24 maja 2017

Wielkie rozczarowanie, czyli "Szklany tron"


   Nie ukrywam, że "Szklany tron" kusił mnie już od dłuższego czasu. Jednak jak inaczej postrzegać powieść niż przez pryzmat wysokich oczekiwań, skoro wokół jest tyle bardzo pochlebnych opinii? Po raz kolejny dałam się im omamić i chyba przez to aż tak zawiodłam się na powieści Sarah Maas. Spodziewałam się wciągającej, pełnej akcji młodzieżowej książki fantasy. Miałam nadzieję, że Celaena Saradothien faktycznie będzie tą silną i imponującą bohaterką, o której wiele właśnie w taki sposób pisało. Co dostałam? No cóż, coś kompletnie odmiennego. I jestem zła, naprawdę zła.

   Jest tutaj ktoś, kto jeszcze nie słyszał o "cudownej" powieści Amerykanki? Jeśli tak, jestem naprawdę godna podziwu, że wieści o tej lekturze jeszcze do Was nie dotarły. Specjalnie dla Was postaram się krótko opowiedzieć o fabule. Historii, która mogła być dobra, która miała potencjał, ale został on zmarnowany. No dobrze, przejdźmy do sedna. Pierwsze skrzypce w tej powieści gra pewna siedemnastolatka, wspomniana już Celaena. Dziewczyna, siejąca postrach zabójczyni Adarlanu, przez pewne zrządzenia losu znalazła się w kopalni soli Endovier. No cóż, warunki w tym miejscu pracy raczej przyprawiłyby o dreszcze niejednego BHP-owca. Więźniowie, bo inaczej nie da się nazwać pracowników tego miejsca, zostali skazani na dożywotnią niewolniczą pracę. Na całe szczęście, u naszej heroiny pojawia się następca tronu, który przedstawia jej dosyć ciekawą propozycję: albo pojedzie z nim do zamku i weźmie udział w turnieju o tytuł Obrońcy jego ojca, albo pozostanie w kopalni i ostatecznie wyzionie ducha. Nietrudno zgadnąć jaka była jej decyzja.

   Pozornie głównym wątkiem jest turniej, będący uciechą dla monarchy Erilei (tak, dokładnie taką nazwę noszą ziemie będące miejscem akcji). Pozornie, bo nie został on rozwinięty tak, jakbym sobie tego życzyła. Autorka postanowiła skupić się na oczywistym trójkącie miłosnym czy pewnych pseudo-mrocznych tajemnicach zamku i jednego z uczestników rywalizacji. Szkoda, bo te wątki były zdecydowanie mniej interesujące i nie były pozbawione schematów. O ile wątek miłosny byłabym jeszcze w stanie zdzierżyć, o tyle kompletnie nie rozumiem wrzucenia wątku, krótko mówiąc, pewnych symboli i konsekwencji wiążących się z ich używaniem. Czyżby Maas na siłę próbowała stworzyć swoją powieść jakąś ciężką lekturą, z przytłaczającym klimatem? Niewykluczone, chociaż mogę się mylić. Nie mniej jednak, kompletnie mi to nie przypadło do gustu.

   Celaena... Czy to naprawdę jest ta sama dziewczyna, o której czytałam w tak wielu opiniach? Czy naprawdę ideałem heroiny jest rozpuszczona, arogancka nastolatka, jedynie zakładająca maskę bezwzględnej zabójczyni? Czy bohaterka piszcząca na widok pieska z kokardką (cytat, żeby nie być gołosłowną: "Och, szczeniaczek! - pisnęła i pogłaskała go.") i śliniąca się do pewnego młodego pana naprawdę mogła mieć przeszłość splamioną krwią wielu swoich ofiar? Nie wydaje mi się. No dobrze, ale zostawmy już tę biedną Saradothien i napiszmy o innych postaciach. Chociaż, nie jestem pewna, czy jest na temat czego się wypowiadać. Nazwiska, które pojawiały się na kartkach powieści, są tylko nazwiskami bez pokrycia. Zarówno książę, jak i kapitan Gwardii, a także rywale Celaeny czy inni bohaterowie, są niezwykle bezbarwni. Niektórzy z nich wyróżniają się jedną czy dwoma cechami, a to zdecydowanie za mało, aby mówić o jakiejkolwiek ich kreacji. Kiepsko.

   Kolejny zarzut, który kieruję w stronę "Szklanego tronu", to brak logiki. Okey, nie czepiam się drobnych błędów, ale ten akurat przykuł moją uwagę. Wyobraźcie sobie zaledwie szesnasto-, może siedemnastoletnią dziewczynę, która zostaje zesłana na rok do niewolniczej pracy w kopalni. Żyje na chlebie i wodzie przez okrągłe dwanaście miesięcy, wiele godzin wykonuje naprawdę ciężkie zajęcie. Nawet dziś, mając tak wiele zdobyczy technologii, zawód górnika do prostych nie należy. A wtedy - w czasach stylizowanych prawdopodobnie na średniowiecze, nie możemy mówić o niczym więcej jak przekopywaniu się przez pokłady soli za pomocą kilofa (lub ewentualnie innych narzędzi) i siły ludzkich rąk. Poza tym - kojarzycie wyznania ludzi, którzy przeszli przez nazistowskie obozy koncentracyjne czy radzieckie gułagi? No właśnie. Osoby po takich przeżyciach są nie tylko wyniszczone fizycznie, ale też psychicznie. A Celaena? Oprócz tego, że była wychudzona (co i tak szybko nadrobiła, przebywając w zamku) i zanikł jej okres, wydawała się, jakby nigdy nie była w Endovier. Mam wrażenie, że jej psychika ani trochę przez to nie ucierpiała.

   Jak ja się cieszę, że narracja była trzecioosobowa. Chyba nie zniosłabym czytania tylko i wyłącznie wewnętrznych rozterek głównej postaci. Wierzcie mi, to jeden z niewielu plusów tej książki - fakt, że opisywano nam nie tylko wydarzenia związane bezpośrednio z Celaeną, ale również dowiedzieliśmy się czegoś o innych bohaterach. No dobrze, wiemy, że narrator jest wszystko wiedzący, mówi o wydarzeniach, sam pozostając poza nimi. W jaki sposób jednak się wypowiada? Cóż, styl autorki nie jest wyszukany. Sarah Maas posługuje się prostym językiem, co prawdopodobnie przyczyniło się do tego, że całość dosłownie się pochłania. Tutaj jednak znowu mi czegoś zabrakło, a mianowicie klimatu. Jeśli już pisarka pokusiła się o tajemniczy wątek, mogłaby dopasować do tego odpowiedni język. Niestety, nie zrobiła tego, przez co momentami miałam wrażenie, że podawane są mi suche fakty, kompletnie nie wzbudzające emocji. Krótko mówiąc, wydarzenia i to, w jaki sposób były opisane, zdecydowanie ze sobą nie współgrały, tworząc dziwaczną mieszankę.

   Okay, nawet zakończenie mnie nie zaskoczyło. Podczas czytania ostatnich rozdziałów miałam resztki nadziei, że chociaż na finał Maas przygotowała coś ciekawego i to jest czynnikiem wywołującym kaca książkowego. Jak zwykle się przeliczyłam. Finał był do bólu przewidywalny, właściwie czytane go było jedynie formalnością. Już zaczynając lekturę "Szklanego tronu" nie sposób jest nie domyślić się, w jaki sposób potoczą się wydarzenia. Ja naprawdę nie rozumiem, czym ludzie się tak zachwycają. Historia Saradothien może i miała potencjał do bycia dobrą młodzieżówką, zdecydowanie nie został on jednak wykorzystany. Szkoda, naprawdę szkoda.

★★★★✰✰✰✰✰✰

liczba stron: 519, wydawnictwo Uroboros, przekład: Marcin Mortka
fantastyka, high fantasy

Książka bierze udział w wyzwaniach: ABC Czytania, Olimpiada Czytelnicza.

23 komentarze:

  1. Szkoda, że ci się nie spodobała :(
    Uwielbiam te książkę i staram się iść dalej i skończyć te serię :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Miałam po niej mieszane uczucia, ale nowelki bardzo poprawiły moja opinie. Teraz mam zamiar przeczytać drugi tom i przekonać się czy polubimy się choć minimalnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Przez moment aż się zastanawiałam, czy to nie jest jakimś cudem mój tekst XD Od dawna powtarzam, że to się do niczego nie nadaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, spokojnie, to w pełni mój tekst. xD Maas chcę dać jeszcze jedną szansę, może nie będzie aż tak źle... Zobaczymy. :p

      Usuń
    2. Na mnie czekają dwa tomy tej drugiej serii (wygrana). Zobaczymy co z tego wyniknie, ale wiele się nie spodziewam.

      Usuń
  4. Poza kilkoma szczegółami całkowicie się z Tobą zgadzam. Uważam, że ogólna idea świata i rzekomy brak magii (a nawet tyran podbijający krainy) stanowiły bardzo dobrą podwalinę pod całą historię. Gdyby autorka skupiła się na tych aspektach, zamiast jedynie rzucać czytelnikowi jakieś ochłapy, to Szklany tron mógłby być znacznie lepszy.

    Za to Twój opis Calaeny (Celaeny?) bardzo przypomina mi ten, który napisałam prawie rok temu. Jest bardzo niespójna i jej wizerunek nijak nie pasuje do bezwzględnej skrytobójczyni. Widać, że Maas wpadła na pomysł tej bohaterki, gdy sama była nastolatką, bo wcisnęła w nią tyle "super mocy", że nie było już miejsca na spójność.

    Też miałaś wrażenie, że książka właściwie jest o niczym? Maas musnęła masę różnych wątków, ale żadnego sensownie nie opisała. Szklany tron składał się z niepowiązanych ze sobą scen. Było zadanie. Minęło kilka dni. Główna bohaterka ćwiczyła. Coś się działo w krypcie. Kolejne zadanie. Główna bohaterka miała sen. Ktoś zginął. Zadanie. Gdyby Maas podarowała sobie kilka rzeczy, które chciała upchnąć w Szklanym tronie, to może miałoby to więcej sensu. Chociaż przy takich bohaterach...

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widocznie mamy podobne odczucia co do głównej bohaterki. :)
      Zgadzam się w 100% - książka o niczym. Byłoby super i prawdopodobnie wyszło by dużo lepiej, gdyby autorka skupiła się na jednym wątku, chociażby turnieju (opis poszczególnych prób, przygotowań, etc). A tymczasem próby trwały czasami jedno zdanie, raz pojawiały się jakieś morderstwa, potem jakaś magia i przywoływanie potworów, potem znowu próba, romans, przygotowania, zabójstwo... Za dużo, za słabo rozwinięte.

      Usuń
  5. Dla mnie nie ma niej nic nadzwyczajnego. Po prostu dobrze się przy niej bawiłam i tylko dlatego chce kontynuować :)

    OdpowiedzUsuń
  6. W 100% zgadzam się co do Calaeny. Była bardzo irytująca, rozpieszczona i co najbardziej denerwujące - próżna. Reszta bohaterów też nie zachwycała, ale autorka świetnie rozwinęła ich charaktery w kolejnych tomach. To samo tyczy się stylu Maas. W pierwszym tomie był średni, ale kolejne - głównie trzeci i wzwyż to mistrzostwo świata. Autorka bardzo rozwinęła pióro. Zaczęła pisać w bardzo emocjonalny sposób - przynajmniej według mnie ;)
    Pierwszy tom to takie wprowadzenie. Wszystkiego po trochu. Wyszło trochę chaotycznie i rozumiem, że mogło się nie spodobać.
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie coraz bardziej mnie zachęcają do sięgnięcia po kolejne tomy i chyba zaczynam ulegać. Mam nadzieję, że wraz z ewolucją stylu pisarki, ewoluuje też Celaena (o ile wiem, później zmienia imię?)... Może nie będzie już taka irytująca.

      Usuń
  7. Kiedyś wzięłam to z biblioteki i odpadłam po jakichś 200 stronach... No, może 300. A teraz, nawet nie pytaj czemu, wzięłam to do recenzji. Ja chyba w amoku wybierałam sobie tytuł, serio xD i czuje, że będzie zabawnie xD może tym razem pójdzie lepiej? Czort wie, ACOTAR I ACOMAF mnie oczarował, a legendy głoszą, że kolejne tomy Szklanego tronu są lepsze... Cóż, trzymaj kciuki za mnie bo właściwie moje zastrzeżenia pokrywają się z twoimi (do fragmentu z pieskiem w książce nie doszłam niestety xD) :')

    Pozdrawiam ciepło!
    Q.

    Otwórz Drzwi do Innego Wymiaru :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ps. Szok życia, jesywm tu po raz pierwszy, a jak tak patrzę to... Niezły ten twój blog! Zostaję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło i cieszę się, że zostajesz! :)
      Taak, wiele osób mi mówi, że kolejne tomy są lepsze... No cóż, zobaczymy, może dam się przekonać. :D Zobaczę też co wyniknie ze znajomości z ACOTARem.

      Usuń
  9. Mnie ta książka jakoś nigdy nie pociągała, trochę nie moja tematyka :/

    OdpowiedzUsuń
  10. Mi się bardzo podobała, ale ja z marszu ignoruję takie błędy logiczne, bo inaczej wkurzałabym się non stop - tego jest pełno w młodzieżówkach :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Akurat ja nie czytałam "Szklanego tronu", ale mam za sobą niezwykle zachwalany "Dwór cierni i róż". Niestety, lektura tej książki niesamowicie mnie wymęczyła i nie sprawiła najmniejszej przyjemności. Czytając Twoją recenzję, doszłam do wniosku, że nie ma sensu poznawać "Szklanego tronu". Podobne zarzuty mogłabym postawić czytanej przeze mnie powieści - niespójni bohaterowie oraz brak klimatu. Jak widać twórczość tej Pani nie jest dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak tu się u ciebie zmieniło ♥ ( na lepsze, oczywiście :)
    Ja uwielbiam książki Maas ♥ Ludzie wokół mają rację, pierwsza część jest najgorsza z całego cyklu. Potem jest tylko lepiej, bosko, cudownie :D
    Powiem Ci także, że w serię o Szklanym Tronie wbijam się od pierwszej strony,
    ale w "Dwory ... " to zajmuje mi 100-150 stron. Ale potem nawet nie wiem, co się dzieje wokół bo ja muszę wiedzieć co będzie za chwilę. No i po chwili jest koniec książki ... a ty chcesz kolejną część :D
    Jeśli będziesz chciała kontynuować serie, to cudownie ♥ ale jeśli nie to rozumiem :) sama mam zaczętych kilka serii, a nie skończonych :D

    Pozdrawiam cieplutko,
    zlodziejka-zapisanych-stron.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojeju, jak tu teraz ślicznie!

    Ja Szklany tron przeczytałam naprawdę bardzo dawno temu, wtedy nawet jeszcze drugi tom nie wyszedł, i wtedy naprawdę mi się ta książka podobała. Akurat byłam w gimnazjum, jakoś bardzo dużo książek nie czytałam i też nie byłam jakoś bardzo wybredna XD. Pamiętam, że byłam pod ogromnym wrażeniem i od razu chciałam sięgnąć po Koronę w mroku, ale musiałabym sobie trochę po czekać, więc znalazłam jakieś nieoficjalne tłumaczenie na chomiku. Nie podobało mi się i stwierdziłam, że sobie poczekam do premiery, ale jakoś międzyczasie zapomniałam o tym i do tej pory na koncie mam tylko pierwszy tom i zero ochoty na zapoznanie się z kolejnymi.

    Wydaje mi się, że gdybym teraz przeczytała Szklany tron, mogłabym się podpisać pod twoją recenzją. Gdy ją teraz czytam, te wszystkie wymienione wady brzmią tak logicznie, że pozostaje mi się tylko zastanawiać, dlaczego sama ich wcześniej nie zauważyłam. Dobra, wyjątkiem była ta scena ze szczeniaczkiem, w której coś mi nie pasowało. Najwyraźniej moje piętnastoletnie (albo czternastoletnie) ja było zbyt zaślepione księciem Doraniem, żeby dostrzec te wszystkie wady.

    OdpowiedzUsuń
  14. O nie! Nawet nie wiesz jak bardzo jest mi przykro, gdy czytam twoją recenzję, bo Szklany tron uwielbiam! No trudno, nie każdemu wszystko musi się podobać, ale szkoda, że akurat ta seria, która zajmuje specjalne miejsce w moim sercu, ci się nie spodobała. :(

    Pozdrawiam! :)
    http://oddam-ci-ksiazke.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie miałam jeszcze okazji przeczytać tej książki, jednak koniecznie muszę to zrobić, bo słyszę wiele pochlebnych opinii, a książka już i tak od ponad roku siedzi na mojej półce. Do tego czytałam dwie części dworów tej samej autorki i jestem nimi zachwycona.
    Buziaki :*
    pomiedzy-wersami.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Tez mnie kusi Szklany Tron, jestem ciekawa czy mi sie spodoba, niestety lub Stety mam od groma ksiazek do przeczytania i nie planuje narazie nowych kupowac Haha :)
    http://dzienzksiazkami.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie czytam fantastyki za bardzo ale może za nią się za nią zabiorę.
    Serdecznie zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie polecam, szczególnie jeśli nie czytasz fantastyki. Jest tyle wartościowszych książek z tego gatunku. :)

      Usuń

layout by oreuis