22 marca 2017

Wiosenny Tag Książkowy

Tak, kochani, mamy już wiosnę! Wczoraj, dwudziestego pierwszego marca, zaczęła się nowa pora roku. Już od jakiegoś czasu czuć, że jest coraz cieplej, a i słońce częściej nam świeci. Żyć, nie umierać! Maturzyści, czyli między innymi też ja, już czują zbliżający się egzamin dojrzałości na karku. Ostatnie tygodnie nauki w szkole ponadgimnazjalnej, ostatnie tygodnie powtórek. Ja jednak nie o tym. Wczorajszy pierwszy dzień wiosny jest idealną okazją, aby wrzucić na bloga odpowiedni tag książkowy jako forma odpoczynku od częstych ostatnio recenzji! :)

1. Bocian, czyli książka, do której co roku wracasz.
Mówiąc szczerze, nie mam takiej książki. Nie przepadam za powtórnym czytaniem książek, które już znam. Aczkolwiek od dłuższego czasu chcę przypomnieć sobie serię o Ani Shirley i doczytać te tomy, których jeszcze nie poznałam ( i przy okazji uzupełnić kolekcję na półce). :D

2. Przebiśnieg, czyli pierwsza książka, którą przeczytałaś tej wiosny.
Ostatnio ukończyłam... "Inny świat" Grudzińskiego. To było jednak przed oficjalnym, kalendarzowym rozpoczęciem się wiosny, a więc moim pierwiosnkiem będzie "Prawdodziejka" Susan Dennard, za którą się aktualnie zabrałam. 

3. Marzanna, czyli książka-rozczarowanie, którą z chęcią byś utopiła.
Jestem bardzo rozczarowana "Porwaną pieśniarką" Danielle L Jensen. W recenzjach naczytałam się, jaki to świat wykreowany przez autorkę nie jest świetny, jacy to bohaterowie nie są cudowni i jakie to wydarzenia nie są oryginalne. A co dostałam? Dosyć przeciętną książkę, z faktycznie interesującym miastem Trollus, ale za to schematycznymi postaciami i fabułą. Kiepsko.

4. Motyl, czyli nowo odkryty autor, którego pokochałaś.
Ostatnio (jeszcze w ubiegłym roku, ale to nic! :D) zauroczyłam się w twórczości Lici Troisi. Serio. Może i fantastyka w jej wydaniu nie jest tą z najwyższej półki, mnie jednak ujęła historia Nihal z Krainy Wiatru. Niedługo rozpocznę kolejną trylogię tej autorki, Wojny Świata Wynurzonego, i liczę na kolejną dawkę cudownej rozrywki!

5. Krokus, czyli piękna i wyjątkowa książka.
"Ania z Zielonego Wzgórza"! Mam ogromny sentyment do tej powieści, a w okładce sprezentowanej czytelnikom przez Wydawnictwo Literackie prezentuje się naprawdę wyjątkowo.

6. Zawilec, czyli książka, którą spotykasz wszędzie.
Ostatnio bardzo często widuję powieści Remigiusza Mroza: "Inwigilację" (o ile się nie mylę, jest to jedna z najnowszych powieści autora?), "Wotum nieufności", "Ekspozycję". Bardzo często przed oczami pojawiają mi się też takie tytuły jak "Naznaczeni śmiercią" Veroniki Roth czy "Zakazane życzenie" Jessici Khoury.

7. Cudowne skowronki, czyli osoby, które nominuję do wykonania tagu!
Do zabawy serdecznie zapraszam Dominikę, Justyśkę, Kitty Aillę oraz Olę! Do wykonania tego tagu zachęcam też osoby, które po prostu mają ochotę to zrobić. :)

18 marca 2017

"Tytany" V.Scott

Nazwisko Victorii Scott wielokrotnie pojawiało się w polskiej blogosferze w ostatnim czasie. Jej książki, zarówno te z cyklu "Ogień i woda", jak i "Tytany", zbierają niezwykle dobre oceny. Mi było dane zapoznać się z jej powieścią właśnie o wyścigach na stalowych koniach. Zawodach, którymi niezwykle zafascynowana nastoletnia Astrid, jednak z drugiej strony ich nienawidzi ze względu na hazard jej ojca i grożącą całej jej rodzinie eksmisję. W pewnym momencie przed dziewczyną pojawia się szansa na wzięcie udziału w zawodach i zapewnienie sobie i swoim najbliższym lepszej przyszłości. A w tym wszystkim ma jej pomóc pewien tytan, który nie jest tylko maszyną.

Mechaniczne konie są naprawdę niesamowite. Wyścigi tych maszyn naprawdę potrafią zafascynować. Victoria Scott miała świetny pomysł nie tylko na wykreowanie rzeczywistości, w której żyją bohaterowie książki, ale również na poszczególne wątki i pojedyncze wydarzenia. Nie wiem, czy jest to pomysł oryginalny - spotkałam się z wieloma opiniami, że całość znacząco przypomina wydany kilka lat wcześniej "Wyścig śmierci" Maggie Stiefvater. Nie przeszkadzało mi to w czytaniu, gdyż ja po raz pierwszy spotkałam się z takim motywem. Być może osobom, które czytały historię o Wyścigu Skorpiona, będzie to wadzić.
"Wyryjcie swoje cele w kamieniu - mówi. Trzymajcie kamień w pobliżu. Każdego ranka, gdy wkładacie go do kieszeni, i każdego wieczoru, kiedy go wyjmujecie, powtarzajcie je sobie. Spójrzcie w lustro. Powiedzcie sobie, że macie wszystko, czego trzeba do osiągnięcia tego celu."
 Akcja pędzi w zawrotnym tempie. Nic więc dziwnego - na nieco ponad trzystu stronach dzieje się naprawdę wiele. Poza obserwowaniem samych zawodów, w których uczestniczą tytany i ich dżokeje, czytamy o wydarzeniach towarzyszących wyścigom, ale też o pewnych problemach, które bezpośrednio wpływają na główną bohaterkę. Scott poruszyła problemy różnic społecznych na tle posiadanego majątku (relacja biedni-bogaci), hazardu, przemocy w związku, bezrobocia. Zostały one zgrabnie wplecione w fabułę i stanowią jej doskonałe dopełnienie. Przyznaję jednak szczerze, że niektóre z nich mogłyby zostać nieco bardziej rozwinięte. Zabrakło mi trochę więcej o siostrach Astrid czy jej matce - każda z nich mogłaby wnieść jeszcze więcej do całości.

Jestem zadowolona z kreacji bohaterów, zarówno pierwszoplanowych, jak i drugoplanowych. W końcu jakaś autorka książek młodzieżowych powstrzymała się przez stworzeniem irytującej protagonistki! Młoda Astrid Sullivan wykazała się nie tylko inteligencją (momentami wręcz zbyt wielką jak na ten wiek), ale również poczuciem humoru. Skradła ona moją sympatię, podobnie jak jej najlepsza przyjaciółka, Magnolia. Warto też wspomnieć o innych bohaterach, którzy jeszcze bardziej ubarwili powieść: Gałgan, zrzędliwy staruszek i niejako przyczyna przygód Astrid, kobieta z wyższych sfer, Lottie, głowa rodziny Sullivanów czy jego małżonka, która miała dosyć osobliwe zajęcie, jakim jest zajmowanie się cudzymi ogrodami w ciągu nocy. Zabrakło mi natomiast Harta Rileya. Naprawdę, nie obraziłabym się, gdyby występował ciut częściej!
"Życie nie zawsze jest bajką. Życie  r z a d k o  jest bajką."
 "Tytany" to naprawdę dobra młodzieżówka, będąca nie tylko rozrywką samą w sobie, ale potrafiąca skłonić do refleksji. Historia wciąga, nie pozwala się oderwać, a zakończenie jest naprawdę satysfakcjonujące. Jestem w stanie z czystym sercem polecić tę książkę nie tylko grupie docelowej, do której jest skierowana, ale i nieco starszym czytelnikom. Jeśli więc macie ochotę na coś lekkiego. co jednak może stać się pretekstem do rozmyślań i/lub trochę rozrywki, powieść Scott się nada. Osobiście nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po inne lektury spod jej pióra!

★★★★★★★★✰✰

|| Tytany || Victoria Scott ||
|| liczba stron: 336 || IUVI || przekład: Matylda Biernacka ||
|| fantastyka || literatura młodzieżowa ||

Książka bierze udział w wyzwaniach: Olimpiada czytelnicza 2017 oraz ABC czytania 2017.

15 marca 2017

"Kuzynki" A.Pilipiuk


Andrzej Pilipiuk jest autorem z pewnością kojarzonym w świecie polskiej fantastyki. Jestem wręcz przekonana, że znaczna część z was chociaż słyszała o pewnym egzorcyście alkoholiku znanym jako Jakub Wędrowycz. Samego Pilipiuka można nazwać grafomanem, z resztą on sam o sobie też tak mówi w wywiadach czy... w książce, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić. A mowa oczywiście o "Kuzynkach" - opowieść o pewnych niesamowitych kobietach z Krakowa. Katarzyna Kruszewska pracuje dla Centralnego Biura Śledczego nad pewnym projektem, mającym na celu odszukiwanie przestępców. Wykorzystuje ona jednak system, aby odszukać swoją daleką kuzynkę, Stanisławę. Nie będzie to jednak łatwe, bo... kobieta nie jest zupełnie normalna. Dodatkowo, na drodze panien Kruszewskich staje jeszcze jedna osoba, młoda dziewczyna z Kosowa, Monika Stiepankovic. W "Kuzynkach" losy tych trzech panien są powiązane, a na stronach książki alchemia sąsiaduje z informatyką, a sztylet z bułatowej stali z kałasznikowem.
"Przez ostatnie pięćdziesiąt lat polska literatura upadła ostatecznie. Wszystko trąci upiorną, obezwładniającą nudą. Powielane schematy, papierowi bohaterowie, szczątkowa akcja..."
Pomysł dodania alchemii do współczesnej codzienności naprawdę przypadł mi do gustu. Nie mniej jednak, na wykonaniu stanowczo się zawiodłam. Mam wrażenie, że bohaterowie nieraz zostali obdarci z emocji i fakt istnienia tej pradawnej sztuki, właściwie wypartej przez naukę i racjonalne dowody, nikogo nie zdumiewa. Dla ludzi z Krakowa początku XXI wieku sztuka ta wydaje się czymś niezwykle naturalnym, jakby oczywistym było, że z dowolnego metalu można stworzyć złoto, a kamień filozoficzny może sprawdzić, że człowiek nie umrze. Pod tym względem w "Kuzynkach" się sporo nie kleiło. Również nie przypadło mi do gustu to, w jaki sposób bohaterki rozwiązywały wszelkie problemy. Na ich drodze pojawiała się przeszkoda, nad którą rozmyślały chwilę, a potem jakby wyciągały rozwiązanie z kapelusza. Serio? Gdyby wszystkie elementy układanki zawsze się tak szybko składały, świat byłby piękniejszy, a Sherlock chyba zostałby bezrobotnym. Ja rozumiem, że Kruszewskie nie są przeciętnymi kobietami, no ale bez przesady.

Jeżeli już przy bohaterkach jesteśmy... No cóż, nie wzbudziły one we mnie jakiejkolwiek sympatii. Katarzyna i Stanisława momentami mogą się zlewać w jedną postać, natomiast Monikę odróżnia chyba jedynie zagraniczne nazwisko. Teraz, po jakimś czasie od ukończenia lektury, naprawdę byłoby mi ciężko dokładnie scharakteryzować te bohaterki. Mam wrażenie, że sam autor nawet nie starał się stworzyć charyzmatycznych sylwetek kobiet. A jeśli jednak się mylę, no cóż - to chyba jemu coś nie wyszło. No ale zdarza się, może inne elementy naprawiają sytuację książki? No, nie, nie w tym przypadku. Jak wspominałam, sam pomysł był w porządku, ale wykonanie jednak leży. Akcja idzie do przodu stosunkowo powoli (no chyba że mamy do czynienia z rozstrzyganiem dylematów przez kuzynki), momentami wręcz wlecze jak flaki z olejem. Można się znudzić.
"Złość to najczęściej oznaka lęku. A lęk to bardzo destruktywna siła. Strach jest najbardziej obrzydliwą ze słabości, a każdą słabość przeciwnika można obrobić na swoją korzyść."
No dobrze, ale czy cokolwiek spodobało mi się w tej książce? A i owszem, była to chociażby autoironia samego autora. Nie mówi on o sobie czy swojej twórczości wprost, ale daje oczywisty sygnał, o kogo mu akurat chodzi. Przykład? Proszę bardzo, fragment o Jakubie Wędrowyczu: "Stanisława czyta sobie książkę. (...) ponoć to coś fajnego. Z pierwszych stron wydedukować można, że dzieło opowiada o przygodach egzorcysty-alkoholika. (...) Ciekawe, swoją drogą, kto to napisał? Grafoman nieprzeciętny.". Jest też wspomniane o pewnym mężczyźnie, "że to prawdziwy wariat, potrafiący pisać książkę w dwanaście dni.". Doszukałam się pewnego wywiadu z Pilipiukiem (link), w którym mówi o tym, że napisał 190 stron w ciągu właśnie dwunastu dni.

Zakończenie powieści mnie rozczarowało. Po przeczytaniu ostatnich zdań, na moje usta cisnęło się wyłącznie: "Co? Ale jak to już koniec?". Niby wątek się zakończył, ale pozostawiło to pewien niedosyt i mimo wszelkich wad całości, jednak zachęciło do sięgnięcia po kolejną część "Kuzynek". Nie wiem, jak Pilipiuk to zrobił, ale udało mu się mnie do niego przekonać i w pewnym sensie nie mogę się doczekać, aż będę dalej poznawać jego twórczość. Czy będzie warto? To pewnie zweryfikuje czas. Czy polecam Wam powieść o kuzynkach Kruszewskich? Ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony to książka i interesująca, z drugiej - naszpikowana wadami. Chyba sami musicie zdecydować, czy chcecie to czytać.


★★★★★✰✰✰✰✰

|| Kuzynki || Andrzej Pilipiuk ||
|| liczba stron: 295 || Fabryka Słów || literatura polska ||
|| fantastyka || fantasy ||

Książka bierze udział w wyzwaniach: Olimpiada czytelnicza 2017 oraz ABC czytania 2017.

11 marca 2017

#1 Królowa dyskusji: "Margo" Tarryn Fisher


Nie ukrywam, że głównym celem, dla którego czytam książki, jest czysta rozrywka. Nie mniej jednak czasami zdarzają się takie lektury, które w jakiś sposób zmuszają mnie do pomyślenia, do zastanowienia się nad pewnymi sprawami. Niekiedy są to rozmyślania filozoficzne, a czasami... zastanawiam się, dlaczego autor akurat w taki sposób rozwiązał dany wątek i jak mógłby to zrobić inaczej. Podczas czytania "Margo" w mojej głowie narodziło się kilka pytań z obu wymienionych powyżej kategorii. Był to impuls do stworzenia nowego cyklu - Królowej dyskusji. Zadałam męczące mnie pytania kilku osobom, które również są po lekturze i poniżej publikuję ich odpowiedzi. Chętnie też poznam Wasze zdanie na zadane poniżej tematy. :) Uwaga, spoilery w dalszej części posta!

*** *** *** *** ***

04 marca 2017

"Chłopcy" J.Ćwiek


Wielu twórców korzysta nie tylko z legend i miejscowych podań, ale również z baśni, które doskonale znamy z dzieciństwa. Nierzadko historie te są przedstawiane w zupełnie nowatorski sposób - tak stało się chociażby w przypadku cyklu powieści Jakuba Ćwieka pod tytułem "Chłopcy". Otrzymujemy liczne historie z codziennego życia bandy Piotrusia Pana, która nie tylko dorosła, ale również stała się gangiem motocyklowym pod wodzą Dzwoneczka. Kto by się spodziewał, że ich los potoczy się akurat w taki sposób? Chyba nikt. Nie wszystko jednak się zmieniło. Bohaterowie wewnętrznie pozostali dziećmi, chociaż na zewnątrz stali się mężczyznami i obrośli w życiowe doświadczenia. Muszą zmagać się z nieco innymi problemami niż kilkanaście lat wstecz.

Cykl powieści o tym niezwykłym gangiem motocyklowym, który rozpoznawalny jest ze swojego okrzyku BANGARANG! był moim pierwszym spotkaniem z prozą pana Jakuba Ćwieka. Sylwetkę autora kojarzyłam jednak już wcześniej. Jest on nie tylko pisarzem, ale i wieloletnim gościem poznańskiego konwentu fantastyki Pyrkon, na którym ja również bywałam. Nic więc dziwnego, że jego nazwisko nie raz, nie dwa obiło mi się o uszy. Ucieszyłam się więc, kiedy w bibliotece nareszcie była dostępna książka, o której dziś czytacie. Właściwie natychmiast po wypożyczeniu zabrałam się za czytanie i dałam się wciągnąć do świata wykreowanego przez Ćwieka.
"Zza grubasa wyłonili się dwaj niemal identyczni faceci. Jeden z nich trzymał w ręku procę, drugi nóż. - Chodźcie chłopaki! (...). Podpiszemy mu się na niby-gipsie, co?"
Wykorzystanie znanego motywu z powieści Barriego było strzałem w dziesiątkę. Przygody dorosłych chłopców na motocyklach, odzianych w skóry, których codziennością jest próba przeżycia, ale i chęć nieustannej zabawy, śledziło się naprawdę dobrze. "Chłopcy" zapewnili mi rozrywkę na kilka godzin i ani przez chwilę nie pożałowałam, że sięgnęłam po tę pozycję. Książka sprawia wrażenie pociętej na kawałki - każdy rozdział jako osobne opowiadanie, które połączone są jedynie głównymi bohaterami. Nic bardziej mylnego, gdyż wkrótce wątki zaczynają się łączyć i biegną w kierunku wspólnego punktu kulminacyjnego. Przyznaję, ciekawy zabieg.

Bohaterowie, w głównej mierze Zagubieni Chłopcy pod wodzą Dzwoneczka, to istna mieszanka wybuchowa! Odnaleźć możemy w nich cechy chłopców z bandy Piotrusia Pana, ale zyskali oni nowe oblicza. Po części dorośli (bo o dojrzeniu niekoniecznie możemy tu mówić), ale też zachowali w sobie cząstki dzieci, co prowadzi do wielu zabawnych sytuacji. Do moich ulubieńców zdecydowanie należą Bliźniacy, ale również duet stworzony przez Kędziora i Milczka. Ale! członkowie gangu to nie wszyscy bohaterowie, którzy występują w książce. Na moją pamięć i sympatię zasłużył też Kubuś, niezwykle bystry i niepozorny ośmiolatek.
"Nie ma przegranych, dopóki piłka w grze."
Język Jakuba Ćwieka jest dosyć... specyficzny. Autor posługuje się głównie mową potoczną, wręcz rynsztokową, a na dodatek wplata w nią mnóstwo przekleństw, to jednak nie dziwi zważając na tematykę powieści. Powiedzcie szczerze, czy wyobrażacie sobie gang motocyklowy, którego członkowie są purystami językowymi, a w wolnych chwilach cytują Szekspira? Bo ja nie. Coś, co przypadło mi do gustu, to humor. Dosyć szczególny i, o ile wiem, charakterystyczny dla autora.

"Chłopcy" z pewnością nie przypadną każdemu do gustu. To stosunkowo lekka opowieść fantastyczna, zapewniająca dobrą rozrywkę. Trzeba jednak przywyknąć do charakterystycznego języka, przymknąć oko na liczne wulgaryzmy i sprośne żarty (czasami można odnieść wrażenie, że jest ich aż za dużo) i nie spodziewać się spektakularnych aforyzmów, które nagle odmienią życie. Tę powieść polecam i nie mogę się doczekać, aż sięgnę po inne książki spod pióra Polaka.

★★★★★★★✰✰✰

|| Chłopcy || Jakub Ćwiek ||
|| liczba stron: 319 || SQN || literatura polska ||
|| fantastyka || fantasy ||

Uwaga! Informacja dla tych, którzy przeczytali "Margo" i mają ochotę uczestniczyć w nowym cyklu, który szykuję na bloga. Szczegóły na fanpage bloga na Facebooku: LINK.

28 lutego 2017

Podsumowanie miesiąca: luty

Najkrótszy miesiąc tego roku już praktycznie za nami. Jutro rozpocznie się już marzec, a wraz z nim - Wielki Post. To oznacza, że Wielkanoc, ale i wiosna już naprawdę niedługo! Chociaż teoretycznie już teraz można poczuć tę porę roku: choćby wczoraj termometry wskazywały u mnie 12 stopni i świeciło słonce, którego tak brakowało przez zimowe dni. Piszę dziś jednak nie dlatego, żeby pozachwycać się panującą aurą, ale aby podsumować marzec pod względem blogowo-czytelniczym. Jaki był to miesiąc? Nawet udany, choć zawsze mogłoby być jeszcze lepiej.

"Margo" Tarryn Fisher
Książka zakupiona jeszcze w styczniu, nie ukrywam - ze względu na intrygujące okładkę i opis. Było to moje pierwsze spotkanie z Tarryn Fisher i, jak na razie, ostatnie. Nie, nie dlatego, że książka mi się nie podobała, bo było wręcz odwrotnie! To raczej kwestia tego, że autorka znana jest z romansów spod szyldu young adult, a to po prostu nie moje klimaty. Jeśli jeszcze kiedyś napisze thriller (lub coś w rodzaju thrillera), chętnie to przeczytam. Wracając jednak do samej powieści... Uważam, że to naprawdę dobra pozycja, z którą warto się zapoznać. Może i miała trochę wad, szczególnie jestem zła za takie, a nie inne doprowadzenie historii do końca, ale to i tak nie wpłynęło znacząco na mój ogólny odbiór. "Margo" polecam. Recenzja tej książki pojawiła się na blogu już jakiś czas temu. Kto nie widział, zachęcam do kliknięcia w ten link.

Oko za oko. Krzywda za krzywdę. Ból za ból.


"Światła września" Carlos Ruiz Zafón
Hiszpański pisarz kupił mnie swoją twórczością jeszcze w 2015 roku. W minionym miesiącu przyszło mi przeczytać "Światła września", książkę będącą zwieńczeniem Trylogii Mgły. Ponownie zawitałam w magicznym świecie stworzonym przez hiszpańskiego pisarza, znowu zagłębiłam się po uszy w tajemniczym, mrocznym, niesamowitym klimacie. Co prawda nie była to najlepsza część cyklu, ale i tak bardzo mi się spodobała, o czym mogliście przeczytać w tej recenzji. Już wkrótce zapoznam się z kolejną książką autora, chyba jeszcze głośniejszą niż cała Trylogia Mgły. W stosiku na swoją kolej oczekuje "Cień wiatru" i już nie mogę się doczekać lektury. Mam nadzieję, że się nie zawiodę, a jeszcze bardziej pokocham pióro Zafóna. 

"Na szczęście nauczyłem się czytać. Ta umiejętność była dla mnie prawdziwym wybawieniem, od tej pory moimi przyjaciółmi stały się książki."
"Mechaniczny anioł" Cassandra Clare
Twórczość tej autorki znam już doskonale z całego cyklu Darów Anioła (no dobra, prawie całego - do przeczytania pozostała mi ostatnia część). Po Trylogię Diabelskich Maszyn chciałam sięgnąć już od dawna. Ta książka czekała u mnie na półce pół roku, aż wreszcie ją zaczęłam czytać i... dałam się porwać. Może i "Mechaniczny anioł" nie wywarł na mnie ogromnego wrażenia, ale zapewnił dobrą rozrywkę na kilka godzin. Z przyjemnością śledziłam losy bohaterów (szkoda tylko, że same charaktery aż za bardzo przypominały te z Darów), bardzo spodobał mi się również motyw pewnych maszyn, z którymi musieli się mierzyć. W książce zabrakło mi jednak charakterystycznego klimatu Londynu z drugiej połowy dziewiętnastego wieku (epoka wiktoriańska). No cóż, mam nadzieję, że kolejne części Diabelskich Maszyn przypadną mi do gustu jeszcze bardziej i nie mogę się doczekać, aż rozpocznę ich czytanie. Tymczasem zapraszam do pełnej recenzji "Mechanicznego anioła", którą odnajdziecie pod tym linkiem

W lutym zaczęłam czytać też "Kuzynki" Pilipiuka, ale że ich nie ukończyłam, nie piszę o nich w podsumowaniu. Wychodzi więc na to, że i w tym miesiącu, podobnie jak w styczniu, przeczytałam trzy książki. To niezły wynik, zważając na to, że matura już niedługo, a czasu wolnego mam naprawdę niewiele. W lutym udało mi się też wygrać dwa konkursy: rozdanie u Oli ("Pax" jest nadal w drodze) oraz Konkurs dla blogerów na fanpage Wydawnictwa Jaguar, gdzie zdobyłam "Sigrid"Johanne Hildebrandt. To właśnie te powieści będę czytać w najbliższym czasie. W moich planach uwzględniłam też inne lektury, o których informowałam w Stosiku.

Na blogu w minionym miesiącu nie wiało pustkami. Ukazało się sześć recenzji i jeden post ze stosikiem. Łącznie z podsumowaniem daje to osiem notek, czyli tyle, ile planowałam! Od początku tego roku mam ustalony plan po dwa posty tygodniowo (środa i sobota) oraz podsumowanie w ostatnim dniu miesiąca. Jeśli interesują Was statystyki, podzielę się nimi. W lutym przybyło mi aż siedemnastu obserwatorów (!), co daje ich łączną liczbę 88. To niesamowite, że tyle z Was jest tutaj ze mną. :) Dziękuję! W lutym odwiedziliście mnie 1395 razy, a łączna liczba wyświetleń bloga jest równa 8353. Na koniec pewne blogowe plany na marzec. Planuję wystartować z nowym, dyskusyjnym cyklem - jesteście zainteresowani? Chciałabym też utrzymać regularność postów, co może być trudne w związku z nieubłaganie zbliżającym się egzaminem dojrzałości.

A Wam, ile książek udało przeczytać się w lutym? Jakie macie plany na marzec?
Ktoś jeszcze będzie się zmagał w tym roku z maturą? :p

25 lutego 2017

"Mechaniczny anioł" C.Clare


Każdy, kto choć trochę interesuje się fantastyką młodzieżową, musi kojarzyć nazwisko Cassandry Clare. Kilka lat temu, wraz z premierą filmu, był ogromny boom na serię "Dary Anioła" - opowieść o pewnej rudowłosej dziewczynie i Nocnych Łowcach. Wielu też pewnie kojarzy inną serię autorki, poprzedzającą wydarzenia z Nowego Jorku - "Diabelskie Maszyny". Dziś chcę napisać parę słów o pierwszym tomie tej właśnie trylogii, której początek wypada, według mnie, znacznie lepiej niż "Miasto Kości". Nie jest to jednak książka pozbawiona wad, o czym przeczytacie dalej.

"Mechaniczny Anioł" opowiada o nastoletniej Tessie Gray, która wyrusza w podróż z Nowego Jorku do Londynu w poszukiwaniu swojego starszego brata Nathaniela. Już na samym początku, po przybyciu do stolicy dziewiętnastowiecznej Wielkiej Brytanii, zostaje przywitana przez Mroczne Siostry, a wkrótce zabrana do ich domu, gdzie dowiaduje się pewnych rzeczy o sobie samej. Przez różne wydarzenia na jej drodze stają Nefilim, Nocni Łowcy, którzy pomogą jej wejść do świata, którego nie znała, a także zaakceptować to, kim jest naprawdę. Tessa zostanie postawiona przed dylematem dotyczącym wyboru między bratem a nowymi przyjaciółmi, a także uświadomi sobie, że miłość może być najniebezpieczniejszą magią.
"To w porządku kochać kogoś bez wzajemności, dopóki ten ktoś jest wart miłości. Dopóki na nią zasługuje."
Dałam się wciągnąć, zdecydowanie. Z początku akcja nie była szczególnie szybka, a w głowie pojawiło się wiele pytań bez odpowiedzi, z czasem jednak zaczęła pędzić i utrzymywała to tempo aż do końca. Nie martwcie się jednak, o zadyszkę ciężko, bo pojawiały się też chwile na odpoczynek - krótkie przerywniki, podczas których historia zwalniała i skupiała się na opisach miejsc, bohaterów, emocji. Fabuła, podobnie jak we wspomnianych już "Darach Anioła", niezwykle przypadła mi do gustu. Z wypiekami na twarzy śledziłam kolejne wydarzenia z życia Tessy i Nocnych Łowców. I to nic, że momentami książka była przewidywalna - to nie zmąciło mojej radości z czytania.

Mimo, że powieść naprawdę mi się spodobała, mam w stosunku do niej dwa zarzuty. Pierwszym z nich jest osadzenie akcji w wiktoriańskiej Wielkiej Brytanii i brak wykreowania klimatu tamtych czasów (druga połowa XIX wieku). To prawda, pojawiały się stroje z epoki, zaakcentowany został niższy status społeczny kobiet w stosunku do mężczyzn. Mimo wszystko, akcja równie dobrze mogłaby się rozgrywać współcześnie. Naprawdę nie zdziwiłoby mnie, gdyby w pewnym momencie któryś z bohaterów wyciągnął laptopa czy telefon komórkowy. Drugim elementem, który negatywnie wpłynął na ostateczną ocenę książki, jest wątek miłosny. Mam wrażenie, że wszystko potoczyło się za szybko i nienaturalnie. Pominę już fakt, że była to chyba jedna z najbardziej przewidywalnych części książki. Już od początku można było się domyślić kto w kim się zakocha i jak potoczą się losy ich związku.
"Kimkolwiek jesteś, mężczyzną czy kobietą, osobą silną czy słabą, zdrową czy chorą... wszystkie te rzeczy liczą się mniej niż to, co masz w sercu. Jeśli masz duszę wojownika, jesteś wojownikiem. Te inne rzeczy to szkło, które otacza lampę, a ty jesteś światłem w środku."
Bohaterowie są dobrze wykreowani. Mają swoje charakterki, chociaż... aż za bardzo przypominają postacie z "Darów Anioła" (czy tylko ja odniosłam takie wrażenie)? Sarkastyczny, tajemniczy i niesympatyczny William Herondale przypominał mi Jace, a stojący w cieniu przyjaciela James - Aleca. Główna bohaterka, Tessa, momentami bywała dosyć irytująca, ale ostatecznie i tak ją polubiłam. Za to mojego uznania zdecydowanie nie skradł braciszek protagonistki, Nathaniel. W pewnym momencie miałam ogromną ochotę, aby tego chłopaka udusić - serio! Za to na twarzy pojawił się uśmiech, kiedy czytałam o znanych mi już bohaterach: czarowniku Magnusie Bane czy przepięknej wampirzycy Camille Belcourt.

Nie jest to książka, która skradła moje serce. Z pewnością nie wpiszę jej na listę moich ulubionych lektur. Mimo wszystko, "Mechanicznego anioła" będę wspominać naprawdę dobrze, a po kolejne części naprawdę chętnie sięgnę. Mam cichą nadzieję, że w następnych tomach Cassandra Clare lepiej zadbała o charakterystyczny wiktoriański klimat. Jeżeli szukacie powieści, która zapewni Wam rozrywkę, śmiało możecie sięgnąć po twórczość tej autorki.

★★★★★★★✰✰✰

|| Mechaniczny anioł || Cassandra Clare ||
|| liczba stron: 472 || MAG || przekład: Anna Reszka ||
|| fantastyka || fantasy || urban fantasy ||

Książka bierze udział w wyzwaniach: Olimpiada czytelnicza 2017 oraz ABC czytania 2017.