10 maja 2017

#2 Nie tylko książki... Pyrkon 2017


    Na tegorocznym Pyrkonie byłam obecna zaledwie jeden dzień. Po raz kolejny przekonałam się, że to zdecydowanie za mało jak na tak wielką imprezę. Bo to naprawdę ogromne wydarzenie. Kilkadziesiąt tysięcy uczestników to od kilku lat norma, a ich liczba z każdym rokiem wzrasta. Wiele godzin prelekcji, konkursów, paneli, mnóstwo wystawców i wiele innych interesujących wystaw. Druga Era, organizatorzy całego tego zamieszania, mają rozmach - to trzeba przyznać!

    No dobrze, ale czym jest ten cały Pyrkon? Wytłumaczę dla osób, które jeszcze się nie zorientowały. Tak więc, jest to konwent. Zlot fanów. Festiwal fantastyki. Miejsce, w którym różne osoby znajdą coś dla siebie, o ile w jakiś sposób związane są ze światem fikcji. Jesteś molem książkowym, lubiącym czytać fantastykę? Znajdziesz coś dla siebie na Pyrkonie. Jesteś zapalonym graczem? Pyrkon jest dla Ciebie. Jesteś cosplayerem, fanem mangi i anime, miłośnikiem gier planszowych i karcianych? Tak, Pyrkon jest również dla Ciebie. Ba, nawet osoby pozornie nie związane z fantastyką mogą się tutaj odnaleźć. Na poznańskich targach spotykają się różni ludzie.

    Na Pyrkon dotarłam w sobotę z samego rana. Na szczęście ominęło mnie w tym roku stanie w długaśnej kolejce, gdyż bilety załatwiłam już dzień wcześniej. Tegoroczna impreza była dla mnie okazją do obejrzenia najróżniejszych wystaw, pooglądania stoisk, na których można zrobić zakupy, kupienia dwóch kolejnych mang do kolekcji i ozdób na plecak w postaci przypinek (taak, mimo wszystko mam do nich słabość), powygłupiania się, podziwiania kostiumów cosplayerów i porobienia sobie z niektórymi zdjęć, spotkania dawno nie widzianych znajomych. Miałam w planach wybrać się na kilka prelekcji i innych punktów programu (w tym na spotkanie z Samanthą Shannon), jednak, paradoksalnie, zabrakło na to czasu. Nie miałam ochoty marnować tego jednego dnia na stanie w kolejkach, za każdym razem też znajdowałam inne zajęcie na akurat daną godzinę. Z jednej strony tego żałuję, bo wiem, że ominęło mnie trochę ciekawych wykładów i spotkań. Z innej perspektywy patrząc, i tak bawiłam się świetnie.

    Była to już czwarta edycja, w której miałam okazję uczestniczyć. Mam nadzieję, że za rok uda mi się ponownie tam wybrać, z lepszym planem i lepszym zdrowiem. Nie powiem, moje dość mocne przeziębienie nieco popsuło mi zabawę. To nie zmienia jednak faktu, że sam konwent będę wspominać dobrze, A Wy, byliście na Pyrkonie? Podobało się Wam na nim?

8 komentarzy:

  1. Nie byłam, ale planuje pojawić się w przyszłym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, jakakolwiek choroba na takiej imprezie to jest katorga ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo żałuję, że nie udał mi się tam być! Niemniej kiedyś na pewno się pojawię, na razie dzielą mnie kilometry :/

    OdpowiedzUsuń
  4. Żałuję, że mnie tam nie było i że mam tak daleko do Poznania :( może w przyszłym roku jakoś się zorganizuję i wpadnę na Pyrkon :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie eventy to super sprawa dla miłośników tych klimatów :). Mój kolega ze studiów regularnie jeździł na Pyrkon :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Też uwielbiam przypinki <3 Muszę sobie jakieś dokupić.
    Żałuję, że nie byłam na Pyrkonie ale powstrzymały mnie matura i ogromny dystans XD (jestem z podkarpackiego).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Być może kieeedyś się pojawię, ale osobiście wolę raczej Targi :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Również byłam na pyrkonie, też jeden dzień i trochę szkoda że nie zdążyłam zobaczyć wszystkich rzeczy.

    OdpowiedzUsuń

layout by oreuis