20 lipca 2016

(9) Na ratunek Deltorze: "Puszcze milczenia"

[zdjęcie do recenzji]

   "Puszcze milczenia" australijskiej pisarki Emily Roddy to książeczka naprawdę niewielka, bo licząca sobie zaledwie 127 stron. Co mnie skusiło do sięgnięcia po coś tak cieniutkiego i niepozornego? Być może była to ciekawa grafika na grzbiecie, ukazująca Pas Deltory, pozbawiony jednak bardzo istotnych dla niego klejnotów? A może chodziło o całkiem interesujący opis fabuły znajdujący się na tylnej okładce? Powód jest naprawdę nieistotny. Liczy się to, że właściwie dzięki przypadkowi poznałam całkiem niezłą fantastyczną historię, która może nie wnosi niczego do gatunku, ale stanowi po prostu dobrą rozrywkę. Opowieść o bohaterach próbujących powstrzymać Władcę Mroku jest po prostu przyjemnym czytadłem.

   Królestwo Deltory jest w ogromnym niebezpieczeństwie, choć skryci w pałacowych murach władcy o tym nie wiedzą. Nie mogą opuszczać zamku, przez co są odcięci nie tylko od codziennych potrzeb swoich poddanych, ale również nie dostrzegają zbliżających się chmur nad stolicę. Dodatkowo Pas Deltory, istotny przedmiot, który swoją magią może ochronić całe królestwo, zostaje zniszczony, a kamienie go stanowiące rozrzucone po różnych dziwnych i niebezpiecznych miejscach. Szesnastoletni Lief ma za zadanie odnaleźć zaginione części i, dzięki temu, doprowadzić do naprawienia pasa. Pierwszym miejscem, do którego zmierza, jest Puszcza Milczenia, której jeszcze nikt nie opuścił żywy. Czy uda mu się wypełnić powierzoną mu misję? O tym musicie przekonać się sami.

   Seria "Pas Deltory" Emily Roddy, a właściwie Jeniffer Rowe, nie wnosi nic innowacyjnego do świata fantastyki. Nie jest to również lektura ciężka czy wymagająca, co jest spowodowane między innymi tym, że opowieść o szesnastoletnim Liefie skierowana jest przede wszystkim do młodszych czytelników. Dzięki temu otrzymujemy lekturę naprawdę lekką, lecz z dosyć ciekawymi wydarzeniami. Książkę, którą po prostu dobrze się czyta i stanowi doskonałe oderwanie od cięższych pozycji. Muszę przyznać, że ja dałam się porwać przygodzie, a w pewnych momentach nie byłam w stanie po prostu odłożyć książki (dopadł mnie tak zwany syndrom "jeszcze jednego rozdziału" - znacie to?). Akcja pędzi z zawrotną prędkością, dzięki czemu na niewielkiej objętości otrzymujemy spory kawał historii. Dla mnie tempo czasami było zbyt szybkie, jednak nie uznałabym tego za ogromną wadę powieści.

   Bohaterów z krwi i kości da się polubić, aczkolwiek nie są oni szczególnie ciekawi. Najbardziej w pamięć zapada główny bohater, Lief, który jest zupełnie zwyczajnym chłopakiem postawionym przed niezwykle trudnym zadaniem, któremu stara się sprostać z całych sił. Otoczony jest życzliwymi ludźmi i dobrymi towarzyszami wędrówki, którzy stanowią dla siebie wzajemne wsparcie. Również sama kraina, w której rozgrywają się wydarzenia - Królestwo Deltory, nie pozostanie ze mną na dłuższy czas. Wiecie, są takie miejsca, o których nie sposób zapomnieć, choćby Hogwart, Narnia, Śródziemie. Deltora niestety do nich nie należy. W tym przypadku autorka zdecydowanie mogłaby się bardziej postarać. No cóż, może w kolejnych tomach Rodda zafunduje nam bogatsze opisy królestwa, może nawet poznamy inne ziemie? W końcu świat nie składa się tylko z jednego kraju...

   "Puszcze milczenia" to z pewnością ciekawy wstęp do całego cyklu. Jak już wcześniej wspominałam, nie jest to ani książka innowacyjna, ani nawet wybitna. Nazwałabym ją po prostu lekkim, ale przyjemnym czytadłem, po które jednak warto sięgnąć. Dlaczego? Chociażby dlatego, żeby się dobrze bawić, żeby spędzić miło popołudnie i żeby poznać coś nowego. Cykl z pewnością będę kontynuować - jestem ciekawa, jakie kolejne przygody zafunduje bohaterom autorka.

★★★★★★✰✰✰✰

liczba stron: 127, wydawnictwo Egmont, przekład: Piotr Jankowski
fantastyka, high fantasy

8 komentarzy:

  1. Nie jestem jak na razie zainteresowana tą książką, ale może kiedyś po nią sięgnę... No właśnie. KIEDYŚ :D
    Kochana, recenzja oczywiście świetna, a ja czekam na więcej <3

    Pozdrawiam cię z całego serduszka i zapraszam do mnie na 'Drugi tom lepszy niż pierwszy? Dziedzictwo - C. J. Daugherty - recenzja' :)
    Tusia z bloga tusiaksiazkiinietylko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ta książka jest taka ciekawa jak twoje wpisy to na pewno się skuszę. Tylko wydaje się taka trochę nie pełna ale to nic...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam kilka lat temu i obeszło się bez zachwytu, dla mnie to historia jakich wiele i tak jak napisałas nie wnosi nic do swiata fantastyki.
    Pozdrawiam serdecznie:)
    http://themessofbookie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam tę książkę jakieś dwa lata temu, ale szczerze powiedziawszy niewiele z niej pamiętam, gdyż lektura nie przypadła mi do gustu. Brakowało mi w niej ciągłości i miałam wrażenie, że wszystko dzieje się za szybko, co dla mnie jest raczej wadą. Zgadzam się z tym, że autorka mogłaby wzbogacić powieść o więcej opisów, abyśmy mogli bliżej poznać Deltorę. Po kolejne części raczej nie sięgnę, chociaż dla kogoś, kto poszukuje czegoś lekkiego i niewymagającego, ta książka mogłaby okazać się dobrym rozwiązaniem :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba trochę szkoda mi czasu na tego typu książki :/ Wybacz, ale raczej się nie skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdybym nie miałam tak wielu książek w planach, to może i bym po nią sięgnęła. Ale że w planach mam stos książek, to niestety sobie odpuszczę.
    Pozdrawiam
    http://bookparadisebynatalia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam ,,Pas Deltory''. Polecam, czytam już dziewiąty tom :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszyscy piszą, że nie sięgną po nią, a ja nadal czekam na przetłumaczenie następnych części po Mrocznych Ziemiach.

    OdpowiedzUsuń

layout by oreuis