31 lipca 2017

Podsumowanie miesiąca: lipiec

   Lipiec minął mi dosyć leniwie. Ostatnie dni tego miesiąca do przygotowania do wyjazdu w góry, no i sam wyjazd. Tak, w momencie, w którym czytacie to podsumowanie, jestem dosyć daleko od domu, a sam post został napisany wcześniej. No dobrze, ale miesiąc nie trwa tygodnia. Lipiec był też dosyć ważnym dla mnie czasem, ze względu na rekrutację na studia. Na wybrany kierunek nie udało mi się dostać (spróbuję za rok po poprawieniu matury), nie robię jednak gap year i będę chodzić na zajęcia. Musiałam więc pójść na badania, dowieźć dokumenty, śledzić kolejne listy rankingowe... No dobrze, ale był to też czas czytania książek. Mój wynik jest najlepszy w bieżącym roku, przeczytałam aż pięć książek.

"Złodziej dusz" - Aneta Jadowska
Tomik przygód Dory Wilk był moim pierwszym spotkaniem z twórczością Anety Jadowskiej. W sumie - podobał mi się, chociaż nie uważam tej książki za nie wiadomo jak dobre urban fantasy. Prawdopodobnie będę kontynuować książki o rudowłosej policjantce, niedługo też zabieram się za "Dziewczynę z Dzielnicy Cudów". Cieszę się, że miałam okazję poznać twórczość Jadowskiej. Recenzja "Złodzieja dusz" ukazała się na moim blogu 12 lipca, a znajdziecie ją tutaj: link

"Uratowałam kogo się dało, oddałam moce komu się dało i dalej, zdana sama na siebie i obecnego tu diabła, pokuśtykałam lizać rany. Och, wiem, mogło być gorzej, mogliście dać mi jakiś pierścień i wskazując na wschód, powiedzieć, że trzy tysiące kilometrów dalej jest Mordor, ale i tak łatwo nie było."

"Cień i kość" - Leigh Bardugo
Niezwykle spodobał mi się świat wykreowany przez autorkę, znaną teraz głównie z "Szóstki wron". Ravka była krajem na swój sposób niesamowitym, czuć też inspirację Imperium Rosyjskim i chyba to mnie tak ujęło. Niestety, wydarzenia tam się dziejące... No cóż, fabuła była dosyć schematyczna i podobne wątki można znaleźć w wielu innych powieściach z gatunku młodzieżowego fantasy. Nie mniej jednak, Trylogię Grisza chcę kontynuować. Poluję na drugi tom w bibliotece. Recenzja "Cienia i kości" ukaże się w tym tygodniu, 5 sierpnia.

"Całe życie szukam sposobu, by to wszystko naprawić. Ty jesteś moim pierwszym promykiem nadziei od bardzo długiego czasu."

"Pax" - Sara Pennypacker
Historia dla dzieci, która może spodobać się również dorosłym. Pełna ciepła, a jednocześnie pokazująca okrucieństwo wojny i posiadająca morał. Często porównywana do klasycznego już "Małego księcia". "Pax" to niezbyt długa książka, którą udało mi się dosyć szybko przeczytać. Był to naprawdę przyjemnie spędzony czas, nie jestem jednak pewna, czy ta powieść pozostanie ze mną na dłużej. Recenzja "Paxa" na blogu jest tutaj.

"Wszyscy mamy w sobie bestię zwaną złością. Ona może nam służyć; wiele dobrych rzeczy wynika ze złości na złe rzeczy, wiele niesprawiedliwości zostaje naprawionych. Ale najpierw wszyscy musimy dojść do tego, jak ją ucywilizować."

"Maska śmierci"- Adam Blade
High fantasy kupione za grosze. Mimo to - uważam te pieniądze za stracone. "Maska śmierci" to powieść teoretycznie poprawna, brakuje jej jednak ciekawych elementów, które potrafią zatrzymać przy sobie, przez co jest po prostu zła. Oto przykład, w jaki sposób nie pisać fantastyki. Recenzja jest pod tym linkiem

"Moje szpony wczepiały się w rozpalone skały piekielnych trzewi wulkanu. Widziałam, jak płomienie bulgoczą, a żar potwornieje z każdą chwilą. To miejsce moich narodzin. Świt był blisko. Wkrótce miało się rozpocząć to, co nieuniknione. Trzeba było działać. Czułam to od czubków szponów aż do koniuszków błyszczących skrzydeł. Skrzydła poniosły mnie w gorące od żaru powietrze..."

"Szeptucha" - Katarzyna Berenika Miszczuk
Niesamowity słowiański świat w połączeniu z technologią i wiedzą dwudziestego pierwszego wieku. To właśnie ze względu na ten motyw postanowiłam przeczytać tę powieść. I nie żałuję. Fakt, ma pewne wady, między innymi irytującą główną bohaterkę (to chyba jakaś plaga w książkach), niemniej jednak bardzo ją [książkę] polubiłam. Chętnie sięgnę po drugi tom serii. Recenzja ukaże się 9 sierpnia.

"Nasz władca, na szczęście całkiem rozgarnięty, dobrze włada olbrzymim krajem. Nawet udało mu się podpisać pakt o nieagresji z Mocarstwem Rosyjskim. Oni nie mają już cara. Bardzo inteligentnie obalili go jakiś czas temu i teraz dostają za swoje. Podatki takie same plus nie można już pędzić samogonu, bo prezydent zakazał."


"Delirium" L.Oliver | "Droga cienia" B.Weeks | "Królowie Dary" K.Liu | "Ruiny Gorlanu" J.Flanagan | "Płonący most" J.Flanagan | "Ziemia skuta lodem" J.Flanagan | "Bitwa o Skandię" J.Flanagan | "Dopóki nie zgasną gwiazdy" P.Patykiewicz | "Straż" M.Curley | "Maska śmierci" A.Blade | "Korona w mroku" S.J.Maas | "Endgame. Wezwanie" J.Frey, N.Johnson-Shelton | "Pax" S.Pennypacker | "World War Z" M.Brooks | "Tajemnica starego browaru" K.Smura | "Strażniczka miecza" G.Scott | "Ukryta wyrocznia" R.Riordan | "Cień wiatru" C.R.Zafón | "Nieskończona Przestrzeń Snu" J.Drożdż | "Ania z Zielonego Wzgórza" L.M.Montgomery

29 lipca 2017

Barrrdzo mroczny book TAG


   Po dwóch miesiącach nadszedł czas na wykonanie barrrdzo mrocznego tagu stworzonego przez KittyAillę. Za nominację oczywiście dziękuję. Jednocześnie - mam małą informację dla moich kochanych Czytelników: wyjeżdżam, nie będzie mnie przez tydzień w domu. Z dostępem do Internetu pewnie będzie różnie, ale nie będę ani komentować waszych postów, ani zatwierdzać nowych komentarzy. Jednak - zaplanowałam kilka postów, a więc pusto na blogu nie będzie. Nie przedłużając - zapraszam na tag!

Uwaga, w odpowiedziach na poszczególne pytania mogą znaleźć się spoilery!

Taniec sadystycznej radości - śmierć lub krzywda bohatera, z której się cieszyłaś.
[Szklany tronCealena Saradothien w kopalni. Taaak, to najlepsze, co może być, bo gdy wylazła stamtąd, stała się najbardziej irytującą książkową bohaterką roku 2017. Rozpuszczona dziewczynka lubująca się w średniowiecznych fortepianach (!) i bilardzie (!!) i pieskach z kokardkami (!!!). Mogła zostać w tej kopalni.

Dlaczego nie ja?! - śmierć, której nie mogłaś wybaczyć autorowi.
[Kroniki Świata Wynyrzonego] Ciężko było by, kiedy dowiedziałam się, że Fen stracił życie. Serio, na swój sposób polubiłam tego bohatera i przez chwilę wręcz nie mogłam uwierzyć, że to akurat na niego padło. Przykra była też śmierć ojca protagonistki serii, Livona.

Dziewczynki lubią złych chłopców - czarny charakter, którego byś poślubiła.
[Czerwona Królowa] Mimo dziwnego rodzaju sympatii do czarnych charakterów, nie zdecydowałabym się na ślub. Jest dużo innych, lepszych kandydatów na mężów. :D Nie mniej jednak, chętnie randkowałabym z Mavenem z "Czerwonej Królowej" (nie jestem pewna, czy to spoiler, że on jest zły...). 

Zwyrodnialec - najokrutniejsza metoda zabójstwa, z jaką spotkałaś się w książce.
[Sigrid] Na tę kategorię mam przygotowany przepiękny cytat, który jest dużo bardziej wymowny niż mój opis. :D "Zdecydowanym ruchem rozdarła woniejący moczem habit i mocno złapała za mosznę i członek. Mnich zaczął kwiczeć jak wieprz, pot lał się z niego strumieniami, prosił i błagał o litość. Emma nie miała jej w sobie. Cięła za tych śmierdzących chłopów, którzy spuszczali w nią swój brud, za niewinne dzieci zgładzone w pożarze, za szatana, który owładną duszą tego fałszywego sługi Bożego. Nóż okazał się ostry i niewiele było trzeba, aby odkroić dyndające ochłapy skóry. Przytrzymała je mężczyźnie przed oczami, z uśmiechem słuchając piskliwego ryku, jaki wydawał, sikając posoką. - Posmakuj mej zemsty - oznajmiła i wepchnęła zakrwawione narządy w jazgoczące usta." A potem wrzuciła go do ognia.

Pogrzeb - wylosuj zdanie z dowolnej książki, które będziesz miała na nagrobku.
[Szeptucha] No, wylosowałam piękne zdanie, niezwykle pasująca na mój nagrobek i dające nadzieję. Taaaak. :D "Kochanie, będzie dobrze." Nie żyjesz, będzie dobrze! 

Cruella de Mon - czarny bohater - szaleniec.
[MargoTutaj mam ogromny problem... Jakich ja znam szaleńców? No dobrze, postawię na tytułową bohaterkę powieści Tarryn Fisher. I tak, ja wiem, czy uznanie jej za dobrą czy nie jest sprawą sporną, ale miała w sobie trochę szaleństwa, czyż nie? W końcu, kto normalny byłby zdolny do tego, co ona uczyniła?

Satanistyczne modły - zła postać historyczna, którą uwielbiasz.
Uwielbieniem bym tego nie nazwała. Czy można uwielbiać osobę, która przyczyniła się do śmierci setek tysięcy, jeżeli nie milionów osób? Nie mniej jednak, na swój sposób fascynuje mnie postać Adolfa Hitlera. Jestem ciekawa, co miał w głowie, że uczynił to, co uczynił. Ciekawi mnie m.in. jakie miał motywy.

Piekielna kara - książka, która wymęczyła cię swoją beznadziejnością.
[Maska śmierci] Początkowo chciałam postawić na Szklany tron, no ale w sumie...  Szybko przeczytałam tę książkę i aż tak mnie nie wymęczyła (zirytowała, owszem, ale nie wymęczyła). Natomiast miałam ogromny problem z Maską śmierci Adama Blade'a. To po prostu bardzo słabe high fantasy.

Hrabia Dracula - najlepsza książka o wampirach.
[Królowa cieni] Tyle że... ja nie czytam o wampirach. No dobrze, w Królowej cieni niby były wampiry, ale bardziej odpowiadały opisowi zombie. Również w Złodzieju dusz Jadowskiej pojawiły się te krwiożercze bestie, ale przecież to nie książka o wampirach...

I niech się leje krew... Najbardziej krwawa książka.
Hm... Nic szczególnego nie przychodzi mi do głowy.

I'll find you and I'll kill you - nominacje.
Kto chce umrzeć, niech wykona ten tag... :D

26 lipca 2017

(38) Lisek i jego chłopiec, czyli "Pax"


   Ludzie uwielbiają historie proste i z przekazem. Dlatego właśnie taką popularnością cieszą się baśnie, które są raczej nietrudne w odbiorze, a jednocześnie niosą za sobą morał. Z tego też powodu wielu oszalało na punkcie "Małego Księcia". "Pax" miał być historią w pewnym sensie podobną do tej, która została przedstawiona przez Antoine de Saint-Exúperego. Czy historia liska i jego chłopca faktycznie zasłużyła na bycie porównywaną do akurat tego klasyka? Według mnie - i tak, i nie. Opowieść Sary Pennypacker z pewnością jest uniwersalna i może przypaść do gustu zarówno młodszym, jak i starszym czytelnikom. Faktycznie, niesie za sobą jakieś wartości i jest po prostu przyjemną opowieścią. Nie mniej jednak, brakuje w niej swego rodzaju przerostu formy nad treścią, jaka wystąpiła u powiastki francuskiego pilota. 

   Pax jest lisem. Lisem dość młodym, wychowanym pod czujnym okiem chłopca Petera. Pax już nie jest dzikim zwierzęciem, został on udomowiony. Jednak w dniu, kiedy wojna podchodzi pod okna domu chłopca, czas się rozstać. Lisek musi opuścić swojego przyjaciela i rozpocząć życie w lesie, wśród dzikich. Rozłąka jednak staje się dla dwunastoletniego Petera pretekstem, aby wyruszyć w długą podróż w celu odszukania swojego przyjaciela. Czy chłopcu się to uda? I czy odnajdzie drogę powrotną do domu?

   Fabuła jest prosta jak budowa cepa, opiera się na motywie podróży w celu spotkania przyjaciela po rozłące. Gdybym oceniała wszystkie książki jedną miarą, zapewne uznałabym to za wadę. "Pax" jest jednak historią przede wszystkim dla dzieci, a taki zabieg jest wręcz pożądany. Najmłodsi czytelnicy mogliby się pogubić w historii wielowątkowej - na czytanie takich opowieści jeszcze przyjdzie dla nich czas. Niektóre wydarzenia w powieści Pennypacker są też oderwane od rzeczywistości, a przez to też trochę naiwne, jednak jest to jak najbardziej do wybaczenia. Powiedziałabym nawet, że to w pewnym sensie ubogaca całość. Bo gdyby kierować się stuprocentowym realizmem, przygody Petera mogłyby nie mieć racji bytu.  

   Historia opowiadana jest z dwóch perspektyw: dwunastolatka oraz liska. Jeden z nich odbywa podróż do swojego przyjaciela, a drugi... uczy się, jak żyć na wolności. Obydwoje jednak pamiętają o sobie nawzajem, wyczuwalna jest swego rodzaju tęsknota i nić porozumienia między nimi. Peter jest chłopcem niezwykle sympatycznym, a przy tym - dojrzałym jak na swój wiek. Jest też dosyć porywczy i gotowy do poświęcenia dla swojego liska. Polubiłam go. Podobnie sprawa ma się z Paxem, niezwykle ciekawskim liskiem. Nie sposób też nie wspomnieć o pewnej kobiecie, Voli, która odegrała znaczną rolę w podróży dwunastolatka. Jest to osobowość tajemnicza, lecz życzliwa, po części zagubiona, wzbudzająca dosyć miłe uczucia u czytelnika. Jeżeli wybrałabym się w wędrówkę podobną do tej odbytej przez Petera, bardzo chciałabym spotkać taką osobę na swojej drodze. Nie tylko dałaby mi ona oparcie w trudnych chwilach, ale stałaby się również życiową nauczycielką, której mądrości nie są tylko pustymi słowami.

   Książka ta pokazuje, jak ważne w życiu człowieka są przyjaźń czy życzliwość i pomoc dla drugiego człowieka. Ukazuje również okrucieństwo wojny, choć w nie bardzo drastyczny sposób, ale przemawiający do wyobraźni dziecka. Zwraca też uwagę na to, że strata kogoś bliskiego nie pozostaje obojętna dla duszy ludzkiej, a jednocześnie uczy się z tym pogodzić. To wartościowa opowieść, a przy tym dosyć ciekawa. Zarówno Peter, jak i Pax, przeżywają sporo przygód od momentu swojego rozstania. Powieść Pennypacker może przypaść do gustu zarówno starszym, jak i młodszym. Chociaż przyznaję - jest to coś nieco innego niż oczekiwałam. Czy się zawiodłam? Nie mogę tego powiedzieć.

★★★★★★★✰✰✰

liczba stron: 292, wydawnictwo IUVI, przekład: Dorota Dziewońska
literatura dziecięca

Książka bierze udział w wyzwaniach: ABC CzytaniaOlimpiada Czytelnicza,
Wakacyjne Wyczytywanie 2017.

22 lipca 2017

(37) Na ratunek Avantii: "Maska śmierci"


   Są takie książki, które zaliczają się do grupy raczej poprawnych, a mimo to nie wywołują kompletnie żadnych uczuć. Są dla czytelnika całkowicie obojętne, niewidoczne w tłumie wielu innych lektur. Z tego też powodu - o takich książkach zwyczajnie się nie słyszy. Takim powieściom zdecydowanie brak polotu, brak cech, które z opowieści tylko poprawnej mogłyby zamienić ją albo w coś genialnego albo kompletny gniot. W książkę, która wywołuje jakieś emocje. Niestety, pierwszy tom Kronik Avantii do takich nie należy. Adam Blade wykorzystał bezpieczne schematy i stworzył powieść do bólu podobną do wielu innych poprawnych.

   Mamy piętnastolatka, Tannera, który dosiada wręcz legendarnego Ognistego Ptaka. Chłopak, jak to zwykle bywa, ma niezbyt kolorową przeszłość: został pozbawiony rodziców w dzieciństwie, przez co został wychowany przez babcię. Mamy też złego wojownika, dowodzącego okrutną czarną armią, który zagraża całej krainie - Avantii. No i oczywiście zadaniem protagonisty jest stanięcie na drodze czarnemu charakterowi, powstrzymanie go przed dopełnieniem się jego mrocznych planów. Ale to już było, prawda? No cóż, to dosyć typowy schemat w tak zwanych heroic fantasy. Nie mniej jednak, nawet na podstawie utartego motywu można stworzyć pasjonującą powieść. Adam Blade nie sprostał temu zadaniu, przez co spod jego pióra wyszedł najzwyklejszy zwyklak.

   Tanner to sztandarowy przykład bohatera. Jest odważny, mimo swojego wieku - doświadczony przez los, a za przyjaciela posiada potężną bestię. Podobnie sprawa ma się z Gwen, pewną dziewczyną, którą protagonista spotyka na swojej drodze. Oboje są również niezwykle naiwni i zapewne przepadliby w świecie, gdyby nie fakt, że grają główne skrzypce w całej historii. Czarny bohater jest natomiast do bólu zły: okrutny i bezwzględny, porywczy, źle traktuje zarówno swoich podwładnych, jak i wrogów. Bohaterowie z obu stron stanowią dla siebie przeciwwagę. Nie istnieją odcienie szarości: wszyscy są albo źli, albo dobrzy.

   Fabuła... No cóż, opiera się na schematach. Mamy jakiegoś bohatera, któremu wciąż rzucane są kłody pod nogi, ale z każdej sytuacji wychodzi obronną ręką. To, oczywiście, dotyczy także jego sojuszników. Nie sposób więc się nie domyśleć, jak sprawa ma się z tymi złymi. No cóż, nawet sama koncepcja zbierania pewnych elementów nie jest nowa. Spotkałam się z tym chociażby w serii Pas Deltory czy w trzecim tomie Kronik Świata Wynurzonego. Tak więc oryginalności nawet nie próbujcie tutaj szukać, bo jej nie uświadczycie, a tylko się zawiedziecie. Mimo wszystko, książkę czyta się niezwykle szybko. Z pewnością jest to zasługa samego wydania (tomik jest króciutki, a czcionka ma stosunkowo spory rozmiar), a także niezwykle prostego języka, jakim posługuje się autor, Adam Blade.

   Książka może być przydatna dla osób początkujących w pisaniu własnych powieści czy opowiadań fantasy. Dostajemy bowiem przykład pełen utartych schematów i niezbyt ciekawego ich wykorzystania. Może to być wskazówka, jak nie pisać, no chyba że nie chcemy wzbudzić żadnych emocji u czytelnika. Pozostałym - nie polecam. Tak, jest to powieść poprawna, ale właściwie nie ma w niej nic intrygującego. Po kolejne tomy zdecydowanie nie sięgnę i Wam również to odradzam.


★★★✰✰✰✰✰✰

liczba stron: 189, wydawnictwo Hachette, przekład: Siła Wyrazu
fantastyka, high fantasy, heroic fantasy

Książka bierze udział w wyzwaniach: ABC CzytaniaOlimpiada Czytelnicza,
Wakacyjne Wyczytywanie 2017.

18 lipca 2017

#Czytanie to nie jedyna moja pasja!

  Klaudia z bloga Z książką do łóżka stworzyła akcję, która ma na celu udowodnić, że książkoholicy nie spędzają godzin jedynie na pochłanianiu lektur. Mole książkowe to osoby, które często mają inne pasje, niekoniecznie związane z książkami. O tym już raz pisałam przy okazji akcji Fit Książkoholik. Dzisiaj znowu chcę poruszyć temat jednej z moich dwóch największych pasji, czyli kilka słów o łyżwiarstwie figurowym! 

   Zakochałam się w tym sporcie jakieś dwa lub trzy lata temu, nie jestem w stanie powiedzieć. Tak naprawdę jednak, ten sport krążył w mojej głowie już od wczesnego dzieciństwa: jako dziecko zarzekałam się, że jedyny sport, jaki lubię oglądać w telewizji to właśnie... tak, proszę państwa, wyczyny łyżwiarzy figurowych. Nikłe zainteresowanie rozwinęło się wkrótce w pasję, która objawia się na kilku polach. No bo wiecie, chcąc nie chcąc, nie bardzo mam możliwości szkolić się pod czujnym okiem trenera, tym bardziej nie mam co łudzić się na mój występ na zimowych igrzyskach (nawet jeśli dzisiaj zaczęłabym wyczynowe treningi... nie doprowadziłoby mnie to na szczyt profesjonalnego sportu). Nic jednak straconego! Raz - istnieje coś takiego jak adult skating, w ramach którego odbywają się zawody dla amatorów (bywa, że poziom jest porównywalny z wyczynowcami). Dwa - łyżwy to dla mnie przede wszystkim przyjemność, a niekoniecznie sposób na zdobywanie medali. Wiadomo, super byłoby stanąć na podium jakichś zawodów, jednak nie jest to podstawa mojej aktywności na lodzie.

   Traktuję łyżwiarstwo figurowe jako swoją pasję na wielu polach. Nie tylko jeżdżę na łyżwach (fakt - na razie jeszcze nie figurowo, ale będę nad tym intensywnie pracować w nadchodzącym sezonie!), ale również oglądam liczne zawody (m.in. cykl Grand Prix czy Mistrzostwa Świata), staram się rozwinąć wiedzę teoretyczną poprzez zaczytywanie się we wszelakich tekstach, staram się poznać biografie słynnych sportowców z tej dyscypliny (do tej pory na blogu ukazała się recenzja książki Jekatieriny Gordiejewej o jej życiu - prywatnym i sportowym - z Siergiejem Grińkowem - link), czy... oglądam anime. Tak, naprawdę! To nawet połączenie obu moich pasji! :)

   W październiku ubiegłego roku premierę miał pierwszy odcinek chyba najgłośniejszego anime o łyżwiarstwie figurowym: Yuri!!! on ice. W tym momencie warto wspomnieć, że właśnie manga i anime to moje drugie hobby (a właściwie pierwsze - siedzę w tym już dobre sześć lat). Wróćmy jednak do samej serii, która opowiada o młodym Yurim i jego trenerze - Victorze, a także wielu innych postaciach. Wraz z biegiem czasu obserwujemy zmagania protagonisty podczas wcześniej już wspomnianych zawód cyklu Grand Prix. Serię bardzo polubiłam - jest zabawna, a sami bohaterowie sympatyczni. Niestety, jest też po części potwierdzeniem przykrego stereotypu* (szczegóły w odnośniku - spoiler z anime). No cóż, na szczęście Yuri!!! on ice nie jest jedyną serią o tym sporcie. Wyszły również takie tytuły jak chociażby Omoi no Kakera czy Ginban Kaleidoscope.

*[spoiler alert] Mowa oczywiście o stereotypie łyżwiarza figurowego - geja, jako że akurat ten sport jest postrzegany jako delikatny, kobiecy, niemęski. Victor i Yuri najprawdopodobniej mają się ku sobie (nie zostało to powiedziane wprost, jednak wiele scen dosyć dobitnie na to wskazuje).

   No dobrze, ale łyżwiarstwo to sport zimowy. Co więc robię latem, kiedy lodowiska są pozamykane? Mam to szczęście, że w moim przypadku okres jest ten stosunkowo krótki: od końca kwietnia do drugiej połowy września. Wtedy to przerzucam się na rolki. Co prawda, nie dysponuję rolkami figurowymi, ale zwykłymi rekreacyjnymi, jednak podstawy da się na nich ćwiczyć (szczególnie po odczepieniu hamulca, który mi jedynie przeszkadzał). To mi na razie wystarcza! Szczególnie, że mam w okolicy całkiem niezły betonowy plac, który stał się miejscem moich... treningów? Chyba można to tak nazwać... :p A jeżeli nie jeżdżę na rolkach, staram się zbudować kondycję i siłę nóg, jeżdżąc na rowerze. 

A Wy, co robicie, jeżeli nie czytacie książek? Jakie są Wasze nie-książkowe pasje?
No i czy znacie już bloga pomysłodawczyni akcji #Czytanie to nie jedyna moja pasja? ;)

15 lipca 2017

Polski Tag Książkowy

Do Polskiego Tagu Książkowego nominowała mnie KittyAilla, której bardzo dziękuję! Autorką tej zabawy jest natomiast Sara z bloga KultuSarnie.

Biało-czerwona flaga, czyli książka, w której krew została oddana w dobrej sprawie.
Na początku pomyślałam o Kamieniach na szaniec, opowiadających o dzielnych harcerzach z drugiej wojny światowej, ale po chwili wpadłam na inny pomysł. Jakby nie patrzeć, niektóre postaci z Harry'ego Pottera zginęły w dobrej sprawie - pokonaniu zła w postaci Voldemorta.

Warszawka Syrenka, czyli książka, której akcja dzieje się w wielkim mieście.
Tutaj znowu mam dwie propozycje. Pierwsza z nich to Złodziej dusz Anety Jadowskiej. I ja wiem, że Toruń to największych metropolii nie należy, ale jest miastem na prawach powiatu, a to już o czymś świadczy. Poza tym... Jeśli połączymy z Thornem, może i powstałoby coś sporo większego. :D Drugą propozycją jest oczywiście seria Jeżycjada Małgorzaty Musierowicz, której akcja dzieje się w Poznaniu, a to już całkiem duże miasto (potwierdzone info, mieszkam tu od kilkunastu lat).

Fiat125p, czyli zapomniana książka, o której powinien usłyszeć świat.
Zdecydowanie postawię na Sigrid Johanne Hildebrandt! O książce było trochę głośniej jedynie chwilę po premierze, kiedy to Wydawnictwo Jaguar starało się ją promować. A później? Ucichło, wiem też, że stosunkowo niewiele osób ją przeczytało. A szkoda, bo to naprawdę świetna książka z ciekawą fabułą, no i te wierzenia skandynawskie! No kto nielubi nordyckiej mitologii? :D

Morze Bałtyckie, czyli książka z otwartym zakończeniem.
Odniosłam wrażenie, że nie do końca zamknięte zakończenie ma Margo Tarryn Fisher. Ja wiem, historia dotarła do finału, ale jednocześnie kilka ostatnich stron zasugerowało, że życie bohaterki toczy się dalej, a kolejne wydarzenia mogłyby stworzyć nawet osobną powieść.

Muzeum Powstania Warszawskiego, czyli książka, przy której nie sposób nie płakać. 
Ja w sumie chyba nigdy nie płakałam podczas czytania książki. Przy mandze, owszem (Naruto, wątek z braćmi Uchiha i końcem jednego z nich :p), ale nie przy powieści. Tak się głowię i w końcu wpadłam na pomysł, aby podać tu Anię z Zielonego Wzgórza. W końcu odchodzi jeden z bohaterów, z którym zapewne zżył się czytelnik, jak i sama bohaterka, rudowłosa Ania Shirley.

Kogo nominuję do wykonania Polskiego Tagu?
Wszystkich, którzy mają na to ochotę! Mam kogoś nominować imiennie? No dobrze... W takim razie do zabawy zapraszam KatrinęOlcię, Tali Domi, brak pomysłu oraz Dominikę!

12 lipca 2017

(36) Dora Wilk po raz pierwszy: "Złodziej dusz"


   Ostatnio zauważyłam u siebie pewną dosyć ciekawą tendencję, a mianowicie sięgam po starsze powieści autorów będących teraz lub jakiś czas temu na topie. I tak oto zamiast głośnej "Piątej pory roku" N.K. Jemisin, sięgnęłam po jej inną powieść pt. "Zabójczy Księżyc". Podobnie było z Anetą Jadowską. Zamiast sięgnąć po historię Nikity z "Dziewczyny z Dzielnicy Cudów", rozpoczęłam od przygód Dory Wilk - rudowłosej wiedźmy i policjantki w jednej osobie. "Złodziej dusz" jest wstępem do heksalogii o tej bohaterce.

   W niewyjaśnionych okolicznościach ginie starsza kobieta z Torunia, Paulina Kozanek. Jednocześnie, w mieście alternatywnym zwanym Thornem, znikają magiczni i to właśnie Dorze Wilk przypadło rozwikłanie obu tych zagadek. W świecie realnym ma to pomocy kolegów z miejskiej komendy, natomiast w równoległym do niego - ekipę do spraw specjalnych, złożoną z diabła i anioła. Czy uda im się odnaleźć zaginione istoty i czy nie będzie za późno? O tym musicie przekonać się sami.

   Nie mogę powiedzieć, że jest to moje pierwsze spotkanie z urban fantasy. Przyznaję, nie zapałałam jakimś szczególnym uczuciem to akurat tego podgatunku - zdecydowanie chętniej stawiam na sword and sorcery czy heroic. Niemniej jednak, opowieść o Dorze Wilk naprawdę przypadła mi do gustu. Przyznaję, nie jest to powieść idealna, ma trochę wad, ale nieszczególnie umniejszały one mojej przyjemności. Odniosłam wrażenie, że zdecydowanie nie jest to historia dla wszystkich. Motyw alternatywnego Torunia, miejsca do życia dla istot magicznych jest bardzo interesujący, ale nie ma go w książce tyle, ile bym chciała. Spora część akcji odbywa się jednak w mieście, które bez problemu możemy wskazać na mapie Polski. "Złodziej dusz" to książka przesiąknięta seksem. Nie mówię tu o samych scenach erotycznych, których nie ma właściwie wcale, ale o wszelakich aluzjach i rozmowach bohaterów na ten temat. Humor Anety Jadowskiej jest też dosyć specyficzny, nie każdy może go "załapać".

   Dora Wilk jest silną kobietą, która miewa momenty słabości. Jej ego jest przerośnięte do granic możliwości, a pewności siebie mogą zazdrościć nawet najlepsi trenerzy biznesu czy inni motywacyjni mówcy. Przez to niekiedy może bardzo poważnie irytować. Na szczęście, idzie do tego przywyknąć i po pewnym czasie po prostu ignorowałam niektóre jej zachowania. Bardzo spodobała mi się jej relacja z dwojgiem istot nadnaturalnych, diabłem Mironem i aniołem Joshuą. Same te postacie zostały również dosyć ciekawie wykreowane, panowie zdecydowanie skradli moją sympatię. Nierzadko to oni wprowadzali do powieści humor. Nie sposób też nie wspomnieć o Witkacym, który doczekał się nawet osobnej serii. Policjant-narkoman to człowiek-zagadka. Intrygujący i na swój sposób nie dający o sobie zapomnieć.

   To teraz o wadach. Nie spodobały mi się przytyki do pewnego toruńskiego katolickiego radia - każdy chyba wie, o czym piszę. Ja rozumiem, sama nie pałam szczególną sympatią do tej instytucji, jednak sposób, w jaki została wykorzystana w "Złodzieju dusz" naprawdę nie przypadł mi do gustu. Podobnie sprawa miała się ze stosunkiem autorki wyrażonym do gatunku muzycznego, za którym niekoniecznie przepada ("Hip hop. Stefan kiwał radośnie w takt prymitywnych rytmów."). Książka bywa też nużąca, szczególnie na początku. Momentami miałam problem, żeby zmusić się do przeczytania kolejnych stron.

   "Złodziej dusz" to powieść bardzo specyficzna i z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Nie żałuję, że przeczytałam historię Dory Wilk, aczkolwiek nie oczekuję, że pozostanie w mojej pamięci na dłużej. Jeżeli lubicie urban fantasy, momentami sprośny humor, połączenie fantastyki z kryminałem, heksalogia o wiedźmie może się Wam spodobać. W innym przypadku raczej nie polecam.

★★★★★★✰✰✰✰

liczba stron: 447, wydawnictwo Fabryka Słów
fantastyka, urban fantasy

Książka bierze udział w wyzwaniach: ABC CzytaniaOlimpiada Czytelnicza.

08 lipca 2017

(35) W świecie nordyckich bogów: "Sigrid"


    Wierzenia przedchrześcijańskie coraz częściej stanowią podwalinę powieści. Dawni bogowie idealnie pasują do historii z gatunku fantastyki. Autorzy coraz częściej sięgają po mitologię grecką czy rzymską, ale również po nordycką, celtycką, a nawet słowiańską. Doskonałym tego przykładem jest właśnie "Sigrid" Johanne Hildebrandt - opowieść o wikingach z dalekiej Skandynawii, których życie w wielu przypadkach zależy od woli Odyna, Thora, Freja czy innych postaci zamieszkujących Asgard. Powieść stanowi nie tylko przykład wykorzystania dawnych wierzeń, ale jest też po prostu dobrą lekturą, w której warto się zagłębić. Dziwię się, że "Sigrid" nie zyskała popularności takiej jak wiele innych, znacznie gorzej wypadających serii.

   Sigrid, młodziutkiej i pięknej córce wodza Skilfingów, została wyznaczona przez bogów pewna rola: ma urodzić syna, który stanie się królem ponad królami. Wie, że ojcem jej dziecka nie ma być król Eryk, z którym małżeństwo zostało zaaranżowane przez jej ojca dla przypieczętowania przymierza, ale pewien jasnowłosy chłopak, który ukazał jej się we śnie. Sigrid czuje, że zarówno swoje dziecko, jak i jego ojca, kocha nad życie. Wkrótce na drodze dziewczyny staje młody mężczyzna, którego widziała w swej głowie. Wspólne życie nie jest im jednak przeznaczone. Każde z nich musi iść w swoją stronę, aby wcielić się w role, które są im przypisane. Jednak... Ciężka kara czeka tych, którzy zrywają sieć bogiń losu - Urd, Verdandi oraz Skuld - i zakłócają porządek wszystkiego.

    Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam okładkę, a później przeczytałam opis, wiedziałam, że ta książka może mi się spodobać. Intuicja mnie nie zawiodła: powieść Hildebrandt wciągnęła mnie do reszty i pozwoliła na poznanie świetnej historii. Była to moja pierwsza historia, w której główną rolę odegrali wikingowie oraz nordyccy bogowie i wiem, że nie ostatnia. Udowodniła, że dworskie intrygi i walka o tron to nie tylko wyłączność chrześcijańskiego średniowiecza, a potyczki o władzę towarzyszyły ludziom od zarania dziejów. Wreszcie, była to historia, która zwyczajnie nie pozwalała się nudzić. Po raz pierwszy od jakiegoś czasu nie potrafiłam przewidzieć zakończenia, co jest dowodem na to, że "Sigrid" w jakiś sposób wyrywa się schematom. Żeby jednak nie było tak kolorowo, wspomnę o pewnej wadzie: mnogość wydarzeń momentami sprawiała, że zwyczajnie się gubiłam. Musiałam się mocno skupić na tym, co czytam, żeby nie pomylić się co do tego, o kim lub o czym właśnie czytam.

    Przez długi czas nie mogłam zżyć się z bohaterami. Zarówno postaci pierwszoplanowe, jak i te mniej znaczące, wydawały mi się nijakie. Zresztą, wciąż mogę to powiedzieć o części postaci. Jest ich tak wiele, że nie sposób byłoby jednak dać każdemu unikalne cechy. Naturalnym był więc fakt, że niektórzy zlewali się w jedną masę. Niestety, dopiero kiedy całość chyliła się ku końcowi, zapałałam jakąś sympatią do niektórych bohaterów. Momentami nawet im współczułam. Nic dziwnego, biorąc pod uwagę ich losy, to, co ich spotykało już w tak młodym wieku. Świat wikingów nie jest przyjazny, a bogowie nie zawsze mają ludzi w opiece. Przejdźmy jednak do konkretów. Sigrid, tytułowa bohaterka, jest niezwykle pobożna, pomimo niewielu wiosen jest niezwykle dojrzała, posiada głowę na karku, chociaż czasem bywa naiwna. Zdecydowanie da się polubić, podobnie zresztą jak Swen, który także odgrywa ważną rolę w powieści. Chłopak posiada słabości, z którymi stara się walczyć. Nie jest idealny, ulega emocjom, co nie zawsze jest dla niego korzystne. Na wspomnienie zasługują również Toste, ojciec Sigrid, Palne, przywódca Jomswikingów, czy Axel, posłaniec króla Eryka. Polubiłam również Emmę, która jest dosyć specyficzna.

   Ciekawą sprawą jest wątek romantyczny. Nie przypomina on ckliwych i tanich romansów znanych z niektórych młodzieżówek. Wynika raczej z woli sił wyższych, a nie magicznych uczuć rozdzierających serca kochanków. Jednocześnie to właśnie emocje tkwiące w zakochanych go podtrzymują i nie pozwalają na zerwanie więzów ich łączących. Również sposób, w jaki owa miłość powstała, wydał mi się jednocześnie odrealniony i naturalny. Sprzeczności jest mnóstwo w tej historii, to czyni ją dosyć niesamowitą. Sądzę, że nawet największym przeciwnikom romansu, do których z pewnością i ja należę, może przypaść do gustu. Hildebrandt naprawdę dobrze to rozegrała.

    Mam problem z zaliczeniem "Sigrid" do literatury młodzieżowej. Jest wiele aspektów, które przemawiają za nazwaniem powieści właśnie w ten sposób, z drugiej strony nie do końca prosty język, naszpikowany licznymi nazwami pochodzącymi z języków germańskich, a także niektóre niezwykle brutalne sceny, pozwalają sądzić, że grupa docelowa ma minimum szesnaście lat. Ostatecznie uważam, że fakt przypisania tej książki do jakiejkolwiek literatury nie wpływa na to, że nie jest to lektura dla najmłodszych.

    Powieść Johanne Hildebrandt ujęła mnie całą sobą. Przymykam oczy na niektóre mankamenty i cieszę się z lektury, po prostu. Cieszę się, że miałam możliwość poznania losów Sigrid i innych wikingów, których los jest ściśle powiązany z wolą nordyckich bogów. Jak się domyślacie, książkę z całego serca polecam nie tylko fanom dobrej fantastyki. "Sigrid" to po prostu dobra lektura, która nada się zarówno na długie, zimowe wieczory (wtedy klimaty Skandynawii można odczuć podwójnie!), jak i wakacyjne poranki czy ciepłe letnie noce. Jeżeli macie tę historię w zasięgu ręki, po prostu czytajcie i dajcie się porwać!

★★★★★★★★✰✰

liczba stron: 461, wydawnictwo Jaguar, przekład: Bogumiła Ratajczak
fantastyka, low fantasy

Książka bierze udział w wyzwaniach: ABC CzytaniaOlimpiada Czytelnicza.

05 lipca 2017

(34) O potędze miłości: "Dwór cierni i róż"


    Jeszcze jakiś czas temu zarzekałam się, że "Dwór cierni i róż" mnie nie interesuje, że chcę przeczytać jedynie "Szklany tron", czyli inną powieść Sarah Maas. No cóż, czarny grzbiet z białym tytułem jednak na tyle skutecznie na mnie spoglądał pośród bibliotecznych regałów, że zdecydowałam się przeczytać tę książkę. Miałam odrobinę nadziei, że twórczość autorki nie musi być taka zła (kto czytał moją recenzję powieści (link) o zabójczyni Adarlanu, ten wie, o czym mówię). No cóż, chyba po raz kolejny się przeliczyłam i wciąż nie zapałałam sympatią do pani Maas, jednak muszę przyznać, że "Dwór cierni i róż" wypada dosyć przyzwoicie, jak na młodzieżówkę.

    Dziewiętnastoletnia Feyra jest łowczynią. Na jej barkach spoczywa odpowiedzialność za przeżycie jej i swojej rodziny podczas srogiej zimy. To ona, polując w pobliskim lesie, zdobywa jedzenie dla najbliższych: dwóch sióstr i kulawego ojca. To również ona ponosi konsekwencje swojego czynu, zabicia ogromnego wilka. Feyra musi wybrać: albo zginie w nierównej walce, albo przekroczy mur, oddzielający ziemie śmiertelnych i nieśmiertelnych, wraz z fae wysokiego rodu - Tamlinem. Tę dwójkę wiele różni, ale nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo są do siebie podobni. Czy Feyra pokona strach i uprzedzenia?

    Pomysł być ponoć inspirowany historią bohaterki baśni "Piękna i Bestia". I tak, naprawdę da się to odczuć. Czy to oryginalne? Nie powiedziałabym, szczególnie, że ostatnio coraz częściej dostajemy powieści czerpiące pełnymi garściami z bajek opowiadanych dzieciom. Przejdźmy więc do samego wykonania, do tego, w jaki sposób został odświeżony stary motyw. Już teraz mogę powiedzieć, że z pewnością nie jest to zachwycające i dziwię się wielu osobom, które tak uważają. "Dwór cierni i róż" był całkiem przyjemnym czytadłem (choć nie obyło się bez uwielbianych przeze mnie błędów logicznych i wkurzających bohaterów), ale nic więcej. No i trochę szkoda, że coś bardziej konkretnego zaczyna się dopiero po przebrnięciu przez te trzysta stron nijakości. Z drugiej strony, te "konkrety" sprawiły, że nie miałam ochoty kończyć książki. Pewne wydarzenia przypomniały mi o tym, co nie podobało mi się w "Szklanym tronie".

    Feyrę spokojnie można dopisać do listy "top 100 irytujących bohaterek w książkach". Fakt, nie sprawiła, że dostałam białej gorączki, jak to było w przypadku chociażby Cealeny (wybaczcie ciągłe porównania do "Szklanego tronu"), jednak z pewnością nie zapałałam do niej sympatią. Podobnie sprawa wygląda z Tamlinem, którego odebrałam raczej jako ciepłą kluskę z pazurkami niż groźnego i potężnego fae wysokiego rodu. Na szczęście, były charaktery, które nawet mnie zaintrygowały. I nie, nie mówimy tutaj o tym, że stali się moimi ulubieńcami, ale ich mogłabym wskazać jako te lepsze strony całej książki. Mam na myśli sarkastycznego, ale kryjącego w sobie dobro Luciena oraz tajemniczego Rhysanda. Za to czarny charakter, pewna złowroga kobieta, to dla mnie kompletna porażka. Kreowana na niezwykle złą i okrutną, okazała się kompletnie nijaka. Miała potencjał, który nie został ani trochę wykorzystany.

   Potęga miłości... Te słowa nie znalazły się w tytule recenzji bez powodu. "Dwór cierni i róż" spokojnie można przypisać do high fantasy, ale również do romansu. Uczucie między dwojgiem bohaterów stanowi dosyć mocny fundament całości i gdyby nie ono, zapewne i książki by nie było. Już od początku idzie się domyślić, kto z kim będzie. Na moje nieszczęście, pojawia się również trójkącik, który, o ile mi wiadomo, rozwinie się w kolejnym tomie. W takiej sytuacji nie wiem, czy się za niego zabiorę.

    Warto wspomnieć o czymś, o czym już wcześniej pisałam. Błędy logiczne! Pierwszy z nich uderzył mnie dosyć mocno w twarz na samym początku, w dosłownie pierwszym rozdziale. Wyobrażacie sobie dziewczynę, która przez ostatnie kilka dni głodowała, niosącą martwą dorosłą sarnę przez kilka mil pośród zasp śnieżnych? Mnie czasami bolą ręce od noszenia trzech kilogramów ziemniaków z rynku do domu, więc nie wyobrażam sobie, gdybym miała targać ważące około 20 kilogramów cielsko przez minimum kilka kilometrów (jedna mila to około 1,6 km). No dobrze, zostawmy już to i przejdźmy do kolejnego przykładu... Czy wiecie, że Feyra, zamiast zdobywać pewne umiejętności, których uczą się dzieci w pierwszej klasie podstawówki (kto czytał "Dwór...", ten wie, o czym konkretnie piszę), uczyła się tańczyć ("...poprowadził mnie do tańca. Właściwie nie pamiętałam kroków do żadnego z tańców, których uczyłam się w dzieciństwie...")? I nie, biorąc pod uwagę sytuację, nie jest mowa tutaj o dziecięcych pląsach, ale raczej tańcach towarzyskich. To tylko dwa przykłady, a można by znaleźć ich jeszcze trochę.

    Język autorki przywiódł mi na myśl ten, który jest używany przez niewyżyte nastolatki w fanfikach publikowanych w Internecie. Oczywiście, mam na myśli te gorszej jakości opowiadania, no bo czasem można trafić na twórczość dosyć porządną. Styl jest bardzo prosty, być może to przyczynia się do tego, jak łatwo i szybko brnie się przez te ponad pięćset stron. Niektóre zdania zwyczajnie mnie rozśmieszyły i potwierdziły to, co napisałam w pierwszym zdaniu tego akapitu. ("Między nogami zaczął mi pulsować żar.")

    Z pewnością "Dwór cierni i róż" zasługuje na wyższą ocenę niż przytaczany wielokrotnie "Szklany tron". Wciąż nie uważam tego jednak za literaturę najwyższych lotów, a jedynie młodzieżowe czytadło, a i w tej kategorii można by znaleźć ciekawsze pozycje. Komu polecam? Fani twórczości Sarah Maas powinni być zadowoleni, podobnie jak miłośnicy romansu w fantastycznym świecie.

★★★★★✰✰✰✰✰

liczba stron: 527, wydawnictwo Uroboros, przekład: Jakub Radzimiński
fantastyka, high fantasy, romans

Książka bierze udział w wyzwaniach: ABC CzytaniaOlimpiada Czytelnicza.

02 lipca 2017

Lipcowe zapowiedzi wydawnicze

W lipcu znalazłam aż sześć nowych, interesujących mnie pozycji. Co prawda, i tak mam już ogromne zaległości czytelnicze (wystarczy spojrzeć na moją półkę...), to zmienia jednak faktu, że uwielbiam przeglądać zapowiedzi wydawnictw. Zapraszam Was więc do subiektywnej listy interesujących premier nadchodzącego miesiąca! Kolejność alfabetyczna, jak ostatnio.


Boeing 747 irlandzkich linii lotniczych miał wylądować w Tel Awiwie o trzeciej w nocy. Nigdy nie dotarł na miejsce, a kontakt z maszyną utracono gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Na pokładzie znajdowało się 520 osób, w tym narzeczona Filipa, która miała odbyć pielgrzymkę do Bazyliki Grobu Świętego. Przez pierwsze godziny Filip wierzy, że samolot się odnajdzie. Nic nie wskazuje na zamach, straż przybrzeżna nie odnajduje wraku, a co jakiś czas do kontroli lotów dociera sygnał transportera. Co się stało z boeingiem? Jaki ma związek jego zniknięcie z innymi wydarzeniami? I jakie znaczenie ma obraz Czarnej Madonny? Pierwsze odpowiedzi każą Filipowi sądzić, że niewiedza naprawdę jest błogosławieństwem.


Ostatni ludzie opuścili umierającą Ziemię, by desperacko poszukiwać wśród gwiazd nowego domu. Odkrywają prawdziwy skarb, pozostałość po dawnej eksploracji kosmosu: terraformowaną planetę, jakby wprost przygotowaną na ich przyjęcie. Nowy Eden okazuje się jednak daleki od idyllicznej przystani dla ludzkości. Eksperymenty z czasów ziemskiego Starego Imperium stworzyły tam cywilizację, która dla ludzi jawi się niczym najgorszy koszmar. Szybko staje się jasne, że w nieuchronnym konflikcie może ocaleć tylko zwycięzca. Gra o przetrwanie będzie bezwzględna. Czy ludzie zasługują na to, aby zostać spadkobiercami nowej Ziemi?


"Kroniki Wiecznego Królestwa" A.Danilczuk2 lipca, wydawnictwo Novae Res

170 000 lat p.n.e. Ziemią rządzą an'hariel, pradawne istoty wysłane z wymiaru Thill'All Enderen. Chronią oni Boskie Dzieło Stworzenia przed mroczną siłą Chaosu, wydobywającą się z Czarnej Bramy. W świecie strzeżonym przez "Boskich Powstańców" gatunek ludzki stawia pierwsze kroki na drodze kolonizacji planety. Chaos - wróg wszelkiego porządku - wysyła w kierunku Układu Słonecznego swych emisariuszy, których jedynym celem jest unicestwienie Homo Sapiens, albowiem ludzie zajmują szczególne miejsce w Boskim Planie. Odwiecznemu złu przeciwstawić się mogą jedynie (...) posłańcy Ojca. W walce ze złem (...) modlitwa i błogosławieństwo jet potęgą równie skuteczną co miecz czy miotacz plazmy.



Przed dziesięcioma laty, kiedy zaginęła jej najlepsza przyjaciółka, Nicolette wyjechała z Cooley Ridge. W rodzinnym miasteczku pozostawiła bliskich, ukochanego z liceum i mroczną tajemnicę. Gdy wydaje jej się, że cały tamten świat ma już za sobą, dostaje list: "Muszę z tobą porozmawiać. Ta dziewczyna. Widziałem tę dziewczynę". Tyle wystarczy, by powróciła do domu. Wkrótce po jej przyjeździe do miasteczka znika kolejna dziewczyna. Ostatnio widziano ją, kiedy wchodziła do lasu, miejsca, które Nicolette zna od dziecka. Tajemnica z przeszłości wraca ze zdwojoną siłą (...). Atmosfera w Cooley Ridge się zagęszcza, podejrzani są wszyscy, choć każdy ma alibi.


Gemma ma kompleksy. Od zawsze była chorowita i dużo czasu spędzała w szpitalach - nosi po nich pamiątkę w postaci blizny w okolicy serca. W szkole koleżanki jej dokuczają, chłopaki z klasy nie interesują się nią i nie ma przyjaciół. Rodzice chcąc wynagrodzić córce trudne dzieciństwo, trzymają ją pod kloszem, ale to nie wpływa dobrze na Gemmę. Gdy pojawia się okazja wyjazdu na wycieczkę na Florydę, dziewczyna postanawia wyrwać się ze swojej miejscowości i na chwilę zapomnieć o swoich troskach. W ostatniej chwili rodzice zakazują jej wyjazdu. Gemma podsłuchuje ich rozmowę i dowiaduje się, że ma to związek z tajemniczą kliniką w Haven, znajdującą się niedaleko miejsca, gdzie miała jechać. Postanawia więc uciec z domu i sprawdzić, co naprawdę tam się stało.


Wilno A.D. 1905:  Wynalazek alchemików z Uniwersytetu Wileńskiego wywrócił życie w Europie do góry nogami. Teraz między miastami Aliansu latają potężne sterowce, po ulicach jeżdżą karety parowe, porządku pilnują golemy, a mechanicy konstruują automatony. Wilno wyrwało się ze szponów Imperium Rosyjskiego i stało się wolnym miastem – ośrodkiem postępu, nauki i mistyki. A teraz grozi mu niebezpieczeństwo. Tajemnice alchemiczne, przebiegli szpiedzy, tajne organizacje, miłosne intrygi, przerażające morderstwa, okrutne potyczki w wileńskiej przestrzeni powietrznej, ponure podziemia i dobrze znane postaci historyczne przedstawione w nowym świetle. 
layout by oreuis