15 marca 2017

Alchemia we współczesnym Krakowie, czyli "Kuzynki"

[zdjęcie wkrótce]

    Andrzej Pilipiuk jest autorem z pewnością kojarzonym w świecie polskiej fantastyki. Jestem wręcz przekonana, że znaczna część z was chociaż słyszała o pewnym egzorcyście alkoholiku znanym jako Jakub Wędrowycz. Samego Pilipiuka można nazwać grafomanem, z resztą on sam o sobie też tak mówi w wywiadach czy... w książce, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić. A mowa oczywiście o "Kuzynkach" - opowieść o pewnych niesamowitych kobietach z Krakowa. Katarzyna Kruszewska pracuje dla Centralnego Biura Śledczego nad pewnym projektem, mającym na celu odszukiwanie przestępców. Wykorzystuje ona jednak system, aby odszukać swoją daleką kuzynkę, Stanisławę. Nie będzie to jednak łatwe, bo... kobieta nie jest zupełnie normalna. Dodatkowo, na drodze panien Kruszewskich staje jeszcze jedna osoba, młoda dziewczyna z Kosowa, Monika Stiepankovic. W "Kuzynkach" losy tych trzech panien są powiązane, a na stronach książki alchemia sąsiaduje z informatyką, a sztylet z bułatowej stali z kałasznikowem.

    Pomysł dodania alchemii do współczesnej codzienności naprawdę przypadł mi do gustu. Nie mniej jednak, na wykonaniu stanowczo się zawiodłam. Mam wrażenie, że bohaterowie nieraz zostali obdarci z emocji i fakt istnienia tej pradawnej sztuki, właściwie wypartej przez naukę i racjonalne dowody, nikogo nie zdumiewa. Dla ludzi z Krakowa początku XXI wieku sztuka ta wydaje się czymś niezwykle naturalnym, jakby oczywistym było, że z dowolnego metalu można stworzyć złoto, a kamień filozoficzny może sprawdzić, że człowiek nie umrze. Pod tym względem w "Kuzynkach" się sporo nie kleiło. Również nie przypadło mi do gustu to, w jaki sposób bohaterki rozwiązywały wszelkie problemy. Na ich drodze pojawiała się przeszkoda, nad którą rozmyślały chwilę, a potem jakby wyciągały rozwiązanie z kapelusza. Serio? Gdyby wszystkie elementy układanki zawsze się tak szybko składały, świat byłby piękniejszy, a Sherlock chyba zostałby bezrobotnym. Ja rozumiem, że Kruszewskie nie są przeciętnymi kobietami, no ale bez przesady.

    Jeżeli już przy bohaterkach jesteśmy... No cóż, nie wzbudziły one we mnie jakiejkolwiek sympatii. Katarzyna i Stanisława momentami mogą się zlewać w jedną postać, natomiast Monikę odróżnia chyba jedynie zagraniczne nazwisko. Teraz, po jakimś czasie od ukończenia lektury, naprawdę byłoby mi ciężko dokładnie scharakteryzować te bohaterki. Mam wrażenie, że sam autor nawet nie starał się stworzyć charyzmatycznych sylwetek kobiet. A jeśli jednak się mylę, no cóż - to chyba jemu coś nie wyszło. No ale zdarza się, może inne elementy naprawiają sytuację książki? No, nie, nie w tym przypadku. Jak wspominałam, sam pomysł był w porządku, ale wykonanie jednak leży. Akcja idzie do przodu stosunkowo powoli (no chyba że mamy do czynienia z rozstrzyganiem dylematów przez kuzynki), momentami wręcz wlecze jak flaki z olejem. Można się znudzić.

    No dobrze, ale czy cokolwiek spodobało mi się w tej książce? A i owszem, była to chociażby autoironia samego autora. Nie mówi on o sobie czy swojej twórczości wprost, ale daje oczywisty sygnał, o kogo mu akurat chodzi. Przykład? Proszę bardzo, fragment o Jakubie Wędrowyczu: "Stanisława czyta sobie książkę. (...) ponoć to coś fajnego. Z pierwszych stron wydedukować można, że dzieło opowiada o przygodach egzorcysty-alkoholika. (...) Ciekawe, swoją drogą, kto to napisał? Grafoman nieprzeciętny.". Jest też wspomniane o pewnym mężczyźnie, "że to prawdziwy wariat, potrafiący pisać książkę w dwanaście dni.". Doszukałam się pewnego wywiadu z Pilipiukiem (link), w którym mówi o tym, że napisał 190 stron w ciągu właśnie dwunastu dni.

    Zakończenie powieści mnie rozczarowało. Po przeczytaniu ostatnich zdań, na moje usta cisnęło się wyłącznie: "Co? Ale jak to już koniec?". Niby wątek się zakończył, ale pozostawiło to pewien niedosyt i mimo wszelkich wad całości, jednak zachęciło do sięgnięcia po kolejną część "Kuzynek". Nie wiem, jak Pilipiuk to zrobił, ale udało mu się mnie do niego przekonać i w pewnym sensie nie mogę się doczekać, aż będę dalej poznawać jego twórczość. Czy będzie warto? To pewnie zweryfikuje czas. Czy polecam Wam powieść o kuzynkach Kruszewskich? Ciężko mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Z jednej strony to książka i interesująca, z drugiej - naszpikowana wadami. Chyba sami musicie zdecydować, czy chcecie to czytać.


★★★★★✰✰✰✰✰

liczba stron: 295, wydawnictwo Fabryka Słów
fantastyka, low fantasy

Książka bierze udział w wyzwaniach: Olimpiada czytelnicza 2017 oraz ABC czytania 2017.

5 komentarzy:

  1. Mam wrażenie, że po prostu "Kuzynki" to nie jego najlepsze dzieło :) Nie czytałam tego akurat, ale taki "Aparatus" czy "Oko jelenia" były jak taki hmm.. film akcji: nie wymagasz od niego dużo, wiesz, że wybitne to nie jest, ale bawi. Trochę jak książki Ćwieka. Niemniej, jakoś szczególnie tego pana nie uwielbiam, nie do końca mi odpowiada.

    OdpowiedzUsuń
  2. Akurat moja Szanowna Rodzicielka uwielbia Pilipiuka, co i mi pasuje bo mam powód zakupu większej ilości książek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sama nie wiem co sądzić o tej pozycji. Myślę, że jednak nie dla mnie, bałabym się rozczarowania :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie jestem pewna czy książka by mi się spodobała i myślę, że raczej po nią nie sięgnę, chociaż? Kto wie? Może w przyszłości nabiorę na nią ochoty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciężko mi powiedzieć, czy wpasowałaby się w mój gust i nie porzuciłabym jej po kilku stronach.. Niemniej jednak - dziękuję za recenzję, bo wiem już czego się spodziewać.

    http://takpapierowo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

layout by oreuis