16 lipca 2016

"19 razy Katherine" J.Green


John Green należy do tych autorów, którzy są bardzo znani i bardzo lubiani przez wielu. Fani gatunku young adult z pewnością go znają, ale miłośnicy innej tematyki, na przykład fantasy, jak w moim przypadku, nierzadko również o nim słyszeli. Głośne nazwisko, a z pewnością do jego popularności przyczyniły się dwa filmy na podstawie jego książek: "Gwiazd naszych wina" oraz "Papierowe miasta". Ja z twórczością tego amerykańskiego pisarza spotkałam się trzykrotnie: dwa razy bezpośrednio, czytając jego książki i raz, oglądając film. Dziś chcę napisać parę słów o moim pierwszym spotkaniu, które miało miejsce jakiś rok temu, w wakacje dwa tysiące piętnastego roku. To właśnie wtedy w moje ręce wpadła powieść "19 razy Katherine", którą pochłonęłam stosunkowo szybko.

Na kartach książki poznajemy młodego chłopaka, Colina Singletona, który jest zwyczajnym nastolatkiem. No dobra, niezupełnie - zwyczajni nastolatkowie nie mają obsesji na punkcie pewnego imienia i nie wiążą się jedynie z tymi dziewczynami, które je noszą. Pomińmy też fakt, że nasz bohater jest tak zwanym genialnym dzieckiem i uwielbia układać anagramy (wyrażenia powstałe z innych, z użyciem dokładnie tych samych liter - dokładnie każda tylko jeden raz). Tak, Colin zdecydowanie jest normalnym nastolatkiem. Uwidacznia się to w momencie, w którym to, zaraz po skończeniu szkoły, wyrusza w szaloną podróż po Stanach Zjednoczonych, a jego jedynym towarzyszem jest zwariowany kumpel Hassan. Wyprawa ta ma pozwolić głównemu bohaterowi pozbierać się po tym, jak porzuciła go już dziewiętnasta Katherine. Czy Colinowi uda się przeżyć przygodę życia i czy jego dusza na nowo stanie się kawałkiem, a rany jego zranionego serca się zagoją? O tym można przekonać się tylko i wyłącznie czytając książkę (lub trafiając na spoilery gdzieś w sieci lub usłyszeć je od znajomych, no ale cóż... wszyscy wiedzą, że spoilery to zło wcielone - nie życzę ich nikomu!).

"19 razy Katherine" to jedna z niewielu powieści z gatunku young adult, po które sięgnęłam. Moje pierwsze spotkanie z twórczością amerykańskiego pisarza, Johna Greena, było podyktowane ciekawością. Wiele osób miało już jego książki za sobą i chciałam po prostu sprawdzić czy to, co dobrego o nim mówią, jest prawdą. I muszę przyznać, że tak! Historia młodego Colina Singletona naprawdę mnie urzekła, w pewnym momencie nawet wciągnęła na tyle, że ciężko było mi odłożyć książkę zanim dotarłam do ostatniej strony. Jest to też powieść, w której jest sporo humoru - niejednokrotnie na mojej twarzy pojawiał się uśmiech, nie miałam jednak okazji do wybuchania gromkim śmiechem.

Główny bohater książki jest dosyć przeciętnym, przynajmniej na pierwszy rzut oka, chłopakiem. Bez bliższego poznania go raczej nie stwierdzimy, że jest nazywany "cudownym dzieckiem" lub że ma jakieś dziwne obsesje (na przykład ta na punkcie imienia Katherine). Colin jest inteligentny, sympatyczny, momentami jednak denerwujący, ale ostatecznie da się go polubić. Jednak dużo lepsze wrażenie na mnie wywarł jego przyjaciel Hassan - to właśnie on wprowadzał sporo humoru na karty powieści, to z nim nierozerwalnie wiąże się mój uśmiech w trakcie czytania. Chłopak jest zdecydowanie bardziej wyrazisty od głównego bohatera i z chęcią sięgnęłabym po książkę, w której to właśnie on był protagonistą. W powieści Johna Greena pojawiały się postaci z krwi i kości, które można polubić lub znienawidzić, które nas czymś przyciągają lub od siebie odrzucają (jak na przykład Drugi Colin, którego zdecydowanie nie polubiłam). Nie ma tu jednak charakterów wyjątkowych, które zapamiętuje się na długo.

Książka należy do powieści lekkich i niezbyt wymagających, idealnych na wakacyjne dni, w których nie mamy ochoty na zastanawianie się na przykład nad sensem życia. Przygody bohaterów śledzi się naprawdę przyjemnie, co jest zasługą nie tylko dosyć sympatycznych bohaterów, ale również lekkiego języka autora. "19 razy Katherine" zdecydowanie nie jest powieścią wybitną, zaliczyłabym raczej do grona "dobrych", świetnych na chwile odpoczynku i wyłączenia się ze świata. Dla mnie było to naprawdę przyjemne oderwanie się od fantastyki.

★★★★★★★✰✰✰

|| 19 razy Katherine || John Green ||
|| liczba stron: 303 || Bukowy Las || przekład: Magdalena Białoń-Chalecka ||
|| obyczajowa || young adult ||

16 komentarzy:

  1. Mi się za to wydaje, że każda książka Greena jest do siebie coraz bardziej podobna. Najpierw sięgnęłam po "Papierowe miasta" i czułam się zachwycona oryginalnym stylem pisania oraz humorem autora. Potem właśnie po "19 razy Katherine", które... było po prostu zbyt podobne do poprzedniczki, podyktowane tym samym motywem i schematami. Poszukiwanie miłości, tak zwany "road trip", genialne dziecko z dziwnymi zainteresowaniami... no, długo by tu jeszcze wymieniać. We wrześniu przyjaciółka pożyczy mi "Gwiazd naszych wina", na które jestem nastawiona bardzo pozytywnie, bo film mi się całkiem podobał.
    Zapraszam na recenzję "Nowicjuszki"! pattbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam ''Gwiazd naszych wina'' i ''Papierowe miasta'' tego autora i książki były naprawdę okej.Na pierwszej się zawiodłam lekko.Może to przez to,że najpierw oglądnęłam film.Druga natomiast była świetna! Jednak nie zamierzam kupować powieści Greena.Jeśli już,to wypożyczę z biblioteki. :)
    Pozdrawiam! ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja czytałam na razie "Gwiazd Naszych Wina" i jestem ogólnie zadowolona Greenem. Niebawem zamierzam dać mu kolejną szansę oczarowania mnie, więc może sięgnę po właśnie "19 razy Katherine".

    OdpowiedzUsuń
  4. Podobno najgorsza książka Greena, ale nie wiem, jeszcze się z nią nie zapoznałam. Nie czytałam właśnie tej pozycji i "Will Greyson Will Greyson" Johna Greena, ale powiem szczerze... Kilka książek było naprawdę świetnych, a kilka zawiodło mnie na całej linii.
    Buziaki!
    BOOKBLOG

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam ponad rok temu, nie przepadam za Greenem, ale tę książkę lubię najbardziej. A szczególnie w pamięci został mi Hassan, który był bardzo barwną postacią z przegenialnym humorem :D Cieplutko pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba się nie skuszę ale świetny post

    OdpowiedzUsuń
  7. Do pióra Greena jakoś mi się kompletnie nie śpieszy, a na półce mam "Gwiazd naszych wina" :P na "19 razy Katherine" mam ochotę najbardziej z jego twórczości.
    Pozdrawiam, http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny post. A na książkę...napewno się skuszę :D
    Pozdrawiam, Olcia

    OdpowiedzUsuń
  9. mnie ta książka nie zachwyciła, wolę inne powieści Greena. ;) podobał mi się wątek z anagramami, choć pewnie w oryginalnym wydaniu, w języku angielskim, brzmią one lepiej i logiczniej. ;) pamiętam, że też rozbawiały mnie niektóre momenty w tej książce, ale nie stała się ona dzięki temu jedną z moich ulubionych.
    podziwiam Cię, że napisałaś recenzję po roku od przeczytania książki!

    OdpowiedzUsuń
  10. 19 razy Katherine to druga i prawdopodobnie ostatnia książka Greena po którą sięgnęłam. Dla mnie była zbyt przeintelektualizowana i w ogóle jakaś taka dziwna. Za dużo tych wszystkich matematycznych wzorów i równań (a ja i matematyka za sobą nie przepadamy :D). W sumie jedyną postacią w tej książce, którą polubiłam był Hassan - on jako jedyny wydawał mi się realny.
    Buziaki, Lunatyczka

    OdpowiedzUsuń
  11. Czytałam tę książkę i jest chyba jedyną powieścią Johna Greena, którą nie miałam ochoty rzucać. :)
    http://bookline-recenzje.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Moim zdaniem tak średnio wypada na tle innych książek tego autora. Nie jest zła, ale Green mimo wszystko ma lepsze pozycje na swoim koncie - "Szukając Alaski" czy "Gwiazd naszych wina" :D.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przeczytałam tę książkę jakiś czas temu i naprawdę mi się podobała, choć nie ukrywam, że Colin chwilami mnie denerwował :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Takie są powieści Johna Greena - lekkie, urocze, humorystyczne. :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Na początku byłam zniechęcona do tej książki. W połowie recenzji zmieniłam zdanie, a na sam koniec uznałam, że jednak nie chcę jej czytać. Aczkolwiek trzeba oddać autorowi - pomysł miał fajny, tylko trochę ciulowo z tą wycieczką po stanach. Tak typowo.

    Monika z by-monique.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Nadrobię sobie u Ciebue kilka postow:) bo mnie sto lat nie było.
    Książki nie czytałam i raczej jej nie tknę. Ogólnie jeśli chodzi o Johna Greena czytałam Fault in our stars i była to bardzo przyjemna lektura,lepsza niż film o wiele(który się ciągnął)i moglabym przeczytać chętnie jeszcze raz. Moja babcia skomentowała,że cieszy się,że młodzież w tych czasach czyta tak dobre rzeczy, Potem był ten szał na Johna i wszyscy chcieli czytać jego książki. Ja siegnęłam po papierowe miasta. Osiemdziesięcioletnia babcia skomentowała,"szybki seks,słabe". Jakkolwiek śmiesznie zabrzmiała,popieram ją. Każdy ma swoje zdanie,lecz jest to moim zdaniem autor jednej powieści, który tak jak Masashi Kishimoto piszący Naruto, już nigdy nie powtórzy swojego geniuszu:)

    OdpowiedzUsuń

layout by oreuis