31 października 2016

Podsumowanie miesiąca: październik


Minął kolejny miesiąc. W związku z tym zapraszam Was na podsumowanie w lekko rozbudowanej formie (postanowiłam do przeczytanych książek dorzucić kilka zdań o blogu). Październik był dla mnie średnio udanym miesiącem. Fakt, były cudowne chwile, jak konwent mangowy - Japanicon, ale było też sporo szkolnego stresu i związanego z tym zmęczenia. Zdecydowanie da się odczuć, że matura już wkrótce - do maja pozostało sześć całych miesięcy. Ostatnie pół roku chodzenia do szkoły, ostatnie pół roku przed napisaniem egzaminu, który może zadecydować o moim dalszym życiu. No, ale dosyć smęcenia - przecież jeszcze trochę czasu jest! Zapraszam więc na podsumowanie października.

"Bitwa w labiryncie" Rick Riordan
To kolejny, czwarty już tom przygód nastoletniego herosa - Percy'ego Jacksona. Znowu da się odczuć, że bohater jest dojrzalszy niż rok wcześniej (w poprzedniej części) - podejmuje bardziej przemyślane decyzje i jest mniej lekkomyślny. Mimo to czasami dało się odczuć, że seria Ricka Riordana jednak jest przeznaczona przede wszystkim dla młodszej młodzieży. Coś, co mnie wyjątkowo urzekło, to wartka akcja, sporo humoru, a także liczne nawiązania do mitów (w tym tomie spotkamy się nie tylko z tytułowym labiryntem, przywodzącym na myśl opowieści o Dedalu i Ikarze, ale też Tezeuszu i jego Nici Ariadny, ale również z mitem o Kalipso czy stajniach Augiasza). A wszystko to podane w niezwykle przystępnej formie, która przypadnie do gustu nawet tym, którzy od mitologii greckiej trzymają się z daleka. Jestem przekonana, że prędzej czy później tak czy siak sięgnę po kolejny i ostatni już tom serii o Percym Jacksonie. Jestem ciekawa jego dalszych przygód, chcę jeszcze raz śledzić losy bohaterów.

"Ember in the ashes. Imperium ognia" Sabaa Tahir
Historię Lai i Eliasa mam skończoną dosłownie na świeżo. Ostatnie minuty tegorocznego października są równoznaczne z ostatnimi stronami tej powieści. Jakie wrażenia po przeczytaniu tej lektury mam aktualnie? Dość... różne. Z jednej strony jest to niezwykle wciągająca opowieść, którą pochłonęłam naprawdę szybko. Znajdziemy tu również trochę interesujących motywów czy niezwykłe osobowości (do gustu przypadły mi w szczególności charakter Heleny czy komendantki). Z drugiej strony jednak Sabaa Tahir sprezentowała nam dosyć standardową młodzieżówkę, w której nietrudno znaleźć schematy znane już z innych powieści. Dostajemy dawkę brutalności, trochę miłości, a to wszystko okraszone okrucieństwem świata otaczającego bohaterów. Ostatecznie książkę polecam - to po prostu dobra książka dla młodzieży, zapewniająca rozrywkę na kilka godzin. Może i nie jetem zachwycona, ale zadowolona - jak najbardziej.

Czytelnicze plany na listopad? Z pewnością "Przedwiośnie" Żeromskiego, możliwe też, że "World war Z" czy "Strażniczka miecza" - dwie książki, które udało mi się ostatnio upolować na wyprzedażach. Chcę też wreszcie ruszyć kolejny tom "Zwiadowców" czy "Mechanicznego anioła" Cassandry Clare. Na dniach wybieram się do biblioteki, a więc jetem przekonana, że i stamtąd co nieco wyniosę.

Miesiąc pod względem blogowym był całkiem udany. Zamieściłam cztery posty + dzisiejsze podsumowanie, w tym trzy z nich to recenzje. Napisałam teksty o trzech różnych książkach: "Starter" Lissy Price, "Potęga trójki" H.L.Dennis oraz "Koniec świata" Marka Chadbourna. Jeśli chodzi o statystyki... 65 osób zaobserwowało mojego bloga. W ciągu ostatniego miesiąca na Królową Książek zajrzeliście 548 razy, a od początku jej istnienia - 4537 razy. Dziękuję wam za to, że ze mną jesteście!

29 października 2016

"Koniec świata" M.Chadbourn



Ludzkość jest przerażona, kiedy o nim myśli. Kiedy myśli o końcu świata. W końcu wszystko, co gatunek ludzki osiągnął przez tysiące lat, ma zniknąć w jednym momencie. Boimy się uderzenia meteorytu, wybuchu największego wulkanu na świecie, trzeciej wojny światowej - wojny atomowej, inwazji ufo. A co, gdyby koniec świata miał już nadejść? I to w formie innej, niż sobie to wyobrażamy. Co gdyby istoty znane z mitów celtyckich miałyby powrócić na ich tereny, na ich ziemię, wypierając przy tym ludzkość i niszcząc całą cywilizację? Takiego końca świata dożył Jack Churchill. Młody mężczyzna, załamany po samobójczej śmierci najważniejszej w jego życiu osoby, jego narzeczonej Marianny, nie wie, co ma ze sobą począć. Aż pewnego dnia znalazł się pod Mostem Alberta w Londynie, gdzie byś świadkiem przedziwnych zdarzeń: zamordowania jakiegoś mężczyzny przez wielkoluda z rozpływającą się twarzą. Na dodatek, to samo zdarzenie widziała kobieta imieniem Ruth. Na jej oczach również rozegrało się niewyjaśnione widowisko. To właśnie to wydarzenie połączyło losy tych dwojga ludzi. Razem poszukiwali prawdy, a niedługo później dowiedzieli się, że to oni, wraz z trójką innych osobistości, będą musieli ocalić świat od zagłady.

Niesamowicie spodobał mi się świat, jaki Mark Chadbourn przedstawił nam w powieści, w pierwszej części trylogii "Wiek złych rządów". Wizja świata z XXI wieku, w którym normą są przenośne komputery czy telefony komórkowe, mającego zawalić się pod naporem demonów i innych stworów wyjętych prosto z mitologii celtyckiej zdecydowanie przypadł mi do gustu. Akcja książki, z początku powolna, przyspieszała aż do kulminacyjnego momentu, aby w końcu zwolnić i pozwolić czytelnikowi wyjść ze swojego świata. Pierwszą część trylogii Chadbourna czytało się bardzo szybko, a eksplorowanie Anglii w poszukiwaniu wskazówek mogących pomóc uratować świat sprawiało wielką frajdę. Fakt faktem, zdarzały się dłużyzny - kompletnie przegadane fragmenty książki, jednak nie wpłynęły one znacząco na odbiór całości.

Podczas czytania "Końca świata" spotkałam się z naprawdę ciekawymi, barwnymi postaciami. Chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu miałam okazję poznać tak świetnie wykreowanych bohaterów. Każdy był inny, nietypowy, miał swój charakter i pewne wydarzenia z przeszłości, które na niego wpływały. Church, czyli osoba, która zdecydowanie wysuwa się na przód, zaskarbił sobie moją sympatię tym, że nie był idealny: był normalnym facetem z jajami, który również miał swoje wady i nie wstydził się do nich przyznawać. Ruth - młoda prawniczka, poznajemy ją jako drugą z całej bandy. Kobieta ma gorący temperament, przez swoją przyjaciółkę nazywana jest frigidą. Wreszcie ta, która nazywa tak Ruth - Laura. Brawa dla pana Chadbourna za tę postać! Dziewczyna ma dosyć ostry charakterek. Nie boi się mocnych słów, ma dosyć specyficzne poczucie humoru, często jest po prostu wredna. I za to ją lubię! Później są jeszcze Veitch oraz Shavi - równie ciekawe osobistości, jednak nie na tyle interesujące, żeby pozostały w mojej głowie na dłużej. No i jest jeszcze Tom - stary hipis, pełniący rolę przewodnika dla całej paczki, który niby coś wie, ale nie mówi wszystkiego i jest dosyć tajemniczy. Tak, on zdecydowanie jest zagadką, nie tylko dla całej piątki, ale również dla czytelnika.

Okładka książki prezentuje się niesamowicie - uwagę przykuwa smok lecący prosto na obserwatora. Ma się wrażenie, że zaraz zionie ogniem. Później można zauważyć krzyże celtyckie, drugiego smoka w tle oraz zarys miasta. Niestety, entuzjastów smoczych historii muszę zmartwić. Istota ta pojawia się, to fakt, jednak stanowi tylko jeden z wielu wątków. Dobrze jednak, że zostały umieszczone elementy, które wyraźnie wskazują na to, że mamy do czynienia z kulturą Celtów.

Polskie wydanie książki jest całkiem niezłe. Nasza narodowa okładka jest dużo ładniejsza niż angielska, co się bardzo chwali. Powieść została wydrukowana na dosyć grubym papierze. Czcionka jest w sam raz, mimo wszystko ja wolę, gdy literki są nieco większe. Trochę gorzej jest z literówkami. O ile do pierwszej połowy było wszystko okej, tak im bliżej końcówki tego typu błędów było co raz więcej. Nie zrozumcie mnie źle - nie było ich bardzo dużo, jednak zdarzały się raz na kilka stron. Niby nic takiego, ale czasami potrafi porazić. Więcej zastrzeżeń nie mam.

Powieść angielskiego pisarza bardzo przypadła mi do gustu. Jestem w stanie zaliczyć ją do moich ulubionych książek, nawet pomimo dłużyzn, których ja bardzo nie lubię. Zdecydowanie mogę ją polecić wszystkim osobom, które lubią fantastykę, są zainteresowane mitologią celtycką lub po prostu tym, które zachęciłam do sięgnięcia po tę pozycję.

Recenzja została przeniesiona z poprzedniego bloga. Została ona napisana w marcu 2015 roku.


★★★★★★★★✰✰

|| Koniec świata || Mark Chadbourn ||
|| liczba stron: 510 || Dolnośląskie || przekład: Paweł Stachura ||
|| fantastyka || fantasy ||

15 października 2016

"Potęga trójki" H.L.Dennis


Są takie książki, o których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy, a które jednak do nas trafiają - często zupełnie przypadkiem. Tak było właśnie z "Pogromcami szyfrów" - książką, która stała się moją pamiątką z wycieczki do Zielonej Góry kilka miesięcy temu. Wypatrzony na wyprzedaży w tamtejszym Matrasie, zupełnie nieplanowany zakup. Skusiła mnie przede wszystkim ognista okładka, przedstawiająca płonącego feniksa i trójkę dzieciaków przed nim stojącym, ale również ciekawy opis. Bo jak tu nie sięgnąć po powieść pełną zagadek i tajemnic związanych z prastarym Manuskryptem Voynicha?

Od razu uprzedzę, że jest to książka przeznaczona raczej dla młodszych czytelników, w związku z tym przymknę oko na pewne sprawy z tym związane. Fabuła jest naprawdę ciekawa. Co prawda, początkowe kilka rozdziałów czytało się stosunkowo ciężko, lecz kiedy już się wkręciłam - momentami nie mogłam się oderwać. W pozytywnym odbiorze tej książki nie przeszkadzał mi nawet fakt, że rozwiązywane przez trójkę głównych bohaterów zagadki wydawały się zbyt łatwe. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy to dorośli są na tyle niedomyślni, czy dzieciaki są aż tak genialne. Akcja książki raz biegnie szybciej, raz wolniej - sądzę, że akurat tempo zostało tu dobrze dobrane. Nie było niepotrzebnych dłużyzn, a wręcz przeciwnie - urzekły mnie niektóre opisy miejsc, na przykład Pawilonu Królewskiego.

Tytułową Trójkę, których genialne umysły poznajemy, naprawdę da się polubić. Choć, przyznam szczerze, czasami zastanawiałam się, czy nie są oni trochę starsi niż mają w metryczkach. Główną bohaterką jest Brodie Bray, dziewczynka po prostu uwielbiająca rozwiązywanie zagadek. Później poznajemy jeszcze Huntera, nieco sarkastycznego, lecz w gruncie rzeczy sympatycznego chłopaka, oraz Nataszę, zwaną Tusią, która co prawda ma trochę swoich dziwactw, ale wzbudza raczej pozytywne uczucia. Oprócz trójki dzieciaków obserwujemy również poczynania kilku dorosłych, a wśród nich między innymi pana Smithiesa, Friedmana, panny Tandari czy Kerrith.

Książka została wydana naprawdę ładnie. Pomijając już okładkę, o której wspominałam wcześniej, wnętrze również jest przyjazne dla oczu. Tekst został wzbogacony o odręczne notatki czy mapy wyrysowane przez jedną z bohaterek - Brodie. Elementy te nie tylko stanowiły pomoc w rozwiązywaniu zagadek przez genialną trójkę, ale również podpowiadały co nieco ciekawemu czytelnikowi. Naprawdę spodobał mi się ten zabieg, uwielbiam tego typu dodatki w książkach. Również nie mam nic do zarzucenia tłumaczeniu czy późniejszej korekcie - w wydaniu nie znalazłam właściwie ani jednej literówki, a okazji do ich popełnienia było całkiem sporo (książka liczy sobie 366 stron).

Podsumowując, książkę jak najbardziej polecam, ale raczej dedykowanej grupie wiekowej - młodszym nastolatkom. Starszych nie raz mogą zanudzić rozmyślania nad czym, co wydaje się być banalne, a czego bohaterowie nie mogą rozszyfrować. Uważam, że jest to naprawdę dobra powieść, ciekawa, choć niewiele wnosząca do gatunku. Kawał dobrej rozrywki. Jeżeli macie w rodzinie czy wśród znajomych osoby, które wpisują się w docelową grupę odbiorców - podrzućcie im "Pogromców szyfrów", a prawdopodobnie zapewnicie im świetną zabawę!

★★★★★★★✰✰✰

|| Potęga trójki || Helen Louise Dennis ||
|| liczba stron: 366 || Hachette || przekład: Bartłomiej Ulatowski ||
|| przygodowe || zagadki i tajemnice ||

12 października 2016

50 książek, które chcę przeczytać!


Od jakiegoś czasu na blogach pojawiają się listy książek, które blogerzy chcą przeczytać. Lubię przeglądać takie listy, a więc i ja również postanowiłam coś takiego stworzyć (a za jakiś czas może nawet podsumuję, jak mi idzie wykreślanie kolejnych pozycji z listy?). Znaczna część mojej listy to fantastyka, ale znajdują się tutaj również książki należące do innych gatunków. Kolejność umieszczania ich w spisie jest zupełnie przypadkowa. Czytaliście któreś z przytoczonych przeze mnie powieści? A może któreś z nich macie w planach?

08 października 2016

"Starter" L.Price



Ostatnio coraz częściej na okładkach książek można zauważyć rekomendacje głoszące, że dana lektura jest niezwykle podobna do "Igrzysk śmierci". Nie ulega wątpliwości, że trylogia Suzanne Collins należy do książek bardzo popularnych w ciągu ostatnich lat, wiele osób również uważa, że była to świetna opowieść. No cóż, ja, im więcej czasu minęło od przeczytania historii Katniss, tym większą ilość wad w niej dostrzegam. Wciąż jednak uważam, że jest to dobra i naprawdę wciągająca opowieść. Jednak dziś nie o tym, a o "Starterze" - debiutanckiej powieści Lissy Price, która, jak głosi hasło z okładki, spodoba się fanom historii Głodowych Igrzysk w państwie Panem. Książa pani Price faktycznie może przypaść do gustu miłośnikom gatunku, sympatykom "Igrzysk śmierci", ale nie tylko. Bo opowieść o nastoletniej Callie, starterce walczącej z pozornie świetnym systemem, może spodobać się także wielu innym osobom.

Wojna bakteriologiczna skutecznie wybiła znaczną część ludności państwa. W jej wyniku życie stracili właściwie wszyscy ludzie między dwudziestym a sześćdziesiątym rokiem życia. Kraj podzielił się na dwie frakcje: Starterów, czyli dzieci i nastolatków oraz Enderów - staruszków. Obu tym grupom udało się przetrwać dzięki szczepionce, chroniącej ich przed bronią biologiczną. Młodzi, którzy mieli więcej szczęścia, po nastaniu pokoju mogą zamieszkać ze swoimi dziadkami. Innym jednak los nie sprzyjał, pozostali więc bez rodziny i domu, a ich domem stały się ulice czy liczne pustostany. Do grona tych nieszczęśników zalicza się szesnastoletnia Callie, która ma przy sobie właściwie jedyną osobę z rodziny - młodszego brata Tylera. Aby zapewnić mu godny byt, dziewczyna decyduje się na współpracę z Prime Destination - firmą, zajmującą się wynajmowaniem ciał nastolatków Enderom, aby ci mogli przeżyć swoją drugą młodość. Nikt się jednak nie spodziewa, że celem przedsiębiorstwa jest nie tylko niesienie swego rodzaju radości staruszkom i zarabianie na tym...

Wkrótce po premierze "Starter" zaczął zdobywać naprawdę pozytywne opinie, co zachęciło mnie do sięgnięcia po tę książkę. Mojemu wyborowi sprzyjał nie tylko dosyć oryginalny pomysł na kolejną dystopię, ale również liczne rekomendacje i przepiękna błyszcząca okładka. Czy było warto poświęcić trochę czasu na przeczytanie debiutu Lissy Price? Myślę, że tak, choć nie jest to książka wybitna, skłaniająca do niezwykle głębokich refleksji czy porywająca bez reszty dosłownie każdego. Powiedziałabym raczej, że to kawał dobrej powieści młodzieżowej, zapewniającej przede wszystkim rozrywkę i zachęcającą do pomyślenia nad pewnymi sprawami. Sam motyw wynajmowania ciał i sposób, w jaki się to odbywa, wydawał mi się dosyć oryginalny. Niestety, sama historia Callie oparta jest na pewnych schematach i starzy wyjadacze, siedzący już od dłuższego czasu w młodzieżówkach, z pewnością je zauważą.

Zarówno pierwsza część, "Starter", jak i drugi tom duologii ("Ender") porwały mnie w swój świat. Z zapartym tchem śledziłam kolejne kroki bohaterki, momentami dosyć naiwne i zwyczajnie głupie. Sądzę, że częściowo jest to zasługa dynamicznej fabuły, ale też prostego języka, jakim posługuje się autorka. Stworzone przez nią zdania czyta się naprawdę szybko i lekko, a podczas zagłębiania się w lekturę można poczuć swoisty klimat. Momentami przyłapywałam się nawet na tym, że zamiast zająć się istotniejszymi sprawami, czytałam tę lekturę, bo nie mogłam doczekać się momentu, w którym dowiem się czegoś więcej na temat losów bohaterów. A właśnie, jeśli już jesteśmy przy postaciach, grających główne i poboczne role w tej opowieści. No cóż, są oni wykreowani, mają swoje charaktery, ale żaden z nich na dłużej nie zapadł w moją pamięć. Mam do nich dosyć neutralny stosunek. Bohaterowie, moim zdaniem, zdecydowanie nie są najmocniejszą stroną "Startera".

Jeżeli poszukujecie dobrej młodzieżówki, która ma wam zapewnić rozrywkę, umilić chłodne jesienne wieczory i nie znacie jeszcze debiutu Lissy Price - sięgnijcie po "Starter"! Jeśli jednak przejadły się wam różnego rodzaju dystopie, często podobne pod względem niektórych motywów, raczej nie jest to książka dla was. Ja "Starter" naprawdę miło wspominam, choć raczej nie powrócę do tej powieści.

★★★★★★★✰✰✰

|| Starter || Lissa Price ||
|| liczba stron: 400 || Albatros || przekład: Elżbieta Piotrowska ||
|| fantastyka || science-fiction || dystopia ||
layout by oreuis