30 kwietnia 2016

Podsumowanie miesiąca: kwiecień

   Jeszcze niedawno cieszyłam się przerwą wielkanocną, a teraz znowu mam wolne - majówka + matury, dzięki czemu zyskałam aż dziewięć dni bez szkoły! Mam zamiar wykorzystać ten czas jak najlepiej, o czym jednak napiszę później. Teraz skupię się na podsumowaniu miesiąca, który właśnie mija - kwietnia. Tegoroczny kwiecień był dość niejednoznaczny: raz były przymrozki w nocy i bardzo chłodne dni, innym razem mieliśmy do czynienia z dość wysokimi temperaturami jak na ten okres. W końcu jednak tak mówi przysłowie: kwiecień plecień, bo przeplata, trochę zimy, trochę lata. Coś w tym faktycznie jest! Niestety, ostatnie trzydzieści dni nie było owocne czytelniczo. Dwie książki ukończyłam w całości, trzecią przeczytałam w połowie ("Zbrodnia i kara" Dostojewskiego). Zdecydowanie nie trzymałam się planów, które założyłam sobie miesiąc temu. No cóż, to poniekąd wina szkoły - matura, która już za rok, no i koniec roku szkolnego, który już wkrótce, są dosyć mocno wyczuwalne.

"Abhorsen" Garth Nix
To trzecia i ostatnia część trylogii o Starym Królestwie. Muszę przyznać, że ten tom cyklu spodobał mi się najbardziej. Poznajemy dalsze losy bohaterów z poprzednich części, razem z nimi przemierzamy niebezpieczne krainy i walczymy z wrogami. Pojawiają się tutaj inni, drugo- i trzecioplanowi bohaterowie, o których już mogliśmy zapomnieć. Muszę przyznać, że część, która jest zwieńczeniem trylogii, spodobała mi się najbardziej. Akcja gnała do przodu bardzo szybko, wciąż stawiając przed bohaterami nowe niebezpieczeństwa. Trzeba jednak powiedzieć, że niektóre rozwiązania fabularne wydały mi się zbyt przekombinowane. No cóż, nie ma jednak idealnych książek, prawda? Zakończenie całej historii było częściowo spodziewane, częściowo nie. Co mam na myśli? A mianowicie to, która frakcja zwycięża (dobra czy zła) jest nietrudne do przewidzenia, natomiast sposób, w jaki to robi - nieźle się zdziwiłam. I powoli tęsknię za Starym Królestwem.

"Lodowa pani" Sally Prue
To książka dziwna. Pełna symboliki (na przykład dość często przytaczane w recenzjach porównanie czworonogiego pająka z nazistowską swastyką), dosyć przeciętnych bohaterów i sporej ilości natury. Tak, znaczna część akcji rozgrywa się na błoniach pod jednym z angielskich miasteczek. Łono natury jest miejscem, w którym żyje i poluje tajemnicze Plemię. Członkowie tejże społeczności są niezwykle podobne do ludzi, a jednak tak odmienne w sposobie życia, w poruszaniu się, w relacjach międzyludzkich, w sposobie pojmowania świata, a nawet w budowie ciała. Są to istoty intrygujące, skrywający sekret przed ludźmi, których nazywają demonami. Spotkanie ludzkiego chłopca i młodej członkini Plemienia będzie z pewnością pełne przygód i nowych doświadczeń (również tych bolesnych). Czy polecam tę książkę? Sądzę, że warto spróbować. Nie jest to dzieło wybitne, jednak w pewien sposób przyciągające. No i okraszone piękną okładką!

   Parę dni wolnego to doskonały pretekst do wzięcia udziału w czytelniczym maratonie! Zdecydowałam się na wzięcie udziału w tym organizowanym przez Olę i Kaję. Co to oznacza? Cztery książki w cztery dni majówki! Wyzwanie rozpoczęło się już dziś i potrwa do wtorku włącznie. Poniżej przedstawiam listę książek, które mam w planach przeczytać. Osoby zainteresowane maratonem - zapraszam do zajrzenia na blogi dziewczyn i do zerknięcia na facebookową grupę!

30.04 - Książka z wiosenną okładką - "Lodowa pani" Sally Prue
01.05 - Pierwszy tom serii - "Upadek" Richard Lee Byers
02.05 - Czeka na przeczytanie od ostatniej wiosny - "Tajemnica starego browaru" Krzysztof Smura
03.05 - Książka historyczna - "Gra w kości" Elżbieta Cherezińska

   To oczywiście plany na najbliższe dni. Reszta miesiąca oczywiście nie będzie czytelniczą posuchą! Dziś odwiedziłam bibliotekę, a z niej przyniosłam dwie kontynuacje: "Ender" Lissy Price oraz "Miasto szczurów" Emily Roddy oraz moje pierwsze spotkanie ze Stephenem Kingiem - "Rok wilkołaka". Niestety (albo i stety) między plany muszę też wcisnąć "Wesele" Wyspiańskiego - lektura szkolna, chyba już czwarta w tym semestrze. Jak przedstawiają się Wasze wyniki kwietniowe i plany majowe?

23 kwietnia 2016

(3) Dziecko w idealnym systemie dorosłych: "Dawca"

[zdjęcie do recenzji]

   Wyobraź sobie Utopię, świat idealny, w którym każdy człowiek ma swoje, z góry wyznaczone miejsce i wszyscy są szczęśliwy. Brak jest żałoby, cierpienia, głodu, wojen, bezrobocia. Ludzie mają zapewnione wszystko od najmłodszych lat, rządzi nimi system doskonały. Dodajmy do tego dość wysoko rozwiniętą technikę i wszechobecny porządek, a otrzymamy miejsce, w którym wielu chciałoby żyć. Ale czy na pewno taki świat jest bez skaz? Odpowiedź na to pytanie znają dwie osoby: Stary Dawca i młody Biorca Pamięci, którzy w swoim umyśle przechowują wspomnienia z dawnych lat, z czasów, kiedy jeszcze życie nie było tak uporządkowane, kiedy ludzie cieszyli się, ale też smucili. Z czasów, kiedy negatywne emocje również miały swoje miejsce w ludzkiej egzystencji. Lois Lowry w swojej książce przedstawia historię chłopca, który nagle doznaje tego, co przez całe życie system przed nim ukrywał, podobnie jak przed resztą społeczeństwa. Główny bohater, Jonasz, jednocześnie staje się podporą całej machiny władzy i obywateli, bez której nie ma ona racji bytu.

   Motyw twardego systemu opierającego się na władzy kilku osób nad całym społeczeństwem i idealnym uporządkowaniu jest obecny w literaturze już od dłuższego czasu. Wiele młodzieżówek, które zyskały popularność, opiera się na tym schemacie. Można tutaj podać przykład chociażby głośnych "Igrzysk śmierci" Suzanne Collins czy "Niezgodna" Veronici Roth. Tematyka dystopii jest pociągająca dla wielu osób, nie dziwi więc rozgłos powyższych tytułów. Spotkałam się jednak z przekonaniem, że gatunek ten jest nowy, powstał dosyć niedawno. Otóż, jest to jak najbardziej błędna teza. Książką, która ukazuje antyutopijny świat jest chociażby "Rok 1984" George'a Orwella, wydany w 1949 roku, ale też "Dawca" z roku 1993. I to właśnie o tej ostatniej pozycji chcę napisać parę słów.

   Fabuła opiera się na pewnym, charakterystycznym dla dystopii, schemacie. Klimat wyidealizowanego świata jest dosyć mocno wyczuwalny, choć nie przytłaczający. Społeczeństwo wydaje się być idealne, niezwykle poukładane, harmonia pozostaje niezaburzona. Każda osoba ma swoje miejsce, jest częścią szarej masy, dosyć nieciekawej dla osoby patrzącej z zewnątrz. Życie mieszkańców idealnego państwa jest niezachwiane, dopóki czuwa nad nimi pewna osoba, którą poznajemy jako Dawcę. Bez niego świat ległby w gruzach, bo ludzie nie byliby w stanie poradzić sobie z tym, co zostało im zabrane, dla ich dobra. Nie chcę zdradzać, czym jest to coś, gdyż było to dla mnie dosyć sporym zaskoczeniem. Powiem jednak, że jest to istotny element ludzkiego życia, bez którego właściwie nie wyobrażam sobie istnienia.

   Bohaterowie w większości nie należą do ciekawych. Nic dziwnego, w końcu stanowią oni część systemu, w którym nie ma miejsca na indywidualizm. Z tej jednolitości wyłaniają się dwie, a właściwie nawet trzy osoby, z czego jedna z nich jest jeszcze zbyt mała, aby cokolwiek rozumieć.  Osobami, które mają przykuć naszą uwagę, są oczywiście Dawca - nieco tajemniczy staruszek, o którym nie dowiadujemy się zbyt wiele, oraz Jonasz - główny bohater, którego życie stanowi główną oś fabularną. Jonasz jest sympatycznym i inteligentnym chłopcem. Nie sposób jest go nie polubić. Czytelnik może też aprobować jego wyboru, w przeciwieństwie do społeczeństwa, w którym chłopiec żyje.

   Książka jest odpowiednia zarówno dla dzieci, jak i nastolatków i osób dorosłych. Istotne kwestie zostały przekazany w prosty sposób, również pod względem języka. Młodsi czytelnicy bez problemu mogą się utożsamić z głównym bohaterem, rówieśnikiem wielu z nich. Sądzę, że zarówno dorośli, jak i dzieciaki mogą wyciągnąć z tej książki coś dla siebie. Dla jednych będzie to po prostu rozrywka przy dobrej lekturze, dla innych będą to mądrości dotyczące życia społecznego, systemu, jednolitości wśród ludzi.

   "Dawca" nie jest powieścią długą, liczy sobie zaledwie dwieście stron. W niewielkiej objętości zostało zawarte jednak sporo treści, dosyć łatwo przyswajalnej, choć czasem zmuszającej do refleksji. Dla jednych długość będzie wadą - wydaje mi się, że można by nieco rozbudować świat przedstawiony i ukazane wydarzenia. Mimo wszystko należy pamiętać, że jest to książka przeznaczona przede wszystkim dla najmłodszych, a tych wielostronicowe cegiełki mogą przerażać. Ja sama kiedyś czułam zniechęcenie na myśl o książce, której treść zawarta jest na pięciuset czy sześciuset stronach. No cóż, każdy kiedyś był dzieckiem i z pewnością wielu z was mnie zrozumie. Ostatecznie, "Dawcę" autorstwa Lois Lowry uważam za dobrą literaturę, której warto poświęcić trochę czasu, bez względu na wiek. Zawiera w sobie sporo uniwersalnych treści w nietrudnej do przyswojenia formie. Polecam!

★★★★★★★★✰✰

liczba stron: 206, wydawnictwo Media Rodzina, przekład: Piotr Szymczak
fantastyka, science-fiction, dystopia

02 kwietnia 2016

(2) Jak odnaleźć ojca w magicznej krainie: "Sabriel"

[zdjęcie do recenzji]

   Lubimy fantastykę za oderwanie od rzeczywistości, za niesamowite wydarzenia, za magię, której brakuje w "prawdziwym życiu", za zaciętą walkę dobra ze złem i ostateczny triumf tego pierwszego. Jeśli do tego wszystkiego dodamy bardzo dobrze wykreowany świat, interesujących bohaterów i wydarzenia, które nie pozwalają oderwać się od książki, otrzymamy chyba najbardziej znaną powieść australijskiego pisarza, Gartha Nixa, pod tytułem "Sabriel" - pierwszą część serii o Starym Królestwie. O ile się orientuję, książka ta nie zdobyła zbyt dużej popularności nad Wisłą, a szkoda! Jest naprawdę dobra i sądzę, że warto ją znać, warto się przy niej po prostu dobrze bawić.

   Sabriel pochodzi ze Starego Królestwa, jednak wychowała się w Ancelstierre. To tutaj, w Wyverley College zdobywała wiedzę w różnych dziedzinach, w tym również w magii Kodeksu. Do tego przybytku oświaty czasami przybywał ojciec dziewczyny, w odwiedziny. Pewnego razu jednak nie pojawia się w progu, a zamiast niego bohaterka spotyka się z posłańcem, przynoszącym niezbyt dobre wieści: Abhorsen został uwięziony, a Sabriel wyrusza na ratunek. Przekracza Mur między Starym Królestwem i Ancelstierre, zaczyna uczyć się na poważnie posługiwać się magią, nierzadko wchodzi nawet do świata Zmarłych, a wszystko to, aby uratować swojego ojca. Co z tego wyniknie? I czy dziewczynie uda się osiągnąć cel? Jakie przeszkody napotka na swojej drodze? Aby się tego dowiedzieć, musicie zapoznać się z książką.

   Garth Nix świetnie operuje słowem i ma bogatą wyobraźnię, co musiało skutkować niesamowitą lekturą, zapewniającą naprawdę mnóstwo wrażeń. Świat przedstawiony spodobał mi się od razu, pewne wykorzystane motywy również, jak chociażby ten dotyczący wyglądu Śmierci. Australijski autor korzysta z barwnych opisów i jednocześnie nie zanudza. Czytając "Sabriel", właściwie cały czas naprawdę dobrze się bawiłam i byłam ciekawa co spotka bohaterów na ich drodze. Wszystkie wydarzenia zbiegają się do jednego momentu, tworząc spójną całość. Nie brak jednak pewnych tajemnic, które jeszcze przez pewien czas pozostaną niewyjaśnione. Jest to swego rodzaju zachęcenie czytelnika do sięgnięcia po kolejne części serii o Starym Królestwie. Na marginesie powiem, że tom drugi dorównuje pierwszemu.

   "Sabriel" to dosyć spore grono interesujących bohaterów. Owszem, niektórzy z nich opierają się na utartych już schematach, nie sprawia to jednak, że stają się nudni. Wręcz przeciwnie. Wielu z nich ma coś do zaoferowania. Coś, co może nas zaskoczyć, wprawić w osłupienie. Osobiście polubiłam protagonistkę za to, że nie była ciotą, jak część bohaterek ze współczesnej fantastyki. Dziewczyna miała momenty załamania, trzeba jednak pamiętać, że to tylko człowiek (nawet jeśli na kartach powieści), a nie istota nadludzka. Pewne sprawy można wybaczyć, a przyjemność sprawia doglądanie bohatera podnoszącego się po upadku. Na uwagę zasługuje też Mogget, który tak naprawdę zwykłym kotem nie jest, a także Touchstone, którego dość wymyślna historia zasługuje na gratulacje. Naprawdę, sama nigdy bym na to nie wpadła! Nie chcę jednak za wiele zdradzać, wszak jest to jeden z kluczowych momentów fabuły.

   Książkę mogę polecić przede wszystkim fanom fantasy, ale również osobom, które do tego gatunku nie są przekonane. Elastyczny i barwny język Nixa w połączeniu z doskonale wykreowanym światem przedstawionym daje lekturę nie tylko zapełniającą czas, ale również dającą przy tym niezłą rozrywkę. W "Sabriel" znajduje się nawet gratka dla fanów steampunka. Mowa tutaj o Ancelstierre, które, w przeciwieństwie do Starego Królestwa, nie opiera się na magii, ale na rozwoju technologicznym.

★★★★★★★✰✰

liczba stron: 357, Wydawnictwo Literackie, przekład: Ewa Elżbieta Nowakowska
fantastyka, high fantasy

01 kwietnia 2016

Podsumowanie miesiąca: marzec

   Pierwszy kwietnia to dla wielu dzień wykonywania najróżniejszych żartów, a czasami padania ich ofiarą. Dla mnie, przede wszystkim, jest to pierwszy dzień kolejnego miesiąca, symboliczny początek zmian, ale też moment podsumowania tego, co minione w ostatnim czasie. I właśnie to staje się główną tematyką tego posta: rachunek sumienia, głównie czytelniczy, ostatniego miesiąca. Przyznam szczerze, że nie mam zbyt wiele do powiedzenia w tej kwestii, wszak w marcu ukończyłam jedynie dwie książki (o czym poniżej). Były to jednak dwie całkiem dobre książki, w dodatku o interesującej mnie tematyce, więc nie narzekam. Mam jednak nadzieję, że kolejne trzydzieści dni kwietniowych wypadnie znacznie lepiej. Nie przedłużając już, zapraszam na czytelnicze podsumowanie marca!

"Lirael" Garth Nix
Druga część serii o Starym Królestwie. Wydarzenia rozgrywają się kilkanaście lat po tych z tomu pierwszego ("Sabriel"). Poznajemy nowych bohaterów, którzy muszą zmierzyć się z nowymi wrogami. Autor pamiętał jednak o poprzednim pokoleniu i postacie, które poznaliśmy już wcześniej, również zagrzały tu swoje miejsce. "Lirael" jest naprawdę dobrą kontynuacją. Akcja nie była równomierna: raz była szybsza, żeby za chwilę zwolnić i znów ruszyć z kopyta. W książce można się zatopić i na długo z niej nie wychodzić, bo zwyczajnie wciąga. Wykreowany świat naprawdę robi wrażenie (ponownie!). Mamy dwie krainy, oddzielone zaledwie murem, a kompletnie się od siebie różniące. Mamy opisy najważniejszych miejsc, mamy przemyślaną ich koncepcję. Zdecydowanie na plus. Niestety, faktem pozostaje to, że druga część serii Nixa bywała nudna. Tak, zdarzały się dłużyzny, które jednak odgrywały pewną rolę dla fabuły i nie warto ich pomijać.

"Jezioro Łez" Emily Rodda
Kolejna kontynuacja i druga książka przeczytana w minionym miesiącu. Powieść jest tak samo króciutka jak część poprzednia. Epizod z przygody bohaterów został zamknięty w zaledwie 120 stronach. Nie zmienia to jednak faktu, że akcji jest naprawdę sporo (aż sama się zdziwiłam, jakim cudem tyle wydarzeń można zmieścić w tak małej objętości). Nie mniej jednak, niektórym istotnym fragmentom poświęcono zdecydowanie za mało uwagi, co sprawia, że drugi tom wypada sporo gorzej od pierwszego. Nie oznacza to jednak, że jest zły. Co to to nie! Poznajemy sporo nowych bohaterów i kolejne strony tych starszych, już wcześniej nam przedstawionych. Podobnie jak "Lirael", "Jezioro Łez" wciąga i ciężko się oderwać od tej książeczki, a zakończenie zdecydowanie zachęca do poznania ciągu dalszego. Sądzę, że "Pas Deltory" to seria, którą warto się zainteresować, jeśli poszukujemy niezłego, lekkiego fantasy.

   Na blogu wkrótce pojawią się bardziej szczegółowe recenzje wyżej wymienionych książek. Całkiem miło je wspominam i zdecydowanie zamierzam kontynuować obie serie. "Abhorsena" (trzecią część cyklu o Starym Królestwie) już nawet wypożyczyłam i właśnie ta książka zagrzewa miejsce w moich planach na kwiecień. Nie jest to jednak wszystko, co zamierzam czytać. Na kolejny miesiąc zaplanowałam sobie też doczytanie "Lalki" Bolesława Prusa, rozpoczęcie "Zbrodni i kary" Fiodora Dostojewskiego (ah te lektury szkolne!), dokończenie "Harry'ego Pottera i Czary Ognia" Rowling oraz przeczytanie w całości trzeciej części "Chłopców" Jakuba Ćwieka. A jak przedstawiają się wasze wyniki marcowe i czytelnicze plany na kolejny miesiąc - kwiecień?
layout by oreuis