31 stycznia 2017

Podsumowanie miesiąca: styczeń


   Jak ten czas szybko leci! Dopiero co byłam na zabawie sylwestrowej, a teraz już podsumowuję minione trzydzieści jeden dni. Styczeń minął stosunkowo spokojnie, nie licząc studniówki, na której wybawiłam się na wsze czasy. Powiem nawet, że mam ochotę jeszcze raz pójść na jakąś potańcówkę w miłym gronie i zwyczajnie dobrze się zabawić. Czytelniczo miesiąc ten wypadł dosyć... przeciętnie. Ukończone całe trzy książki, rozpoczęta czwarta. Do mojej biblioteczki trafiły też dwie nowe powieści - "Margo" Tarryn Fisher, którą sprawiłam sobie sama, a także "Cień wiatru" Zafóna - moja wygrana w konkursie u Turkusowej Sowy

"Ferdydurke" Witold Gombrowicz
Błagam, nie próbujcie mi wmawiać, że jest to przegenialna lektura. Gombrowicza w tej formie nie rozumiem (po inne jeszcze nie sięgałam) i chyba nie chcę zrozumieć. Powiem więcej - skutecznie zraziłam się do surrealizmu i nie mam zamiaru sięgać po ten gatunek w najbliższym czasie. "Ferdydurke" zaliczam do jednej z najgorszych szkolnych lektur, jakie miałam okazję czytać. Jest to jedna z niewielu książek w życiu, którymi realnie miałam ochotę rzucać o ścianę. Chcę o tym zapomnieć, nie chcę do tego wracać. Recenzji tej książki nie uświadczycie na moim blogu, nie ma na to szansy. "Dzieło" Gombrowicza uważam za przerost formy nad treścią i kompletnie nie rozumiem, jak to może podobać się ludziom. No ale okej - są gusta i guściki. Modlę się tylko o to, abym nie musiała czytać fragmentów tej książki na maturze. Abym nie musiała o niej pisać czy mówić. Jest okropna.
"Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba."

Książka bierze udział w wyzwaniach: Olimpiada czytelnicza 2017 oraz ABC czytania 2017.

"Porwana pieśniarka" Danielle L Jensen
Druga powieść przeczytana w styczniu. Pocieszenie po tragicznym, przymusowo czytanym "Ferdydurke". Zdecydowanie "Porwana pieśniarka" nie jest książką genialną, ani nawet bardzo dobrą. Kompletnie nie potrafię odnaleźć się w wielu recenzjach, w których powieść ta wychwalana jest pod niebiosa. Przeczytałam, nawet się wciągnęłam, jednak... No cóż, to tylko przeciętna młodzieżówka ze świetnym miejscem akcji (Trollus) oraz niezwykle schematycznymi bohaterami i wydarzeniami. No i przepiękną okładką, która ozdabia moją już przepełnioną półkę z książkami. Niewykluczone, że kiedyś ją odsprzedam, na razie jednak zagrzewa u mnie swoje miejsce. Recenzja tej książki ukazała się już na blogu, a znajdziecie ją pod tym linkiem. Być może za jakiś czas sięgnę po dwie kolejne części trylogii, noszące tytuły "Ukryta łowczyni" oraz "Waleczna czarownica". Moje oczekiwania wobec nich nie będą jednak za duże, nie chcę się rozczarować. W ogóle ostatnio jakoś tak przechodzi mi ochota na książki młodzieżowe, a chcę czytać dojrzalsze pozycje.

"Mój Siergiej. Opowieść o miłości" Jekatierina Gordiejewa
Po tę książkę sięgnęłam ze względu na uczucie, jakim darzę łyżwiarstwo figurowe. Aktualnie nie mam zbyt dużych możliwości rozwoju w tym sporcie, a więc wynagradzam to sobie sięgając po książki o tej tematyce. "Mój Siergiej..." jest biografią utytułowanej rosyjskiej łyżwiarki, Jekatieriny Gordiejewy, od dzieciństwa do momentu śmierci jej partnera z lodowiska i z życia prywatnego - Siergieja Grinkova. Jest to opowieść momentami wzruszająca, ale częściej wywołująca uśmiech na twarzy. No i, przede wszystkim, napisana przez życie. To nie fikcja literacka, to spisane fakty, historia, która zdarzyła się naprawdę i to całkiem niedawno: w latach 80. i 90. ubiegłego wieku. Była to moja pierwsza biografia, jaką miałam okazję przeczytać, ale już teraz wiem, że nie ostatnia. Moje myślenie o tym gatunku zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Przekonałam się, że zapis czyjegoś życia nie musi być nudny - wręcz przeciwnie! Życie nie jest nudne, życie jest interesujące. Zdecydowanie warto było sięgnąć po tę książkę. Jej recenzję zaplanowałam na najbliższą sobotę, 04.02.

   Dopiero co zaczęłam ferie zimowe, ostatnie w swoim życiu (a przynajmniej ostatnie w takiej formie). Z pewnością część czasu poświęcę nauce i powtarzaniu materiału, bo zależy mi na dobrym wyniku z egzaminów z aż trzech przedmiotów: matematyki podstawowej oraz biologii i chemii rozszerzonych. Oczywiście nie zamierzam całych dwóch tygodni przesiedzieć z nosem w podręcznikach. Chcę też co nieco poczytać, między innymi "Światła września" oraz "Cień wiatru" Zafóna, popularną ostatnio "Margo", być może też w końcu zabrać się za kontynuowanie Zwiadowców czy przeczytanie "Mechanicznego anioła" Cassandry Clare.

   Na koniec pozostawiłam sobie podsumowanie tego, co przez styczeń działo się na blogu. W ciągu ostatniego miesiąca opublikowałam rekordową liczbę postów, bo aż osiem, łącznie z tym, który akurat czytacie. Ja wiem, dla niektórych jest to bardzo mało, ale ja jestem z siebie dumna. W liczbie tych ośmiu postów znalazło się pięć recenzji, a oprócz tego pochwaliłam się jednym stosikiem oraz odpowiedziałam na jedną nominację do Liebster Blog Award. Bloga obserwuje 71 osób, co oznacza, że od końca grudnia przybyły ich cztery. W ostatnim miesiącu blog był wyświetlany 1422 razy, co wlicza się do łącznej sumy 7009 wejść od momentu istnienia Królowej Książek. Dziękuję Wam, gdyby nie Wy, wynik ten byłby znacznie niższy.

A jak Wy podsumowujecie miniony miesiąc? Jakie macie plany na luty?

8 komentarzy:

  1. Oj tam, po co planować :) No dobrze, mam aż jeden plan: ksiązkę, która czeka na mnie w domu, do którego pojadę na tydzień... prawdopodobnie. No i spotkanie z Kossakowską w Gdańsku <3
    A "Ferdydurke" to... kupa. Naprawdę, cała ta abstrakcyjna literatura jest przeze mnie odbierana jako kupa XD Lepszego słowa na określenie tego nie mam. Przecież to o niczym nie opowiada, jest jednym bezsensownym zlepkiem losowych wydarzeń i ja tego przetrawić nie potrafię za nic. A próbowałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam wszystkich, którzy przeczytali Ferdydurke. Serio. Ja tylko ogarnęłam fragmenty w podręczniku, reszty czytać nie zamierzam.
    Za nieco ponad tydzień i ja zaczynam ferie i pewnie posiedzę nad wosem i niemieckim. Przeraża mnie matura ustna z tego ostatniego przedmiotu i będę musiała ostro zakuwać, by coś ogarnąć :D.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że zabierzesz się za kontynuację Zwiadowców! To świetna seria <3
    Mam w planach "Porwaną pieśniarkę" ale nie nastawiam się na jakieś wow. Chcę po prostu poznać swoją opinię o tej serii :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Podsumowanie stycznia co prawda jeszcze przede mna, ale widze, że Tobie dość szybko ten miesiac zleciał. u Ciebie widze również pozytywnie upłynięty czas.
    Pozdrawiam
    http://zaczytanawiedzma.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie podsumowuję miesięcy, zbytnio też nie planuję, co przeczytam w nadchodzących miesiącach, zdaję się na intuicyjne podszepty. Ale za to lubię poznawać czytelnicze plany i rozliczenia miesięczne. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje :) Świetny wynik! :)
    "Porwana pieśniarka", naprawdę było głośno o tej książce , przez jakiś czas :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Ferdydurke - bleeee xd nienawidzę :D też nie chcę na maturze no xd
    Hm, mi się podobała bardzo Pieśniarka, pewnie głównie przez dość oryginalny temat, czyli trole :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Margo mam w planach, natomiast Cassandry Clare zamierzam przeczytać na razie "Dary Anioła". Powodzenia w lutym :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

layout by oreuis