14 stycznia 2017

(18) Totalny niewypał, czyli "Łowczyni"

[zdjęcie do recenzji]

   Zapewne pojawiły się w Waszym życiu książki, które z początku wywołują ogromny entuzjazm, wręcz nie możecie się doczekać, aby po nie sięgnąć. Jednam w pewnym momencie zaczynacie odczuwać narastające poczucie rozczarowania. Wcześniejsze pozytywne uczucia znikają jak za dotknięciem magicznej różdżki. Powieść, która zapowiadała się na przynajmniej bardzo dobrą, która uzyskała mnóstwo pozytywnych recenzji, okazała się kompletną klapą, którą pozostaje jedynie wyrzucić przez okno. Ewentualnie oddać do biblioteki i zapomnieć. Tak właśnie było w przypadku debiutanckiej powieści Virginii Boecker pod tytułem "The witch hunter. Łowczyni".

   Nie zrozumcie mnie źle, pomysł na całą historię nie był wcale taki nieudany. Opowieść o nastoletniej łowczyni czarownic, która wkrótce sama zostaje oskarżona o uprawianie magii, mogłaby być naprawdę ciekawa. Mogłaby, gdyby nie liczne wady, które ta książka posiada. Przeżyłabym nawet fakt, że Elizabeth, bo takie imię nosi protagonistka, zostaje uwolniona z więzienia przez najbardziej poszukiwaną osobę alternatywnej szesnastowiecznej Anglii - Nicholasa Perevila i wciągnięta w misję, mającą na celu uratowanie życia czarownika. Dziewczyna będzie musiała wybierać - albo wspomoże Nicholasa i uratuje jego żywot, albo pozostanie wierna władzom kraju. Będziemy też obserwować liczne rozterki Elizabeth na temat miłości i nienawiści, przyjaźni, wierności, dobra i zła.

   W tej książce wkurzało mnie prawie wszystko. Rozpocznę od nudy, która towarzyszyła mi przez znaczną część powieści. W "Łowczyni" nie zdarzyło się właściwie nic, co wywarłoby na mnie jakiekolwiek wrażenie. Wiele "nagłych zwrotów akcji" zwyczajnie udało mi się przewidzieć lub były one na tyle nieciekawe, że nawet ich nie zauważyłam. Główna bohaterka nierzadko zbyt łatwo, bez większego trudu wychodziła z tarapatów. Ja wiem, wyszkolona łowczyni czarownic, która niejednego czarnoksiężnika doprowadziła na stos, ale to wciąż jednak nastolatka! Chociaż pod względem logicznym jedna rzecz już kompletnie zwaliła mnie z nóg. W końcu jak to możliwe, że najbardziej poszukiwania osoba w całej Anglii jest w stanie podróżować właściwie bez problemu? Nie wiem i chyba nigdy nie będzie mi dane się tego dowiedzieć...

   Elizabeth, Elizabeth... Chyba nigdy nie spotkałam bardziej irytującej, egoistycznej, zadufanej w sobie bohaterki. Prawdziwa Zosia Samosia, która nie potrzebuje absolutnie nikogo do absolutnie niczego, chociaż nieraz udowadnia czytelnikom, że sama się myli. W pewnym sensie przypomina trochę Nihal z trylogii Lici Troisi, aczkolwiek ta druga dziewczyna jest zwyczajnie sympatyczna, da się ją lubić, no i nie zajmuje jej aż tyle czasu zrozumienie swojego błędu. No ale już zostawmy protagonistkę. Jak miewa się sprawa z resztą bohaterów, jak choćby Calebem, Nicholasem, Johnem, Fifer, Georgem, Schuylerem, Humbertem? No cóż, mówiąc szczerze - nijak. Postaci te wydają się całkowicie bezbarwne, bezosobowe. Żadnej szczególnie nie polubiłam i jestem pewna, że żadnej na dłużej nie zapamiętam. A przyznam szczerze, że niektórzy bohaterowie mieli potencjał... Niestety, autorka postanowiła go nie wykorzystać i pozostawiła nam szarą masę, wyróżniającą się imionami, ewentualnie delikatnie zarysowanymi pojedynczymi cechami.

   Książka, która mogła być świetną młodzieżówką, ale coś się nie udało - to zdanie idealnie opisuje debiut Virginii Boecker. Kto wie, może drugi tom powieści wypada znacznie lepiej? Raczej się o tym nie przekonam, gdyż część pierwsza kompletnie nie zachęciła mnie do sięgnięcia po kontynuację. Jak się pewnie domyślacie, "Łowczyni" nie polecam. No, chyba że macie ochotę na nieco nudy i konfrontację z niezwykle irytującą główną bohaterką. Generalnie - trzymajcie się z daleka.

★★★✰✰✰✰✰✰✰

liczba stron: 396, wydawnictwo Jaguar, przekład: Grzegorz Komerski
fantastyka, low fantasy

5 komentarzy:

  1. Nie znam, i chętnie to zmieniłabym ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi nawet przez myśl nie przeszło, by po to sięgać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kojarzę tę książkę, ale do tej pory nie czytałam ani jednej jej recenzji i w sumie nie wiedziałam, czy warto po nią sięgać czy nie. Jak widać nie. Na pewno będę jej unikać :D.

    OdpowiedzUsuń
  4. Po takiej recenzji chyba długo się nie zbiorę, żeby ją przeczytać :P
    melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja i tak przeczytam - bo ta okładka mnie przyciąga i kocham czarownice <3 Błędy logiczne - to jakaś plaga dzisiejszych młodzieżówek xD

    OdpowiedzUsuń

layout by oreuis