11 stycznia 2017

(17) Wydarzenia jednej nocy w Tokio: "Po zmierzchu"

[zdjęcie do recenzji]

   Haruki Murakami jest jednym z popularniejszych japońskich pisarzy. Wiele osób zastanawia się, dlaczego ten człowiek nie otrzymał jeszcze literackiej Nagrody Nobla. I wcale się im nie dziwię. Miałam okazję przeczytać dwie książki tego autora, ale już one pozwoliły mi zobaczyć to "coś", tę swego rodzaju magię, której nie uświadczyłam jeszcze w żadnej innej powieści. Nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, na czym opiera się ten fenomen. Sądzę, że to trzeba poczuć na własnej skórze. Każdy sam musi się przekonać, czy proza Murakamiego wywrze na nim jakieś wrażenie.

   Zastanawialiście się kiedykolwiek jak wygląda nocne życie japońskiej wielomilionowej stolicy - Tokio? Jeśli wciąż Was to pytanie dręczy, sięgnijcie po "Po zmierzchu", albo chociaż dojdźcie do końca mojej recenzji. Opowiem Wam o książce dosyć spokojnej, kojarzącej się raczej z muzyką jazzową i rozmyślaniami bohaterów na temat ludzkiej egzystencji, a nie ulicznym szumem metropolii. Jest to historia dwutorowa, skupiona wokół dwóch dosyć odległych od siebie sióstr: starszej Eri i młodszej Mari Asai. Przez prawie dwieście stron mamy okazję obserwować ich życie w ciągu jednej nocy, wyrwanej z kontekstu, z większej całości. Poznamy historię byłej zapaśniczki, prowadzącej love hotel, dowiemy się czegoś o chińskiej prostytutce i pewnym gangsterze, ale też o studencie grającym na puzonie czy dosyć tajemniczym informatyku pracującym po nocach.

   Pomysł na poprowadzenie fabuły w taki, a nie inny sposób naprawdę przypadł mi do gustu. Choć przyznam szczerze, że momentami nie wiedziałam, o co w tej książce tak naprawdę chodzi (głównie podczas czytania opisów dziwnego snu jednej z sióstr). Podobne pytania zadawałam sobie już po przewróceniu ostatniej strony. Co działo się dalej? Jak bohaterowie zachowają się wobec pewnych wydarzeń czy prawd wyznanych w ciągu jednej tylko nocy? Odpowiedzi na te pytania nigdy nie poznam. No, chyba że jakimś cudem uda mi się wedrzeć do umysłu Harukiego Murakamiego i odnajdę interesujące mnie informacje. Generalnie jednak, muszę przyznać, że książka mnie wciągnęła, w pewnym momencie na tyle mocno, że nie byłam w stanie odłożyć jej na dłuższy czas. Porwał mnie styl japońskiego pisarza: niby nic nadzwyczajnego, a jednak mający to "coś", o którym wspominałam już we wstępie. Przez dwieście stron przebrnęłam w naprawdę krótkim czasie.

   Przedstawieni bohaterowie wzbudzili moją sympatię. Niektórym nawet udało mi się współczuć tego, przez co przeszli (wszak wiele postaci tej nocy opowiedziało co nieco o swoim życiu). Szkoda tylko, że nie dane mi było lepiej ich poznać. Chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o młodym puzoniście Takahashim, informatyku-pracoholiku czy samej Mari Asai. Chciałabym wiedzieć, co nimi kierowało, jakie mieli zamiary. Ale znów - nigdy nie uda mi się rozwiać tych wątpliwości i chyba na zawsze pozostanie ze mną swego rodzaju niedosyt.

   Niezwykle spodobał mi się sposób opisywania zarówno miejsc, jak i bohaterów czy wydarzeń. Spotkamy się tutaj z dosyć szczegółowymi opisami, z drugiej jednak strony mamy wrażenie, że obserwujemy to wszystko z pewnego dystansu, jakby zza wystawowej szyby. Przypadło mi do gustu również wplecenie w wątki muzyki jazzowej, nie tylko w formie tytułów danych utworów, ale też dzięki stworzeniu dosyć specyficznego klimatu. Naprawdę nie zdziwiłabym się, gdyby do książki dołączona została płyta z właśnie tego typu dźwiękami, do puszczania w tle, podczas czytania. Dodam też, że nie jest to pierwsza książka tego autora, z której wręcz słychać muzykę. W podobnej sytuacji byłam podczas zagłębiania się w "Na południe od granicy, na zachód od słońca".

   "Po zmierzchu" to historia dosyć specyficzna, nie zawierająca jednak jakiejś głębszej myśli. Ot, mamy okazję obserwować bohaterów w ledwie fragmencie ich życia, zaledwie podczas kilku godzin jednej nocy. Fakt, możemy z nimi snuć refleksje na pewne tematy, ale nie zmusza to do dalszego rozmyślania już po odłożeniu egzemplarza z powrotem na półkę. Powiedziałabym raczej, że to przyjemna opowieść obyczajowa, stosunkowo spokojna, może dobra na wyciszenie się? Wiem, że nie każdemu przypadnie do gustu, a z pewnością osobom, które lubią wartką akcję. Nie żałuję czasu poświęconego na tę lekturę, aczkolwiek raczej już do niej nie powrócę.

★★★★★★✰✰✰✰

liczba stron: 199, wydawnictwo MUZA, przekład: Anna Zielińska-Elliott
literatura obyczajowa

5 komentarzy:

  1. Niee, zupełnie nie dla mnie :D Spokojne książki, zwykłe - o nie xD
    Jedyne słowo, które zwróciło moją uwagę to love hotel i - czy to jest to, co ja myślę, burdel? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niee, to nie burdel. To po prostu hotel, w którym (z założenia) wynajmuje się pokoje w tylko jednym celu. :p

      Usuń
  2. Słyszałam wiele dobrego o Murakamim więc muszę sama się przekonać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ""Po zmierzchu" to historia dosyć specyficzna, nie zawierająca jednak jakiejś głębszej myśli." - cały Murakiami jest specyficzny, ale tylko jak na standardy europejsko-amerykańskie. Jeśli chodzi o Azję Mniejszą to raczej szaraczek. A jeśli chodzi o głębszy sens to jest, zaręczam. Ale głębiej niż się spodziewasz prawdopodobnie. Dla mnie niezrozumiały totalnie, abstrakcyjny i oryginalny, czyli tak jak lubię :)
    http://ksiegoteka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytałam jak na razie 2.5 książki tego autora i nie mam ochoty na więcej. Podoba mi się styl Murakiamiego, uważam, że jest bardzo plastyczny i dobrze się to czyta, ale niestety z samą treścią trochę gorzej ;/

    OdpowiedzUsuń

layout by oreuis