie o niej. Uznałam, że premiera jej nowej książki, z opisu nawet ciekawszej niż poprzedniczka, jest dobrą okazją na zaprzyjaźnienie się z tą pisarką.
"Zimowy monarcha" Bernard Cornwell
premiera: 15 maja 2017, Wydawnictwo Otwarte

Gdy król Brytanii Uther żegna się z życiem, państwo ogarnia anarchia i nastaje niebezpieczny czas wewnętrznych podziałów. Armie saskie szykują się do najazdu na pogrążającą się w chaosie Brytanię. Tylko Artur może powstrzymać saksońską furię i zapobiec upadkowi kraju. Jego dłoń dzierży wyjątkowy miecz - Excalibur, dar od czarownika Merlina, ale jego waleczne serce przepełnia miłość do Ginewry piękniejszej od wszystkich kwiatów. Czy przeznaczeniem Artura będzie zwycięstwo?

Naprawdę lubię motywy zaczerpnięte z legend arturiańskich. Do dziś miło wspominam romanse paranormalne (!) Sherrylin Kenyon z serii "Władcy Avalonu". "Zimowy monarcha" to jednak coś innego. Oczekuję dobrej powieści fantasy opartej na znanym motywie, która stanie się czystym sukcesem. Mam nadzieję zatopić się w cudownym świecie pełnym intryg. No i ta okładka!

"Złotowidząca" Rae Carson
premiera: 24 maja 2017, Wydawnictwo Jaguar

Złoto jest w jej krwi, w jej oddechu, a nawet w jej oczach. Lee Westfall ma silną kochającą rodzinę. Ma dom, który kocha i wiernego rumaka. Ma także najlepszego przyjaciela, który może będzie kimś ważniejszym. Lee ma także tajemnicę. Wyczuwa złoto w otaczającym ją świecie. Nawet żyły znajdujące się głęboko w ziemi, małe bryłki w strumieniu oraz złoty pył pod jej paznokciami. Dziewczyna zdaje sobie sprawę, jak potężnym i niebezpiecznym darem została obdarzona. Wie, że w każdej chwili ktoś może go odkryć...

Trochę się obawiam, że będzie to lektura dla raczej młodszej młodzieży. Mimo wszystko opis wydaje się interesujący, a sam motyw wyczuwania złota dosyć... niespotykany. No cóż, zobaczymy co to będzie, być może skuszę się na zakup i tej powieści, żeby samodzielnie się przekonać, co o niej myślę.


Zainteresowało Was coś wśród zapowiedzi wydawniczych na maj?
Na które premiery najbardziej czekacie, które książki Was intrygują?

30 kwietnia 2017

Podsumowanie miesiąca: kwiecień

Miniony miesiąc był dla mnie trudny pod względem blogowania. Ukazało się bardzo niewiele postów, miałam też jakiś dziwny czytelniczy kryzys i w związku z tym pojawiła się zaledwie jedna recenzja. Jest to po części związane z faktem, że matura już za progiem. Pierwszy egzamin, z języka polskiego, napiszę w najbliższy czwartek, a następny w piątek. Najbliższe trzy tygodnie będą maratonem stresu i dawania z siebie wszystkiego na testach. Mimo to postaram się nie zaniedbywać bloga. No dobrze, ale wróćmy do podsumowania kwietnia. Co jeszcze wydarzyło się w ostatnim czasie? Wczoraj byłam na Pyrkonie - największym polskim konwencie fantastyki. Postaram się wkrótce wrzucić jakiś post z relacją z tego wydarzenia.

"Tango" Sławomir Mrożek
Jedna z ostatnich licealnych szkolnych lektur. Groteska, ale w nieco innym wydaniu niż w przypadku Gombrowicza. Dramat Sławomira Mrożka nawet przypadł mi do gustu, momentami nawet się uśmiechnęłam, co jest zdecydowanie dobrym znakiem. "Tango" czytało się bardzo szybko i dosyć przyjemnie, nie to co podczas lektury "Ferdydurke". Z pewnością jest to książka pełna absurdu i można się zastanawiać, o co w niej faktycznie chodzi, ale z drugiej strony... Tak, sądzę, że jest to pozycja dosyć mądra. Jeśli nawet nie chcecie czytać wszystkich szkolnych lektur, tę przeczytajcie. Nie gwarantuję, że Wam się spodoba, ale jest to dobry przykład groteski, no i zdecydowanie mniej do czytania niż "Ferdydurke".
"Prawdodziejka" Susan Dennard
Książka, która faktycznie mi się spodobała, ale jednak nie spełniła moich chyba nieco wygórowanych oczekiwań. Świetna jako przygodówka, pełna akcji, z charyzmatycznymi bohaterami. Nieco gorzej wypada jako młodzieżowe high fantasy - świat nie został tak rozwinięty, jak być powinien, czytelnik wciąż może się gubić, sytuacja polityczna nie została wystarczająco nakreślona. Czyta się naprawdę dobrze i stosunkowo szybko. Szczególnie spodoba się osobom, które cenią sobie fantastykę dziejącą się na morzu - przygody na pewnym statku stanowią dosyć sporą część tej powieści. Premiera drugiej części Czaroziemia - "Wiatrodzieja" już 10 maja i nie mogę się jej doczekać. Chcę poznać dalsze losy bohaterów! Osoby zainteresowane "Prawdodziejką" odsyłam do mojej recenzji, w której napisałam co nieco na temat tej lektury jeszcze bardziej szczegółowo. :)

---> LINK <---



Na maj mam trochę czytelniczych planów, ale jak będzie z ich realizacją - to się okaże. Wśród nich znajdują się zaległe "Wojny żywiołów Przebudzenie ziemi: udręczeni" Marcina Podbielskiego, "Szklany tron" Sarah J Maas, przy którym utknęłam w połowie, a także takie książki jak "Sekta zabójców" Lici Troisi, "Głos" Anne Bishop czy "Dym i lustra" Neila Gaimana.
Jakie są Wasze czytelniczo-blogowe plany na maj?

14 kwietnia 2017

Magiczne Czaroziemie, czyli "Prawdodziejka"

    [zdjęcie wkrótce]

    Zauważyłam dosyć osobliwą rzecz. Wśród obecnie wydawanych książek młodzieżowych jest naprawdę sporo fantastyki, ale stosunkowo niewiele powieści wpisujących się w ramy gatunku fantasy. Dostajemy sporo dystopii i antyutopii, science-fiction, walki z systemem, opowieści o buntowniczkach zakochanych w przystojnych książętach czy innych szlachcicach, a opowieści o magach i walkach na miecze ze świecą szukać. "Prawdodziejka" jednak wpisuje się w to, czego tak niewiele i czego ostatnio poszukiwałam. Niestety, trochę się zawiodłam. I to nie tak, że uważam tę powieść za kiepską. Po prostu, nie spełniła ona moich oczekiwań, które były dosyć wysokie po wszystkich pozytywnych opiniach, które różne osoby wypisywały na swoich blogach.

    Safiya i Iseult to dwie młode czarodziejki, pragnące jedynie wolności. Niestety, los ma dla nich nieco inne plany. Pierwsza więziosiostra jest jedyną w Czaroziemiach prawdodziejką, która dzięki swojej magii jest w stanie zdemaskować wszelkie kłamstwa. Jej moc staje się niezwykle pożądana przez władców Imperiów, dodatkowo wojna już wisi w powietrzu, gdyż dwudziestoletni rozejm zbliża się ku końcowi. Życie zdecydowanie nie będzie rozpieszczać naszych bohaterek.

    W książce naprawdę dużo się dzieje. Z przebiegu wydarzeń zadowoleni będą fani zarówno walk na lądzie, jak i morskich przygód - wszak na statku dzieje się spora część powieści. W to wszystko wpleciona została magia różnych rodzajów - ta dotycząca żywiołów, emocji ludzkich, więzi, krwi. Motyw ten bardzo przypadł mi do gustu, chociaż z początku się trochę w tym gubiłam. Susanne Dennard od pierwszej strony wrzuca nas nie tylko w wir wydarzeń, ale również zasypuje najróżniejszymi informacjami. Skomplikowana, choć nie do końca jasna, wydała mi się sytuacja polityczno-religijno-obyczajowa Czaroziemia. Dostajemy sporo informacji, ale są one dosyć szczątkowe. Mamy Imperia, które toczyły ze sobą wojnę jakieś dwadzieścia lat temu, ale nie wiemy w sumie dlaczego. Wspominani są Cahr-Aweni, ale kto to i dlaczego są oni w pewien sposób wysławiani - tego też się nie dowiadujemy. Mam nadzieję, że autorka w drugiej części pt. "Wiatrodziej" nieco bardziej to rozwinie i rozwieje wątpliwości.

    Mam mocno mieszane uczucia w stosunku do bohaterów. Kilku z nich zostało naprawdę dobrze wykreowanych i zapałałam do nich sympatią. Mowa o Safiyi i jej przyjaciółce Iseult, ale też księciu Meriku oraz mniszce Evrane. Autorka nawet pokusiła się o pogłębienie ich charakterów i to zdecydowany plus. Niestety, zaniedbała przez to inne postaci, a najbardziej boli mnie zrobienie tego w stosunku do głównego antagonisty, Aeduana. Niby wiemy, kim on jest, niby widzimy, jak się zachowuje, ale w sumie nie znamy jego konkretnych motywacji. A szkoda, bo mógłby to być bardzo ciekawy czarny charakter. O pozostałych bohaterach nie mam nic do powiedzenia. Niestety, nie pamiętam ich sylwetek, jedyne, czym się charakteryzowali to właściwie tylko imiona i umiejętności magiczne. Mogliby zostać dużo bardziej rozwinięci i zrobiłoby to na dobre książce.

    "Prawdodziejkę" czytało się dobrze. Język, którym posługuje się Susan Dennard, jest raczej prosty (choć momentami wydawał się dosyć chaotyczny), autorka tworzy też sporo opisów. Spokojnie, nie są one jednak w stylu Elizy Orzeszkowej. :) Historia Safi i Iseult nawet potrafi wciągnąć i dać trochę zwyczajnej rozrywki. Na wymienione wyżej mankamenty można przymknąć oko i po prostu cieszyć się opowieścią z Czaroziemia. Czy polecam? Mimo wszystko - jak najbardziej. Sama chętnie też zapoznam się z drugim tomem cyklu - wspomnianym już "Wiatrodziejem".

 ★★★★★★★✰✰✰

liczba stron: 395, wydawnictwo Sine Qua Non, przekład: Regina Kołek i Maciej Pawlak
fantastyka, high fantasy, powieść przygodowa
layout by oreuis