03 kwietnia 2017

#1 Nie tylko książki... O rowerze i łyżwach!


    Książkoholicy, tudzież mole książkowe, są kojarzeni raczej z domatorami, spędzającymi czas przede wszystkim na pożeraniu książek. Ewentualnie na nauce. Ah, no i najlepiej, aby mieli oni wadę wzroku, a dzięki niej - charakterystyczne okulary! Przecież to takie kujony, nie? No cóż, prawda nijak ma się do tego stereotypu. Oczywiście, znajdziemy osoby, które doskonale wpasowują się w ten schemat, ale raczej nie możemy mówić tu o większości, a już na pewno nie o wszystkich uzależnionych od czytania. Aby to udowodnić, Kitty wraz z Justyśką postanowiły stworzyć serię postów o aktywnościach fizycznych czytelników. Szczegóły akcji z pewnością znajdziecie na blogach organizatorek, gorąco zachęcam do zajrzenia właśnie tam!

    Jednocześnie akcja ta stała się dla mnie swego rodzaju inspiracją do utworzenia nowego cyklu postów na blogu. Będą to notki bardzo okazjonalne i z pewnością nie wyprą recenzji książek, które wciąż będą królować na blogu. Postanowiłam jednak pisać o swoich pasjach. W końcu nie ograniczam się do jednego - literatury, a czas spędzam nie tylko zanurzona w kolejnych powieściach. Uchylę rąbka tajemnicy i już teraz napiszę, że planuję posty o mandze i anime (moja wieloletnia pasja, której nie sposób nie zauważyć) czy... no cóż, o czym, przekonacie się wkrótce.

    Bez zbędnego przedłużania, przejdźmy więc do konkretów. Nie jest tajemnicą, że rower był zawsze obecny w moim życiu. Już w dzieciństwie jeździłam z doczepionymi kółkami, potem - tylko na dwóch. Na pierwszą komunię dostałam pierwszy poważniejszy rower, który eksploatowałam do wakacji ubiegłego roku. Moją kolejną maszyną i, jak na razie, ostatnią, jest czerwony (bo szybki!) rower fitnessowy (w moim przypadku jest to, jak ja to określam, prawie rower szosowy :p) zakupiony z pieniędzy komunijnych. Uwielbiam jazdę na rowerze. Uwielbiam czuć wiatr we włosach, uwielbiam pokonywać swoje słabości i pobijać kolejne rekordy: zarówno prędkości, tempa, jak i odległości. Najdłuższy dystans, który pokonałam do tej pory, to 57 km. Niby to niewiele, aczkolwiek dla osoby, która "na poważnie" zaczęła jeździć dopiero w ubiegłe wakacje, to całkiem nieźle. Jakie mam rowerowe cele na najbliższy czas? Pokonać barierę 100 km i wziąć udział w Poznań Bike Challange. Mam ogromną ochotę stać się częścią peletonu! :)

    Kto śledzi mojego bloga wystarczająco uważnie, wie również, że moją wielką pasją jest łyżwiarstwo figurowe! Wspominałam o tym między innymi w recenzji biografii Jekatieriny Gordiejewy (rosyjskiej łyżwiarki) oraz przy okazji drugiej edycji Liebster Blog Award. Dziś jest okazja, aby co nieco więcej o tym napisać. Co ciekawe, jest to pasja, która rozwinęła się u mnie właściwie znikąd. Od zawsze łyżwiarstwo figurowe było jednym z garstki sportów, które lubiłam oglądać w telewizji. Nie interesowała mnie ani siatkówka, ani piłka nożna, ani hokej, ani lekkoatletyka, a właśnie zmagania artystów na lodzie. Co prawda, nie zasiadałam przed telewizorem zawsze kiedy pojawiały się transmisje z jakichś zawodów, jednak jeśli któryś z członków rodziny zatrzymał się na takowej, z chęcią to oglądałam. Teraz przypominam też sobie, że zawsze marzyłam o łyżwach. Co z tego, że jeszcze wtedy nie postawiłam ani razu nogi na lodzie? :) Być może wynikało to z fascynacji pewną czarodziejką, Cornelią Hale, która również była łyżwiarką!

    Moja miłość do łyżwiarstwa figurowego rozkwitła jednak na dobre parę lat temu. We wrześniu 2015 roku zakupiłam swoją pierwszą parę łyżew, oczywiście postawiłam na figurowe (które możecie oglądać na zdjęciu powyżej). Nie mogłam się doczekać aż otworzą jedno z poznańskich lodowisk (Chwiałka działa zwykle od września do kwietnia) i wkrótce wypróbowałam pierwszy nabytek. Aktualnie jestem w trakcie nauki jazdy tyłem i hamowania. Ja wiem, to kompletne podstawy, jednak każdy od czegoś zaczynał, prawda? Moim małym marzeniem jest wykonanie kiedyś potrójnego axla. Jest to jeden z najtrudniejszych skoków łyżwiarskich, ale wierzę, że dzięki ciężkiej pracy, za x lat uda mi się to osiągnąć! :D Może i nie dorównam Evgenii Miedviedievej czy Yuzuru Hanyu - aktualni mistrzowie świata solistek i solistów (wyłonieni w ciągu ostatnich kilku dni!), ale grunt, żeby czerpać radość z tego, co się robi. Nie ważne na jakim poziomie!

A czy Wy czerpiecie radość z aktywności fizycznej? Dzięki jakiemu rodzajowi ruchu czujecie się najlepiej? A może jednak nie lubicie sportu i wolicie tylko czytanie książek (lub inne "siedzące" czynności)? :p

organizatorki akcji Fit Książkoholik:

13 komentarzy:

  1. Miałam kiedyś zawodowo jeździć na rowerze. Nie wyszło, bo chwilę przed zapisaniem się do klubu wywaliłam się i nabawiłam urazu do rowerów (i dobrze). Miałam też tańczyć, pływać i robić dużo innych rzeczy, ale... ja i sporty to nie do końca się łączy, tak po prostu :D Mam słabą równowagę, słomiany zapał i... boje się piłek.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie cierpię stereotypu książkoholika. Pal licho, że noszę okulary, więc wpasowuję się w niego idealnie, ale założenie, że lubiąc czytać książki "nie mam przyjaciół, nie wychodzę z domu i spędzam cały wolny czas na nauce" po prostu doprowadza mnie do szału. Cieszę się, że taka akcja powstała, nareszcie coś robimy, aby walczyć z tym paskudnym stereotypem :P Mam nadzieję, że zrobić kiedyś tego potrójnego axla i dorównasz najlepszym łyżwiarzom :)
    Pozdrawiam i zapraszam na mojego bloga! pattbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ten stereotyp jest często krzywdzący. Jak w sumie większość stereotypów. Kitty i Justyśka miały świetny pomysł z Fit książkoholikiem. :)

      Usuń
  3. Hahha, po mnie nie widać tej kujonowatej cechy książkoholika - soczewki rządzą :D
    Ooo, to ty i tak dobra jesteś. Moja jazda na łyżwach to jazda prosto, zawracanie i trzymanie nieumiejącego jeździć chłopaka za rękę (i to chyba najtrudniejsza moja aktywność na łyżwach). Do tyłu nie pojadę, nie ma bata, mam fobię, że zaraz się wyrżnę :D A serio nie lubię się przewracać...
    Rower <3 U mnie też o nim :D Przy czym ja muszę mieć górski, bo raczej po asfalcie to jeżdżę najmniej.... :P No na stację teraz, ale tak to ten rower już jest po takich przejściach... :D
    Cieszę się, że zainspirowałyśmy cię do nowego cyklu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero niedawno nauczyłam się, że przy ugiętych kolanach prawdopodobieństwo upadku znacząco spada. :D No i upadania też można się nauczyć!
      Co do roweru... Kiedyś zarzekałam się, że tylko i wyłącznie góral, ale okazało się, że najbardziej ciągnie mnie do... szosy. Serio, następny rower, jaki sobie sprawię, to na pewno będzie szosowy. xD

      Usuń
  4. Nie wierzę! Myślałam, że nigdy nie znajdę w okolicy (jestem z okolic Poznania :) kogoś, kto by się też interesował łyżwiarstwem figurowym. Ja swoje łyżwy kupiłam w ubiegłym sezonie, nie są to oczywiście Risporty czy Jacksony, ale mam w planach porządnie je wyjeździć w przyszłym sezonie :D Może nie jestem tak zagłębiona w temacie solistek (choć przyznam, że rzetelnie oglądałam ich zmagania w Helsinkach, a program Evgenii to sztos!) i solistów (no dobra, Javierrrr), ale za to kocham patrzeć na zjawiskowe pary sportowe i tańce (myślę, że Natalia i Maksym spisali się całkiem dobrze, ale to Kanadyjczycy i Rosjanie zawsze są górą). Mam nadzieję, że kiedyś zobaczę cię na Chwiłce! :)
    Buziaki!
    BOOKBLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak poszukać, jest nas więcej, haha! :D Może kiedyś uda się nawet zgadać na wspólne wyjście na Chwiałkę, co? :p
      Programy Medvedevy z tego sezonu (zarówno krótki, jak i dowolny) są cudowne. <3 Mam ciary! Jak oglądałam dowolny pań to aż przykro zrobiło mi się w związku z sytuacją Pogorilayi - przecież na ME wywalczyła brąz, a teraz spadła na 13! D: Pary sportowe, uwielbiam! <3 No a Natalii i Maksymowi życzę jak najlepiej - kiedyś (może nawet na olimpiadzie? :D) sięgną po medale! <3

      Usuń
  5. Jeju ja nie wyobrażam sobie jazdy tyłem na łyżwach xD Bo u mnie jest tak, że jadę na prostych nigach z rozłożonymi rękami i staram się nie przewrócić xD I w sumie dawno już tego nie robiłam, bo kontuzja nogi robi swoje :/
    Co do rowera (roweru? xD) - też o nim napisałam w moim fit poście :D Uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ugniesz nogi, naprawdę będzie łatwiej. :) Sama tego niedawno doświadczyłam! Nieświadoma jeździłam na wyprostowanych kolanach i trudniej było mi złapać równowagę niż wtedy, kiedy je miałam ugięte.

      Usuń
  6. Rower jest najlepsiejszy <3 :D
    Jejku podziwiam cię :D Ja dawniej umiałam jeździć na łyżwach ale boję się że nic z tego nie pamiętam :D
    Trzymam za ciebie mocno kciuki <3 wierzę że uda ci się dojść do tego marzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak miło wiedzieć, że ktoś jeszcze jeździ na łyżwach ♥ Niestety lodowisko w moim mieście działa tylko w zimie, ale skoro Poznań leży niedaleko...no dobra, daleko, ale nie aż tak aby nie pojechać kilka razy jesienią :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetnie, że jesteś tak aktywną osobą i rozwijasz się w tym, co lubisz. Najważniejsze jest, aby czerpać z tego przyjemność! Ja niestety typem sportowca nie jestem, aczkolwiek do przez kilka dobrych lat tańczyłam, dużo, więc trochę ruchu miałam. Ale w tym roku na wakacje mam zamiar zabrać się za rower, może nie tak wyczynowo, ale jakieś wycieczki - czemu nie ;)
    Pozdrawiam i serdecznie zapraszam do siebie na nową recenzję książki "Za zamkniętymi drzwiami",
    BOOK MOORNING

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię sport, obecnie poluję na jakiś rower, bo ze starego wyrosłam. Może w wolnej chwili sobie pobiegam. Na łyżwach umiem jeździć, ale jakoś nie mam ochoty.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

layout by oreuis