29 października 2016

"Koniec świata" M.Chadbourn



Ludzkość jest przerażona, kiedy o nim myśli. Kiedy myśli o końcu świata. W końcu wszystko, co gatunek ludzki osiągnął przez tysiące lat, ma zniknąć w jednym momencie. Boimy się uderzenia meteorytu, wybuchu największego wulkanu na świecie, trzeciej wojny światowej - wojny atomowej, inwazji ufo. A co, gdyby koniec świata miał już nadejść? I to w formie innej, niż sobie to wyobrażamy. Co gdyby istoty znane z mitów celtyckich miałyby powrócić na ich tereny, na ich ziemię, wypierając przy tym ludzkość i niszcząc całą cywilizację? Takiego końca świata dożył Jack Churchill. Młody mężczyzna, załamany po samobójczej śmierci najważniejszej w jego życiu osoby, jego narzeczonej Marianny, nie wie, co ma ze sobą począć. Aż pewnego dnia znalazł się pod Mostem Alberta w Londynie, gdzie byś świadkiem przedziwnych zdarzeń: zamordowania jakiegoś mężczyzny przez wielkoluda z rozpływającą się twarzą. Na dodatek, to samo zdarzenie widziała kobieta imieniem Ruth. Na jej oczach również rozegrało się niewyjaśnione widowisko. To właśnie to wydarzenie połączyło losy tych dwojga ludzi. Razem poszukiwali prawdy, a niedługo później dowiedzieli się, że to oni, wraz z trójką innych osobistości, będą musieli ocalić świat od zagłady.

Niesamowicie spodobał mi się świat, jaki Mark Chadbourn przedstawił nam w powieści, w pierwszej części trylogii "Wiek złych rządów". Wizja świata z XXI wieku, w którym normą są przenośne komputery czy telefony komórkowe, mającego zawalić się pod naporem demonów i innych stworów wyjętych prosto z mitologii celtyckiej zdecydowanie przypadł mi do gustu. Akcja książki, z początku powolna, przyspieszała aż do kulminacyjnego momentu, aby w końcu zwolnić i pozwolić czytelnikowi wyjść ze swojego świata. Pierwszą część trylogii Chadbourna czytało się bardzo szybko, a eksplorowanie Anglii w poszukiwaniu wskazówek mogących pomóc uratować świat sprawiało wielką frajdę. Fakt faktem, zdarzały się dłużyzny - kompletnie przegadane fragmenty książki, jednak nie wpłynęły one znacząco na odbiór całości.

Podczas czytania "Końca świata" spotkałam się z naprawdę ciekawymi, barwnymi postaciami. Chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu miałam okazję poznać tak świetnie wykreowanych bohaterów. Każdy był inny, nietypowy, miał swój charakter i pewne wydarzenia z przeszłości, które na niego wpływały. Church, czyli osoba, która zdecydowanie wysuwa się na przód, zaskarbił sobie moją sympatię tym, że nie był idealny: był normalnym facetem z jajami, który również miał swoje wady i nie wstydził się do nich przyznawać. Ruth - młoda prawniczka, poznajemy ją jako drugą z całej bandy. Kobieta ma gorący temperament, przez swoją przyjaciółkę nazywana jest frigidą. Wreszcie ta, która nazywa tak Ruth - Laura. Brawa dla pana Chadbourna za tę postać! Dziewczyna ma dosyć ostry charakterek. Nie boi się mocnych słów, ma dosyć specyficzne poczucie humoru, często jest po prostu wredna. I za to ją lubię! Później są jeszcze Veitch oraz Shavi - równie ciekawe osobistości, jednak nie na tyle interesujące, żeby pozostały w mojej głowie na dłużej. No i jest jeszcze Tom - stary hipis, pełniący rolę przewodnika dla całej paczki, który niby coś wie, ale nie mówi wszystkiego i jest dosyć tajemniczy. Tak, on zdecydowanie jest zagadką, nie tylko dla całej piątki, ale również dla czytelnika.

Okładka książki prezentuje się niesamowicie - uwagę przykuwa smok lecący prosto na obserwatora. Ma się wrażenie, że zaraz zionie ogniem. Później można zauważyć krzyże celtyckie, drugiego smoka w tle oraz zarys miasta. Niestety, entuzjastów smoczych historii muszę zmartwić. Istota ta pojawia się, to fakt, jednak stanowi tylko jeden z wielu wątków. Dobrze jednak, że zostały umieszczone elementy, które wyraźnie wskazują na to, że mamy do czynienia z kulturą Celtów.

Polskie wydanie książki jest całkiem niezłe. Nasza narodowa okładka jest dużo ładniejsza niż angielska, co się bardzo chwali. Powieść została wydrukowana na dosyć grubym papierze. Czcionka jest w sam raz, mimo wszystko ja wolę, gdy literki są nieco większe. Trochę gorzej jest z literówkami. O ile do pierwszej połowy było wszystko okej, tak im bliżej końcówki tego typu błędów było co raz więcej. Nie zrozumcie mnie źle - nie było ich bardzo dużo, jednak zdarzały się raz na kilka stron. Niby nic takiego, ale czasami potrafi porazić. Więcej zastrzeżeń nie mam.

Powieść angielskiego pisarza bardzo przypadła mi do gustu. Jestem w stanie zaliczyć ją do moich ulubionych książek, nawet pomimo dłużyzn, których ja bardzo nie lubię. Zdecydowanie mogę ją polecić wszystkim osobom, które lubią fantastykę, są zainteresowane mitologią celtycką lub po prostu tym, które zachęciłam do sięgnięcia po tę pozycję.

Recenzja została przeniesiona z poprzedniego bloga. Została ona napisana w marcu 2015 roku.


★★★★★★★★✰✰

|| Koniec świata || Mark Chadbourn ||
|| liczba stron: 510 || Dolnośląskie || przekład: Paweł Stachura ||
|| fantastyka || fantasy ||

1 komentarz:

  1. Okładka rzeczywiście przyciąga wzrok :D Fabuła jednak troszkę nie w moim guście :/

    OdpowiedzUsuń

layout by oreuis