26 marca 2016

(1) Opowieści z Avonlea: "Ania z Zielonego Wzgórza"


   O "Ani z Zielonego Wzgórza" słyszał chyba każdy. Wiele z nas również zna tę historię, jeśli nie z książki to z filmu. Można nawet powiedzieć, że cykl powieści pani Lucy Maud Montgomery stał się częścią długiej listy książek klasycznych, o których wypada cokolwiek wiedzieć. Wiem, że wiele osób nie polubiło przygód rudowłosej nastolatki z Avonlea, ja jednak należę do szerokiego grona sympatyków i naprawdę ciepło wspominam tę lekturę z czasów dzieciństwa. Darzę też ją sentymentem z zupełnie innego powodu: była to jedna z pierwszych książek, które przeczytałam z własnej woli, bez przymusu (nie była to moja lektura szkolna w szkole podstawowej). Wkrótce mam zamiar powrócić do świata Ani Shriley. Chcę znów zanurzyć się myślami w świecie cudownych opisów Wyspy Księcia Edwarda i nie mniej ciekawych wydarzeń, w których bierze udział główna bohaterka.

   Dla tych, którzy jeszcze nie zdążyli się dowiedzieć, o czym jest "Ania z Zielonego Wzgórza" (są jeszcze tacy?), zamieszczam krótki opis fabuły. Pochodzi on z tylnej okładki wydania, które posiadam. "Gdy Maryla i Mateusz Cuthebertowie decydują się przygarnąć chłopca z sierocińca, nie mają pojęcia, że od tej pory ich życie wypełnią niespodzianki. Zaczyna się od tego, że na Zielone Wzgórze w Avonlea przybywa nie chłopiec, lecz jedenastoletnia rudowłosa dziewczynka. Ania to osóbka o nieprzeciętnym temperamencie i wybujałej fantazji. Jej obecność wywróci życie mieszkańców Avonlea do góry nogami, a Zielone Wzgórze nigdy nie będzie takie jak dawniej... Czy Ania znajdzie w Avonlea spełnienie swych marzeń? A może czeka na nią coś więcej?"

   Powieść liczy sobie ponad sto lat, a jednak jest przystępna dla przeciętnego czytelnika również dziś. Pani Montgomery bardzo dobrze operuje słowami, tworząc niezwykle plastyczne i dokładne opisy przyrody i miejsc stworzonych rękami człowieka. Autorka nie tylko doskonale pisze o tym, co widzi, lecz także o tym, co czują jej bohaterowie. Naprawdę, uwielbiam ją za to! Wiele osób natomiast jej za to nienawidzi, gdyż książka staje się dla nich nudna. Opiera się ona głównie na opisach, wydarzenia natomiast schodzą na dalszy plan, choć wciąż odgrywają istotną rolę. Nierzadko są one pretekstem do kolejnych opowieści o tym, jakie emocje targają Anią, Marylą czy innymi postaciami. Być może dlatego książka uzyskała miano psychologicznej. Uczucia względem przyrody, innych ludzi czy epizodów stanowią trzon powieści.

   Bohaterów da się lubić. To fakt, czasem mogą nas denerwować, czasem mogą być zbyt naiwni nawet jak na swój wiek, jednak nietrudno zapałać do nich sympatią. Gdy byłam młodsza, bardzo chciałam mieć taką koleżankę jak Ania. Sądzę, że bez problemu bym się z nią dogadała. Do dziś bardzo miło ją wspominam, choć spotkałam się z nią jedynie na kartach powieści. Jednak "Ania z Zielonego Wzgórza" to nie tylko tytułowa bohaterka, a cała ich gama! Poznajemy również Mateusza i Marylę Cuthebertów, naprawdę urocze starsze rodzeństwo, przybranych rodziców rudowłosej dziewczynki. Czytamy również o Dianie, dość cichej i spokojnej najlepszej przyjaciółce Ani, o ich znajomych ze szkoły, w tym również o Gilbercie - pewnym chłopaku, który pewnej dziewczynie może zawrócić w głowie... Tak jak to zrobił w stosunku do mnie! Och, Gilbert był naprawdę cudownym bohaterem, choć z początku mógł się takim nie wydawać. Jeśli popytacie sympatyczki "Ani z Zielonego Wzgórza", pewnie znajdziecie wśród nich takie, które podkochiwały się w młodym Blycie. 

   Oh, naprawdę uwielbiam polskie wydania tej serii, które otrzymaliśmy od Wydawnictwa Literackiego. Zarówno w wersji z twardą, jak i miękką okładką prezentuje się wyśmienicie. Strony zostały porządnie sklejone/zszyte tak, że nawet po latach intensywnego użytkowania nie ma mowy o wypadaniu stron. Czcionka jest na tyle duża, że nie sprawia trudności w czytaniu nawet najmłodszym czytelnikom (ja sama zaczytywałam się w historii Ani w wieku dziesięciu czy jedenastu lat). Przekład pani Agnieszki Kuc jest bardzo dobry, doskonale oddaje piękno i plastyczność słów pani Montgomery. Nic dodać, nic ująć!

   Książkę mogę polecić każdemu, a w szczególności romantycznym duszom, uwielbiającym bogate opisy natury i emocji. Nie gwarantuję, że książka się spodoba. Posiada ogromne grono miłośników, ale równie wiele jest przeciwników, których zwyczajnie zanudziła. Sądzę jednak, że warto dać jej szansę, no i wypada znać chociażby pierwszą część cyklu. Tak to już bywa z książkami, które stały się klasykami, że ich nieznajomość może w przyszłości wyjść bokiem... Polecam!

★★★★★★★✰✰

liczba stron: 407, Wydawnictwo Literackie, przekład: Agnieszka Kuc
powieść psychologiczna

31 komentarzy:

  1. Moja siostra teraz czyta tą książkę, a jeśli chodzi o mnie to zapewne ją przeczytałam w podstawówce, ale nic z niej nie pamiętam :) Może kiedyś do niej wrócę.
    Pozdrawiam!
    skrytaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedna z lepszych recenzji, jakie kiedykolwiek czytałam. Kiedyś czytałam tą książkę. Bardzo mi się podobała. Główna bohaterka przede wszystkim zaczarowała mnie swoim podejściem do życia.
    Pozdrawiam :*
    http://karolinkaopowiada.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie lubiłam tej książki (chyba marna ze mnie romantyczna dusza :C). Nawet jeśli omijałam co drugi opis szerokim łukiem, powieść okropnie mi się dłużyła :D

    Świetny wygląd bloga, oczywiście już zaobserwowałam (i duma mnie rozpiera, bojestem pierwszym obserwatorem :|) i trzymam kciuki, abyś ciągle pięła się ku górze, zdobywając recenzencko-książkowe szczyty! :)

    LimoBooks :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ania to jedna z moich ulubionych książek ever;) zarówno pierwsza jak i kolejne części są na prawdę wspaniałe:)
    Pozdrawiam books--my-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam ją tak dawno, że już sama nie pamiętam co o niej myślałam. xd
    Wiem, że z jednej strony mi się podobała, a z drugiej strony wolę fantastykę i nie sięgnęłam po następne części...
    Wesołych świąt i mokrego dyngusa!
    Obserwuję!
    Całusy! :*
    StormWind z bloga cudowneksiazki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Może to winna moich nauczycieli, a może po prostu byłam zbyt leniwa... ale nigdy nie czytałam Ani z Zielonego Wzgórza, jednakże muszę koniecznie nadrobić swoje braki ;)
    Pozdrawiam i obserwuje :* http://felicja-bookaholic.blogspot.com/
    PS Wesołych Świąt :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ania jest ponadczasowa! To jedna z moich ulubionych bohaterek literackich. :)

    P.S. Świetnie piszesz. Życzę wytrwałości w prowadzeniu bloga! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie ona odrzuca od początku xd widziałam tylko filmy kiedyś, moja mama je lubiła... A mnie to tylko irytowalo xd
    Drewniany-most.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam w planach odświeżenie całej serii o Ani! :)

    Pozdrawiam, wirtualnaksiazka.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Oooo tak zrobię sobie taki KID FLASHBACK i wrócę do "Ani z zielonego wzgórza" na pewno :) Do tego mam zaplanowaną Alicję w krainie czarów, Oskara i panią Różę (po raz 34298572) i caaałą serię Baśmi braci Grimm bez cenzury ;)
    Szykuje się uczta!
    Paulinka z
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam Anię wieki temu i tak mnie zachwyciła, że połknęłam całą serię. Tak swoją drogą był to chyba pierwszy książkowy cykl, który pokochałam całym serduchem. Fajnie było ją sobie przypomnieć po Twoim poście :)
    Pozdrawiam cieplutko, Paulina z Półka na książki

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytałam Anię, jednak bardzo dawno temu. Zachwyciła mnie, ale znalezienie kolejnych części wtedy graniczyło dla mnie z cudem. Tak skończyła się moja przygoda z tą serią, lecz teraz - gdy przypomniałaś o opisach Ani, o Gilbercie, w którym mniejsza wersja mnie się podkochiwała - ciężko mi się oprzeć przed niesięgnięciem po tę książkę powtórnie. Dziękuję, twoja recenzja wywołała we mnie na prawdę wspaniałe wspomnienia. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  13. Pamiętam tę lekturę :) czytałam ją w podstawowce i polubiłam ją. Nie zawrocila mi bardzo w głowie, ale ja milo wspominam :) Aktualnie jestem zakochana w fantasy.
    natchniona-slowami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Ania... Jak ja ją pokochałam!!!;)


    Zapraszam do mnie na wymiankę książkową;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ania to w pewnym sensie część mojego dzieciństwa, ponieważ jeszcze gdy byłam dosyć mała czytałam tę serię i byłam szczerze zachwycona. Potem natrafiłam na nią w podstawówce i dalej mi się tak bardzo podobała. Tak, rzeczywiście, ta seria powinna mieć miano literatury klasycznej, którą każdy, bez wyjątku, powinien przeczytać :)
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  16. To jest chyba moja ulubiona szkolna lektura. Zamierzam przeczytać całą serię ponownie :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Czytałam ,, Anię z Zielonego Wzgórza" (i pozostałe części też) i uwielbiam, Ania jakby było jest częścią mojego dzieciństwa, była to jedyna lektura którą czytałam z przyjemnością. Każdy powrót do Ani jest dla mnie jak powrót do domu po długiej podróży. Myślę, że Ania pozostanie częścią mnie,zawsze będzie mi się kojarzyć z okresem, gdzie zamiast biegać z koleżankami po dworze siedziałam z nosem w książce (czego absolutnie nie żałuję, był to jeden z lepszych dokonanych przeze mnie wyborów)
    Pozdrawiam cieplutko :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytając to nie powiedziałabym, że książka ma ok. setki... o.O Ogółem nawet lubiłam tą książkę, głównie za te nieszablonowe pomysły i upicie Diany :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Pamiętam moje spotkanie z "Anią z Zielonego Wzgórza" i przyznaję, że każda kolejna strona była dla mnie ogromnym przeżyciem. Świetna lektura! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja tam nigdy nie przepadałam za "Anią" - ale to pewnie dlatego, że była moją lekturą. Przymus do wszystkiego potrafi zniechęcić. :/ Natomiast dobrymi wspomnieniami darzę "Pollyannę", która wydawała mi się dość podobna do "Ani". Jeśli jeszcze nie czytałaś, to polecam. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo podobała mi się ta książka w podstawówce. Często też oglądałam filmy. Chętnie przeczytam pozostałe części, bo moja przygoda skończyła się na pierwszej. :)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  22. Serią o Ani zaczytywałam się w dzieciństwie:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Czytałam całą serię i bardzo miło ją wspominam :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  24. Zaczęłam ją czytać, ale jej nie skończyłam. Może dlatego, że ekranizację widziałam ze sto razy :) Może za jakiś czas dam Ani drugą szansę :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Swego czasu babcia zakupiła mi całą serię. Co prawda nie w tej wersji, którą Ty posiadasz, ale moja jest równie piękna, szczególnie gdy widzi się na półce idealnie pasujące do siebie 8 (czy ile ich tam jest) tomisk. :) Wiele czasu książki tylko przyozdabiały moją biblioteczkę, ale ostatecznie stwierdziłam, że trzeba to przeczytać. I... pokochałam Anię. Co prawda zatrzymałam się na 5 tomie i jakoś nie mogę pchnąć tego dalej, ale pierwszy jest rzeczywiście cudowny. Co prawda moim ulubionym i tak pozostaje "Ania na uniwersytecie" (a to za sprawą właśnie tego niesfornego Gilberta), ale Montgomery stworzyła naprawdę przepiękną historię. Masz rację, wiele osób uważa ją za nudnawą. Ja sama jestem romantyczką, introwertyczką i z Anią niesamowicie się utożsamiłam, ale zauważalna monotonia, szczególnie w późniejszych tomach, przytłacza. Niemniej jednak również gorąco wszystkim polecam. :)

    Poza tym, zapowiada się tu u Ciebie naprawdę ciekawy blog. Bardzo podoba mi się ta recenzja, bo widać, że nie napisałaś jej "na odwal". Na pewno będę śledzić Twoje dalsze poczynania, bo skoro również kochasz Anię, może okaże się, że mamy podobne upodobania czytelnicze. :) Życzę powodzenia w rozwoju bloga, bo wiem że początki są trudne. :)

    Pozdrawiam cieplutko,
    Skrzynka Pełna Książek

    OdpowiedzUsuń
  26. Moim zdaniem jest to jedna z niewielu trafionych lektur do podstawówki. Ale czytelnicy dzielą się na takich, którzy jej nienawidzą i na takich, którzy ją kochają. Ja przeczytałam cały cykl (oprócz ostatniego zbioru opowiadań, bo był nudnawy). Dzięki niemu zaczęłam czytać książki.

    OdpowiedzUsuń
  27. Świetna recenzja :) Na początku ciężko było mi się przemóc i przeczytać Anie z Zielonego Wzgórza (wszyscy wiedzą, że przecież jak coś jest lekturą to jest nudne i człowiekowi nie chce się tego czytać :P) jednak po kilku latach "dorosłam" i przeczytałam wszystkie części! :) Co więcej książki niewątpliwie przypadły mi do gustu! :) Pozdrawiam :) i obserwuję :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Lektura z podstawówki-świetna.Bardzo mi się podoba Twój blog i obserwuję :)
    Pozdrawiam,
    http://olalive-blog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  29. W podstawówce każde wypracowanie na dowolny temat poświęcałam "Ani..." - do czasu aż polonistka mi tego zakazała.
    Ale nadal jestem oczarowana tą rudowłosą dziewczynką:)

    OdpowiedzUsuń
  30. "Anię" przeczytałam baaardzo, baaardzo dawno temu (ach, kiedy to było?), ale wspominam ją miło. Od samego początku poczułam to dziwne pokrewieństwo dusz z główną bohaterką. Chyba jestem do niej trochę podobna. :)
    Film także jest uroczy. Zawsze na nim płaczę (zwłaszcza kiedy umiera Mateusz).
    Kania Frania z www.kaniafrania.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  31. Zgadzam się z większością komentarzy;) "Ania z Zielonego wzgórza" to świetna książka, a zarazem film. Myślę, że każdy powinien chociaż raz to przeczytać/obejrzeć;)

    OdpowiedzUsuń

layout by oreuis