31 marca 2017

Podsumowanie miesiąca: marzec

Nie da się ukryć, czas pędzi do przodu niesamowicie szybko. Widzę to w kontekście chociażby własnej nauki: dopiero co przyszłam do szkoły podstawowej, składałam papiery do gimnazjum, pisałam trzydniowy egzamin i uczestniczyłam w rekrutacji do liceum, a teraz... Jestem tuż przed maturą. Ostatni etap edukacji szkolnej, ostatni miesiąc. Czym, w porównaniu do tego, jest trzydzieści dni, które teraz podsumowuję? No cóż, ziarnkiem w morzu, ale i nawet na to ziarnko warto zwrócić uwagę. Szczególnie, że było całkiem udane czytelniczo. Marzec kończy się z czterema przeczytanymi książkami, co jest dla mnie całkiem niezłym wynikiem (szczególnie biorąc pod uwagę to, że... no właśnie, matura i ciężko znaleźć czas na coś, co nie jest nauką).

"Kuzynki" Andrzej Pilipiuk
Marzec rozpoczęłam od polskiej fantastyki. Czy dobrej, nie powiedziałabym, ale ostatecznie twierdzę, że tę lekturę całkiem dobrze się czytało. Było to też moje pierwsze spotkanie z twórczością Andrzeja Pilipiuka i, przyznaję, mam ochotę na więcej (o czym też wspominałam w recenzji - kliknij tutaj). Powieść opiera się na bardzo ciekawym motywie, jednak wykonanie... Tu jest gorzej. W historii o kuzynkach Kruszewskich i pewnej dziewczynie z terenu byłej Jugosławii. No i zdecydowanie rozczarowało mnie zakończenie tej niedługiej książki. Faktycznie, otworzone wątki zostały doprowadzone do końca, jednak zabrakło "tego czegoś". Mimo to, chcę sięgnąć po kolejną część serii, jestem ciekawa, czy poziom się podniesie czy wręcz przeciwnie - spadnie. Bardzo interesują mnie również inne książki Andrzeja Pilipiuka - historie o Jakubie Wędrowyczu, egzorcyście-alkoholiku.

"Przez ostatnie pięćdziesiąt lat polska literatura upadła ostatecznie. Wszystko trąci upiorną, obezwładniającą nudą. Powielane schematy, papierowi bohaterowie, szczątkowa akcja..."

"Zdążyć przed Panem Bogiem" Hanna Krall
Jedna z dwóch lektur szkolnych, które miałam okazję przeczytać w całości w minionym miesiącu (o drugiej z nich kawałek dalej). Na języku polskim w końcu weszliśmy w czasy drugiej wojny światowej. Nie mogłam się doczekać szczególnie wierszy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Jest to jeden z tych poetów, których darzę szczególną sympatią. Wróćmy jednak do książki, o której chcę napisać parę słów. Reportaż Hanny Krall powstał na podstawie rozmowy autorki z Markiem Edelmanem i opowiada o życiu w getcie warszawskim i powstaniu, które wybuchło tam w 1943 roku. Edelman często też odnosi się do swojego życia już po wojnie, kiedy pracował jako kardiochirurg i o tym, jak na niego wpłynęły doświadczenia wojenne. Książkę czyta się szybko, jednak... no cóż, przyznaję, że ciężko jest ogarnąć wszystkie osoby tam występujące. Nie byłoby problemu, gdyby nie mówiło się o nich podczas zajęć szkolnych...

Książka bierze udział w ABC czytania i Olimpiadzie Czytelniczej.

"Tytany" Victoria Scott
Kolejną pozycją ukończoną w marcu są "Tytany" Victorii Scott, autorki znanej przede wszystkim z dylogii "Ogień i woda". Jeśli czytaliście recenzję (kliknij tutaj) wiecie, że książka naprawdę mi się spodobała. To dobrze skonstruowana młodzieżówka, z wieloma charyzmatycznymi i sympatycznymi bohaterami, przepełniona akcją, a więc ciężko się przy niej nudzić. Również same postacie mechanicznych koni to niezwykle ciekawy koncept. Jednocześnie "Tytany" rozbudziły we mnie jeszcze większą chęć sięgnięcia po "Wyścig śmierci" Maggie Stiefvater. Niewykluczone, że pokuszę się nawet o porównanie tych dwóch książek i zmierzenie się z zarzutami, jakoby Victoria Scott stworzyła plagiat. To wciąż jednak pozostaje kwestią otwartą, zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Na tę chwilę mogę powiedzieć, że historię o mechanicznych koniach będę wspominać naprawdę dobrze i z czystym sumieniem jestem w stanie ją polecić.



"Inny świat" Gustaw Herling-Grudziński
Oto właśnie ta druga lektura, o której chcę napisać. Jest to jednocześnie czwarta książka, którą udało mi się przeczytać w minionym miesiącu. Jest to zapis historii, którą przeżył sam autor w jednym z radzieckich łagrów. Skupia się na pewnych osobach w celu pokazania różnych postaw, którzy więźniowie przyjmowali podczas pobytu w tym małym piekle. Dosyć szczegółowo są opisane warunki tam panujące, problemy, z którymi musieli się zmagać często niewinni ludzie, oskarżeni o coś, czego nie zrobili (lub zrobili, ale ich wina została wyolbrzymiona przez NKWD). Sama książka pewnie wydałaby mi się ciekawsza, gdybym nie musiała przeczytać jej w ciągu zaledwie dwóch dni, gdybym nie czytała jej pod przymusem (no tak, lektura szkolna). Możliwe, że jeszcze kiedyś zrobię ponowne podejście do prozy Grudzińskiego, na spokojnie, bez stresu, że nie zdążę dotrzeć do końca przed wyznaczonym czasem. Ciężko powiedzieć, czy polecam tę książkę. 

Książka bierze udział w ABC czytania i Olimpiadzie Czytelniczej.

To tyle z książek przeczytanych przeze mnie w marcu. Sądzę, że to całkiem niezły wynik, biorąc pod uwagę stosunek wolnego czasu do tego poświęconego na naukę. Nie da się ukryć, matura już za pasem. Mam nadzieję, że wytrzymam to całe napięcie w kwietniu, powtórzę cały materiał i podejdę do egzaminu doskonale przygotowana. Mój priorytet na kwiecień to oczywiście nauka. Nie mniej jednak, mam w planach dokończenie "Prawdodziejki" S.Dennard i przeczytanie "Przebudzenia ziemi: Udręczonych" Michała Podbielskiego, otrzymanego dzięki współpracy z Autorem. A Wy, jakie macie plany na najbliższe trzydzieści dni? I jak podsumujecie marzec?

29 marca 2017

(30) Trylogia Czarnego Maga: "Gildia magów"


    Nazwisko tej australijskiej autorki jest rozpoznawalne w świecie fantastyki. Trudi Canavan już gościła na moim blogu - wtedy to pojawiła się recenzja jej zbioru opowiadań "Szepty dzieci mgły". Dziś chcę wam przedstawić książkę, od której rozpoczęłam przygodę z prozą tej pisarki. "Gildię magów", bo to o niej mowa, wypatrzyłam po bardzo promocyjnej cenie w jednym z dyskontów. Zachęcona pozytywnymi opiniami na temat całej Trylogii Czarnego Maga, postanowiłam zaryzykować i zakupiłam sobie ten tomik. Później na moją półkę dotarły też dwie kolejne części, ale to już inna historia. W każdym razie - to chyba wskazuje na to, że wystarczająco wciągnęłam się w świat, aby mieć ochotę na kontynuowanie serii.

    Fabuła tej książki jest prosta jak budowa cepa. Otrzymujemy młodą bohaterkę należącą do najniższej klasy społecznej - Soneę, która postanawia zbuntować się przeciwko systemowi. Ale spokojnie, to wcale nie kolejne "Igrzyska śmierci", wszak mamy tu do czynienia z nieco innym rodzajem sprzeciwu. Sonei nie podobają się czystki, które odbywają się corocznie na ulicach Imardinu. Poza granice miasta wyganiani są bezdomni, żebracy, ulicznicy, a tego roku, pośród nich, znajdują się również członkowie rodziny i przyjaciele nastolatki. Dziewczyna więc postanawia cisnąć kamieniem w jednego z magów gildii, który uczestniczy w tym wydarzeniu. Nikt się jednak nie spodziewa, nawet sama zainteresowana, że ów kawałek głazu przebije tarczę i wyrządzi krzywdę czarodziejowi. Jest to wydarzenie na tyle niezwykłe, że cała gildia zostaje postawiona na nogi, gdyż trzeba odnaleźć nieszkoloną magiczkę, której niekontrolowana moc może przynieść wiele szkód.

    Mam naprawdę mieszane uczucia co do "Gildii magów". Z jednej strony prosta fabuła pierwszego tomu, której rozwiązania nie sposób się nie domyślić, to zaleta, z drugiej - wada. Przygody bohaterki śledzi się naprawdę szybko i dosyć przyjemnie, aczkolwiek brakuje charakterystycznego dla fantasy napięcia (nie mylić z napięciem w powieściach grozy!), zwrotów akcji. W pewnych momentach nawet zaczynałam się nudzić... Niestety, Trudi Canavan nie udało się uniknąć dłużyzn. Książka zdecydowanie mogłaby być krótsza, a fabuła nie straciłaby wiele. Wręcz przeciwnie, całość mogłaby zyskać na jakości i otrzymać wyższą ocenę końcową.

    Kyrialia obfituje nie tylko w zwyczajnych ludzi, ale również w wielu magów. Już teraz jest ich wielu, a wciąż rodzą się i dorastają dzieciaki z magicznymi mocami. Podczas czytania książki czasami zastanawiałam się, jakim cudem oni mieszczą się na stosunkowo niewielkim terenie gildii? No cóż, to chyba na zawsze pozostanie zagadką. Całe szczęście, że wszyscy ci magowie nie są bohaterami powieści, bo nie sposób byłoby ich zapamiętać. Wśród mieszkańców kyraliańskiej gildii na pierwszy plan wysuwa się jej przywódca, Akkarin - postać bardzo schematyczna, ale też potrafiąca wzbudzić skrajne uczucia u czytelnika (szczególnie w kolejnych częściach trylogii). Poznajemy też mentora Sonei, Rothena, jego przyjaciela Dannyla, dość nieprzyjemnego typa Ferguna czy administratora Lorlena. Naprawdę, czasem ciężko pogubić się w tych wszystkich postaciach. Na domiar złego (dobrego?), mamy jeszcze kilku bohaterów wśród niemagicznej części Imardinu, a na pierwszy plan wysuwa się Ceryni. Młody chłopak to przyjaciel Sonei. Mamy więc do czynienia z kalejdoskopem postaci i, niestety, tutaj chyba mój największy zarzut do autorki - są to osobistości dosyć jednoznaczne i właściwie bezbarwne. Żadnego nie zapamiętam na dłużej, a jeśli już, to po jednej cesze. A przecież to nie pojedyncze przymioty stanowią o człowieku, prawda?

    Nie podoba mi się wydanie kieszonkowe od Galerii Książki. Strony są stosunkowo cienkie, a okładka bardzo łatwo może ulec zniszczeniu (jest wyjątkowo miękka). Mam ogromną nadzieję, że inne wydania owej trylogii są dużo lepszej jakości. Szczególnie, że to wydawnictwo jest w stanie porządnie wydawać tomiki. Mam na półce kilka tytułów od nich i nie mogę powiedzieć o nich złego słowa. Jeśli już o samej otoczce mowa, jestem zadowolona z zamieszczonych w książce mapek. Możemy przyjrzeć się dokładniej planowi Gildii Magów, Imardinowi czy całej Kyralii.

    Nie wiem, naprawdę nie wiem, czy mogę polecić "Gildię magów". Ja wspominam ją całkiem dobrze, chociaż jestem świadoma wad, jakie posiada książka. Jeśli więc macie ochotę wejść do świata kyraliańskich magów i śledzić przygody Sonei - możecie pokusić się o tę powieść. Jeśli jednak szukacie bardzo dobrej powieści fantasy... Cóż, szukajcie dalej.

★★★★★✰✰✰✰✰
liczba stron: 478, wydawnictwo Galeria Książki, przekład: Agnieszka Fulińska
fantastyka, high fantasy

26 marca 2017

Pierwszy rok bloga!

    Dzisiaj będzie krótko i na temat. Dokładnie rok temu powstała Książkowa Królowa. Ostatni rok był to czas ciągłego pisania i chyba po raz pierwszy mi się to udało. Zdarzały się dłuższe i krótsze przerwy, jednak właściwie przez całe ostatnie dwanaście miesięcy byłam bardziej lub mniej aktywna (wyjątek stanowi listopad, mały kryzys - jedyny miesiąc, w którym nie pojawił się żaden post). Przyznaję, już wcześniej miałam książkowe blogi, jednak na żadnym jeszcze nie odniosłam takiego sukcesu. To wszystko zawdzięczam nie tylko sobie i swojej ciężkiej pracy, ale również Wam - czytelnikom! W końcu nikt nie chce pisać w eter, prawda? To dzięki Wam miałam motywację, aby pisać, kiedy mi się nie chciało. Stworzyliśmy tutaj małą społeczność, z której jestem niezwykle dumna. Dziękuję Wam - za to, że jesteście tutaj ze mną!

    Zastanawiałam się, w jaki sposób uczcić rok bloga. Pomyślałam o jakimś rozdaniu, konkursie, jednak, jeśli już miałby dojść do skutku, będzie to jakoś na początku wakacji (czerwiec, może lipiec). Sami rozumiecie, najbliższy czas będzie dla mnie bardzo ciężki, w końcu to miesiąc przed maturą! W każdym razie, chętnie się dowiem, jakie książki chcielibyście zobaczyć jako nagrody w takim konkursie. Wolicie też formę, gdzie jest zadanie do wykonania czy po prostu losowanie?

    Z ogłoszeń parafialnych - pojawię się na Pyrkonie (festiwal fantastyki w Poznaniu), najprawdopodobniej w sobotę 29 kwietnia. Jeśli ktoś miałby ochotę się spotkać, porozmawiać, zrobić wspólne selfie z Królową Książek - zapraszam do kontaktu prywatnego! :) Warto pojawić się na Pyrkonie ze względu na niesamowitą atmosferę (to będzie już czwarta edycja, na której się pojawię), mnóstwo stoisk z ciekawymi, również książkowymi gadżetami, wielu interesujących gości (wśród pisarzy pojawią się między innymi Jacek Grzędowicz, Jakub Ćwiek, Andrzej Pilipiuk, Maja Lidia Kossakowska, czy nawet... Samantha Shannon!) i wiele ciekawych prelekcji. Warto! A dla tych, którzy nie pojawią się na tym konwencie, postaram się przygotować małą relację. :)

    Na koniec zostawiłam sobie suche fakty, czyli statystyki! W ciągu jednego roku odwiedziliście mnie 9 346 razy, a na dłużej postanowiło zostać całe 98 osób! Wspólnymi siłami pozostawiliśmy 510 komentarzy pod 49 postami (ten post, który aktualnie czytacie, jest pięćdziesiątym), w tym pod 28 recenzjami. Jeśli już przy recenzjach jesteśmy, udało mi się otrzymać dwie książki do recenzji: "Oblubienice wojny" Helen Bryan (recenzja) oraz "Wojny żywiołów" Michała Podbielskiego, które aktualnie są w drodze do mojego domu. :)
   Dziękuję!

22 marca 2017

Wiosenny Tag Książkowy



Tak, kochani, mamy już wiosnę! Wczoraj, dwudziestego pierwszego marca, zaczęła się nowa pora roku. Już od jakiegoś czasu czuć, że jest coraz cieplej, a i słońce częściej nam świeci. Żyć, nie umierać! Maturzyści, czyli między innymi też ja, już czują zbliżający się egzamin dojrzałości na karku. Ostatnie tygodnie nauki w szkole ponadgimnazjalnej, ostatnie tygodnie powtórek. Ja jednak nie o tym. Wczorajszy pierwszy dzień wiosny jest idealną okazją, aby wrzucić na bloga odpowiedni tag książkowy jako forma odpoczynku od częstych ostatnio recenzji! :)

1. Bocian, czyli książka, do której co roku wracasz.
Mówiąc szczerze, nie mam takiej książki. Nie przepadam za powtórnym czytaniem książek, które już znam. Aczkolwiek od dłuższego czasu chcę przypomnieć sobie serię o Ani Shirley i doczytać te tomy, których jeszcze nie poznałam ( i przy okazji uzupełnić kolekcję na półce). :D

2. Przebiśnieg, czyli pierwsza książka, którą przeczytałaś tej wiosny.
Ostatnio ukończyłam... "Inny świat" Grudzińskiego. To było jednak przed oficjalnym, kalendarzowym rozpoczęciem się wiosny, a więc moim pierwiosnkiem będzie "Prawdodziejka" Susan Dennard, za którą się aktualnie zabrałam. 

3. Marzanna, czyli książka-rozczarowanie, którą z chęcią byś utopiła.
Jestem bardzo rozczarowana "Porwaną pieśniarką" Danielle L Jensen. W recenzjach naczytałam się, jaki to świat wykreowany przez autorkę nie jest świetny, jacy to bohaterowie nie są cudowni i jakie to wydarzenia nie są oryginalne. A co dostałam? Dosyć przeciętną książkę, z faktycznie interesującym miastem Trollus, ale za to schematycznymi postaciami i fabułą. Kiepsko.

4. Motyl, czyli nowo odkryty autor, którego pokochałaś.
Ostatnio (jeszcze w ubiegłym roku, ale to nic! :D) zauroczyłam się w twórczości Lici Troisi. Serio. Może i fantastyka w jej wydaniu nie jest tą z najwyższej półki, mnie jednak ujęła historia Nihal z Krainy Wiatru. Niedługo rozpocznę kolejną trylogię tej autorki, Wojny Świata Wynurzonego, i liczę na kolejną dawkę cudownej rozrywki!

5. Krokus, czyli piękna i wyjątkowa książka.
"Ania z Zielonego Wzgórza"! Mam ogromny sentyment do tej powieści, a w okładce sprezentowanej czytelnikom przez Wydawnictwo Literackie prezentuje się naprawdę wyjątkowo.

6. Zawilec, czyli książka, którą spotykasz wszędzie.
Ostatnio bardzo często widuję powieści Remigiusza Mroza: "Inwigilację" (o ile się nie mylę, jest to jedna z najnowszych powieści autora?), "Wotum nieufności", "Ekspozycję". Bardzo często przed oczami pojawiają mi się też takie tytuły jak "Naznaczeni śmiercią" Veroniki Roth czy "Zakazane życzenie" Jessici Khoury.

7. Cudowne skowronki, czyli osoby, które nominuję do wykonania tagu!
Do zabawy serdecznie zapraszam Dominikę, Justyśkę, Kitty Aillę oraz Olę! Do wykonania tego tagu zachęcam też osoby, które po prostu mają ochotę to zrobić. :)

18 marca 2017

(29) Derby mechanicznych koni, czyli "Tytany"

[zdjęcie wkrótce]

    Nazwisko Victorii Scott wielokrotnie pojawiało się w polskiej blogosferze w ostatnim czasie. Jej książki, zarówno te z cyklu "Ogień i woda", jak i "Tytany", zbierają niezwykle dobre oceny. Mi było dane zapoznać się z jej powieścią właśnie o wyścigach na stalowych koniach. Zawodach, którymi niezwykle zafascynowana nastoletnia Astrid, jednak z drugiej strony ich nienawidzi ze względu na hazard jej ojca i grożącą całej jej rodzinie eksmisję. W pewnym momencie przed dziewczyną pojawia się szansa na wzięcie udziału w zawodach i zapewnienie sobie i swoim najbliższym lepszej przyszłości. A w tym wszystkim ma jej pomóc pewien tytan, który nie jest tylko maszyną.

    Mechaniczne konie są naprawdę niesamowite. Wyścigi tych maszyn naprawdę potrafią zafascynować. Victoria Scott miała świetny pomysł nie tylko na wykreowanie rzeczywistości, w której żyją bohaterowie książki, ale również na poszczególne wątki i pojedyncze wydarzenia. Nie wiem, czy jest to pomysł oryginalny - spotkałam się z wieloma opiniami, że całość znacząco przypomina wydany kilka lat wcześniej "Wyścig śmierci" Maggie Stiefvater. Nie przeszkadzało mi to w czytaniu, gdyż ja po raz pierwszy spotkałam się z takim motywem. Być może osobom, które czytały historię o Wyścigu Skorpiona, będzie to wadzić.

    Akcja pędzi w zawrotnym tempie. Nic więc dziwnego - na nieco ponad trzystu stronach dzieje się naprawdę wiele. Poza obserwowaniem samych zawodów, w których uczestniczą tytany i ich dżokeje, czytamy o wydarzeniach towarzyszących wyścigom, ale też o pewnych problemach, które bezpośrednio wpływają na główną bohaterkę. Scott poruszyła problemy różnic społecznych na tle posiadanego majątku (relacja biedni-bogaci), hazardu, przemocy w związku, bezrobocia. Zostały one zgrabnie wplecione w fabułę i stanowią jej doskonałe dopełnienie. Przyznaję jednak szczerze, że niektóre z nich mogłyby zostać nieco bardziej rozwinięte. Zabrakło mi trochę więcej o siostrach Astrid czy jej matce - każda z nich mogłaby wnieść jeszcze więcej do całości.

    Jestem zadowolona z kreacji bohaterów, zarówno pierwszoplanowych, jak i drugoplanowych. W końcu jakaś autorka książek młodzieżowych powstrzymała się przez stworzeniem irytującej protagonistki! Młoda Astrid Sullivan wykazała się nie tylko inteligencją (momentami wręcz zbyt wielką jak na ten wiek), ale również poczuciem humoru. Skradła ona moją sympatię, podobnie jak jej najlepsza przyjaciółka, Magnolia. Warto też wspomnieć o innych bohaterach, którzy jeszcze bardziej ubarwili powieść: Gałgan, zrzędliwy staruszek i niejako przyczyna przygód Astrid, kobieta z wyższych sfer, Lottie, głowa rodziny Sullivanów czy jego małżonka, która miała dosyć osobliwe zajęcie, jakim jest zajmowanie się cudzymi ogrodami w ciągu nocy. Zabrakło mi natomiast Harta Rileya. Naprawdę, nie obraziłabym się, gdyby występował ciut częściej!

    "Tytany" to naprawdę dobra młodzieżówka, będąca nie tylko rozrywką samą w sobie, ale potrafiąca skłonić do refleksji. Historia wciąga, nie pozwala się oderwać, a zakończenie jest naprawdę satysfakcjonujące. Jestem w stanie z czystym sercem polecić tę książkę nie tylko grupie docelowej, do której jest skierowana, ale i nieco starszym czytelnikom. Jeśli więc macie ochotę na coś lekkiego. co jednak może stać się pretekstem do rozmyślań i/lub trochę rozrywki, powieść Scott się nada. Osobiście nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po inne lektury spod jej pióra!

★★★★★★★★✰✰

liczba stron: 336, wydawnictwo IUVI, przekład: Matylda Biernacka
fantastyka, science-fiction


Książka bierze udział w wyzwaniach: Olimpiada czytelnicza 2017 oraz ABC czytania 2017.

15 marca 2017

(28) Alchemia we współczesnym Krakowie, czyli "Kuzynki"

[zdjęcie wkrótce]

    Andrzej Pilipiuk jest autorem z pewnością kojarzonym w świecie polskiej fantastyki. Jestem wręcz przekonana, że znaczna część z was chociaż słyszała o pewnym egzorcyście alkoholiku znanym jako Jakub Wędrowycz. Samego Pilipiuka można nazwać grafomanem, z resztą on sam o sobie też tak mówi w wywiadach czy... w książce, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić. A mowa oczywiście o "Kuzynkach" - opowieść o pewnych niesamowitych kobietach z Krakowa. Katarzyna Kruszewska pracuje dla Centralnego Biura Śledczego nad pewnym projektem, mającym na celu odszukiwanie przestępców. Wykorzystuje ona jednak system, aby odszukać swoją daleką kuzynkę, Stanisławę. Nie będzie to jednak łatwe, bo... kobieta nie jest zupełnie normalna. Dodatkowo, na drodze panien Kruszewskich staje jeszcze jedna osoba, młoda dziewczyna z Kosowa, Monika Stiepankovic. W "Kuzynkach" losy tych trzech panien są powiązane, a na stronach książki alchemia sąsiaduje z informatyką, a sztylet z bułatowej stali z kałasznikowem.

    Pomysł dodania alchemii do współczesnej codzienności naprawdę przypadł mi do gustu. Nie mniej jednak, na wykonaniu stanowczo się zawiodłam. Mam wrażenie, że bohaterowie nieraz zostali obdarci z emocji i fakt istnienia tej pradawnej sztuki, właściwie wypartej przez naukę i racjonalne dowody, nikogo nie zdumiewa. Dla ludzi z Krakowa początku XXI wieku sztuka ta wydaje się czymś niezwykle naturalnym, jakby oczywistym było, że z dowolnego metalu można stworzyć złoto, a kamień filozoficzny może sprawdzić, że człowiek nie umrze. Pod tym względem w "Kuzynkach" się sporo nie kleiło. Również nie przypadło mi do gustu to, w jaki sposób bohaterki rozwiązywały wszelkie problemy. Na ich drodze pojawiała się przeszkoda, nad którą rozmyślały chwilę, a potem jakby wyciągały rozwiązanie z kapelusza. Serio? Gdyby wszystkie elementy układanki zawsze się tak szybko składały, świat byłby piękniejszy, a Sherlock chyba zostałby bezrobotnym. Ja rozumiem, że Kruszewskie nie są przeciętnymi kobietami, no ale bez przesady.

    Jeżeli już przy bohaterkach jesteśmy... No cóż, nie wzbudziły one we mnie jakiejkolwiek sympatii. Katarzyna i Stanisława momentami mogą się zlewać w jedną postać, natomiast Monikę odróżnia chyba jedynie zagraniczne nazwisko. Teraz, po jakimś czasie od ukończenia lektury, naprawdę byłoby mi ciężko dokładnie scharakteryzować te bohaterki. Mam wrażenie, że sam autor nawet nie starał się stworzyć charyzmatycznych sylwetek kobiet. A jeśli jednak się mylę, no cóż - to chyba jemu coś nie wyszło. No ale zdarza się, może inne elementy naprawiają sytuację książki? No, nie, nie w tym przypadku. Jak wspominałam, sam pomysł był w porządku, ale wykonanie jednak leży. Akcja idzie do przodu stosunkowo powoli (no chyba że mamy do czynienia z rozstrzyganiem dylematów przez kuzynki), momentami wręcz wlecze jak flaki z olejem. Można się znudzić.

    No dobrze, ale czy cokolwiek spodobało mi się w tej książce? A i owszem, była to chociażby autoironia samego autora. Nie mówi on o sobie czy swojej twórczości wprost, ale daje oczywisty sygnał, o kogo mu akurat chodzi. Przykład? Proszę bardzo, fragment o Jakubie Wędrowyczu: "Stanisława czyta sobie książkę. (...) ponoć to coś fajnego. Z pierwszych stron wydedukować można, że dzieło opowiada o przygodach egzorcysty-alkoholika. (...) Ciekawe, swoją drogą, kto to napisał? Grafoman nieprzeciętny.". Jest też wspomniane o pewnym mężczyźnie, "że to prawdziwy wariat, potrafiący pisać książkę w dwanaście dni.". Doszukałam się pewnego wywiadu z Pilipiukiem (link), w którym mówi o tym, że napisał 190 stron w ciągu właśnie dwunastu dni.

    Zakończenie powieści mnie rozczarowało. Po przeczytaniu ostatnich zdań, na moje usta cisnęło się wyłącznie: "Co? Ale jak to już koniec?". Niby wątek się zakończył, ale pozostawiło to pewien niedosyt i mimo wszelkich wad całości, jednak zachęciło do sięgnięcia po kolejną część "Kuzynek". Nie wiem, jak Pilipiuk to zrobił, ale udało mu się mnie do niego przekonać i w pewnym sensie nie mogę się doczekać, aż będę dalej poznawać jego twórczość. Czy będzie warto? To pewnie zweryfikuje czas. Czy polecam Wam powieść o kuzynkach Kruszewskich? Ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony to książka i interesująca, z drugiej - naszpikowana wadami. Chyba sami musicie zdecydować, czy chcecie to czytać.


★★★★★✰✰✰✰✰

liczba stron: 295, wydawnictwo Fabryka Słów
fantastyka, low fantasy, urban fantasy

Książka bierze udział w wyzwaniach: Olimpiada czytelnicza 2017 oraz ABC czytania 2017.

11 marca 2017

#1 Królowa dyskusji: "Margo" Tarryn Fisher


    Nie ukrywam, że głównym celem, dla którego czytam książki, jest czysta rozrywka. Nie mniej jednak czasami zdarzają się takie lektury, które w jakiś sposób zmuszają mnie do pomyślenia, do zastanowienia się nad pewnymi sprawami. Niekiedy są to rozmyślania filozoficzne, a czasami... zastanawiam się, dlaczego autor akurat w taki sposób rozwiązał dany wątek i jak mógłby to zrobić inaczej. Podczas czytania "Margo" w mojej głowie narodziło się kilka pytań z obu wymienionych powyżej kategorii. Był to impuls do stworzenia nowego cyklu - Królowej dyskusji. Zadałam męczące mnie pytania kilku osobom, które również są po lekturze i poniżej publikuję ich odpowiedzi. Chętnie też poznam Wasze zdanie na zadane poniżej tematy. :) Uwaga, spoilery w dalszej części posta!

04 marca 2017

(27) Dorośli w Nibylandii czyli "Chłopcy"

[zdjęcie wkrótce]

    Wielu twórców korzysta nie tylko z legend i miejscowych podań, ale również z baśni, które doskonale znamy z dzieciństwa. Nierzadko historie te są przedstawiane w zupełnie nowatorski sposób - tak stało się chociażby w przypadku cyklu powieści Jakuba Ćwieka pod tytułem "Chłopcy". Otrzymujemy liczne historie z codziennego życia bandy Piotrusia Pana, która nie tylko dorosła, ale również stała się gangiem motocyklowym pod wodzą Dzwoneczka. Kto by się spodziewał, że ich los potoczy się akurat w taki sposób? Chyba nikt. Nie wszystko jednak się zmieniło. Bohaterowie wewnętrznie pozostali dziećmi, chociaż na zewnątrz stali się mężczyznami i obrośli w życiowe doświadczenia. Muszą zmagać się z nieco innymi problemami niż kilkanaście lat wstecz.

    Cykl powieści o tym niezwykłym gangiem motocyklowym, który rozpoznawalny jest ze swojego okrzyku BANGARANG! był moim pierwszym spotkaniem z prozą pana Jakuba Ćwieka. Sylwetkę autora kojarzyłam jednak już wcześniej. Jest on nie tylko pisarzem, ale i wieloletnim gościem poznańskiego konwentu fantastyki Pyrkon, na którym ja również bywałam. Nic więc dziwnego, że jego nazwisko nie raz, nie dwa obiło mi się o uszy. Ucieszyłam się więc, kiedy w bibliotece nareszcie była dostępna książka, o której dziś czytacie. Właściwie natychmiast po wypożyczeniu zabrałam się za czytanie i dałam się wciągnąć do świata wykreowanego przez Ćwieka.

    Wykorzystanie znanego motywu z powieści Barriego było strzałem w dziesiątkę. Przygody dorosłych chłopców na motocyklach, odzianych w skóry, których codziennością jest próba przeżycia, ale i chęć nieustannej zabawy, śledziło się naprawdę dobrze. "Chłopcy" zapewnili mi rozrywkę na kilka godzin i ani przez chwilę nie pożałowałam, że sięgnęłam po tę pozycję. Książka sprawia wrażenie pociętej na kawałki - każdy rozdział jako osobne opowiadanie, które połączone są jedynie głównymi bohaterami. Nic bardziej mylnego, gdyż wkrótce wątki zaczynają się łączyć i biegną w kierunku wspólnego punktu kulminacyjnego. Przyznaję, ciekawy zabieg.

    Bohaterowie, w głównej mierze Zagubieni Chłopcy pod wodzą Dzwoneczka, to istna mieszanka wybuchowa! Odnaleźć możemy w nich cechy chłopców z bandy Piotrusia Pana, ale zyskali oni nowe oblicza. Po części dorośli (bo o dojrzeniu niekoniecznie możemy tu mówić), ale też zachowali w sobie cząstki dzieci, co prowadzi do wielu zabawnych sytuacji. Do moich ulubieńców zdecydowanie należą Bliźniacy, ale również duet stworzony przez Kędziora i Milczka. Ale! członkowie gangu to nie wszyscy bohaterowie, którzy występują w książce. Na moją pamięć i sympatię zasłużył też Kubuś, niezwykle bystry i niepozorny ośmiolatek.

    Język Jakuba Ćwieka jest dosyć... specyficzny. Autor posługuje się głównie mową potoczną, wręcz rynsztokową, a na dodatek wplata w nią mnóstwo przekleństw, to jednak nie dziwi zważając na tematykę powieści. Powiedzcie szczerze, czy wyobrażacie sobie gang motocyklowy, którego członkowie są purystami językowymi, a w wolnych chwilach cytują Szekspira? Bo ja nie. Coś, co przypadło mi do gustu, to humor. Dosyć szczególny i, o ile wiem, charakterystyczny dla autora.

    "Chłopcy" z pewnością nie przypadną każdemu do gustu. To stosunkowo lekka opowieść fantastyczna, zapewniająca dobrą rozrywkę. Trzeba jednak przywyknąć do charakterystycznego języka, przymknąć oko na liczne wulgaryzmy i sprośne żarty (czasami można odnieść wrażenie, że jest ich aż za dużo) i nie spodziewać się spektakularnych aforyzmów, które nagle odmienią życie. Tę powieść polecam i nie mogę się doczekać, aż sięgnę po inne książki spod pióra Polaka.

★★★★★★★✰✰✰

liczba stron: 319, wydawnictwo SQN
fantastyka, urban fantasy, zbiór opowiadań

Uwaga! Informacja dla tych, którzy przeczytali "Margo" i mają ochotę uczestniczyć w nowym cyklu, który szykuję na bloga. Szczegóły na fanpage bloga na Facebooku: LINK.
layout by oreuis