05 lipca 2017

(34) O potędze miłości: "Dwór cierni i róż"


    Jeszcze jakiś czas temu zarzekałam się, że "Dwór cierni i róż" mnie nie interesuje, że chcę przeczytać jedynie "Szklany tron", czyli inną powieść Sarah Maas. No cóż, czarny grzbiet z białym tytułem jednak na tyle skutecznie na mnie spoglądał pośród bibliotecznych regałów, że zdecydowałam się przeczytać tę książkę. Miałam odrobinę nadziei, że twórczość autorki nie musi być taka zła (kto czytał moją recenzję powieści (link) o zabójczyni Adarlanu, ten wie, o czym mówię). No cóż, chyba po raz kolejny się przeliczyłam i wciąż nie zapałałam sympatią do pani Maas, jednak muszę przyznać, że "Dwór cierni i róż" wypada dosyć przyzwoicie, jak na młodzieżówkę.

    Dziewiętnastoletnia Feyra jest łowczynią. Na jej barkach spoczywa odpowiedzialność za przeżycie jej i swojej rodziny podczas srogiej zimy. To ona, polując w pobliskim lesie, zdobywa jedzenie dla najbliższych: dwóch sióstr i kulawego ojca. To również ona ponosi konsekwencje swojego czynu, zabicia ogromnego wilka. Feyra musi wybrać: albo zginie w nierównej walce, albo przekroczy mur, oddzielający ziemie śmiertelnych i nieśmiertelnych, wraz z fae wysokiego rodu - Tamlinem. Tę dwójkę wiele różni, ale nawet nie zdają sobie sprawy, jak bardzo są do siebie podobni. Czy Feyra pokona strach i uprzedzenia?

    Pomysł być ponoć inspirowany historią bohaterki baśni "Piękna i Bestia". I tak, naprawdę da się to odczuć. Czy to oryginalne? Nie powiedziałabym, szczególnie, że ostatnio coraz częściej dostajemy powieści czerpiące pełnymi garściami z bajek opowiadanych dzieciom. Przejdźmy więc do samego wykonania, do tego, w jaki sposób został odświeżony stary motyw. Już teraz mogę powiedzieć, że z pewnością nie jest to zachwycające i dziwię się wielu osobom, które tak uważają. "Dwór cierni i róż" był całkiem przyjemnym czytadłem (choć nie obyło się bez uwielbianych przeze mnie błędów logicznych i wkurzających bohaterów), ale nic więcej. No i trochę szkoda, że coś bardziej konkretnego zaczyna się dopiero po przebrnięciu przez te trzysta stron nijakości. Z drugiej strony, te "konkrety" sprawiły, że nie miałam ochoty kończyć książki. Pewne wydarzenia przypomniały mi o tym, co nie podobało mi się w "Szklanym tronie".

    Feyrę spokojnie można dopisać do listy "top 100 irytujących bohaterek w książkach". Fakt, nie sprawiła, że dostałam białej gorączki, jak to było w przypadku chociażby Cealeny (wybaczcie ciągłe porównania do "Szklanego tronu"), jednak z pewnością nie zapałałam do niej sympatią. Podobnie sprawa wygląda z Tamlinem, którego odebrałam raczej jako ciepłą kluskę z pazurkami niż groźnego i potężnego fae wysokiego rodu. Na szczęście, były charaktery, które nawet mnie zaintrygowały. I nie, nie mówimy tutaj o tym, że stali się moimi ulubieńcami, ale ich mogłabym wskazać jako te lepsze strony całej książki. Mam na myśli sarkastycznego, ale kryjącego w sobie dobro Luciena oraz tajemniczego Rhysanda. Za to czarny charakter, pewna złowroga kobieta, to dla mnie kompletna porażka. Kreowana na niezwykle złą i okrutną, okazała się kompletnie nijaka. Miała potencjał, który nie został ani trochę wykorzystany.

   Potęga miłości... Te słowa nie znalazły się w tytule recenzji bez powodu. "Dwór cierni i róż" spokojnie można przypisać do high fantasy, ale również do romansu. Uczucie między dwojgiem bohaterów stanowi dosyć mocny fundament całości i gdyby nie ono, zapewne i książki by nie było. Już od początku idzie się domyślić, kto z kim będzie. Na moje nieszczęście, pojawia się również trójkącik, który, o ile mi wiadomo, rozwinie się w kolejnym tomie. W takiej sytuacji nie wiem, czy się za niego zabiorę.

    Warto wspomnieć o czymś, o czym już wcześniej pisałam. Błędy logiczne! Pierwszy z nich uderzył mnie dosyć mocno w twarz na samym początku, w dosłownie pierwszym rozdziale. Wyobrażacie sobie dziewczynę, która przez ostatnie kilka dni głodowała, niosącą martwą dorosłą sarnę przez kilka mil pośród zasp śnieżnych? Mnie czasami bolą ręce od noszenia trzech kilogramów ziemniaków z rynku do domu, więc nie wyobrażam sobie, gdybym miała targać ważące około 20 kilogramów cielsko przez minimum kilka kilometrów (jedna mila to około 1,6 km). No dobrze, zostawmy już to i przejdźmy do kolejnego przykładu... Czy wiecie, że Feyra, zamiast zdobywać pewne umiejętności, których uczą się dzieci w pierwszej klasie podstawówki (kto czytał "Dwór...", ten wie, o czym konkretnie piszę), uczyła się tańczyć ("...poprowadził mnie do tańca. Właściwie nie pamiętałam kroków do żadnego z tańców, których uczyłam się w dzieciństwie...")? I nie, biorąc pod uwagę sytuację, nie jest mowa tutaj o dziecięcych pląsach, ale raczej tańcach towarzyskich. To tylko dwa przykłady, a można by znaleźć ich jeszcze trochę.

    Język autorki przywiódł mi na myśl ten, który jest używany przez niewyżyte nastolatki w fanfikach publikowanych w Internecie. Oczywiście, mam na myśli te gorszej jakości opowiadania, no bo czasem można trafić na twórczość dosyć porządną. Styl jest bardzo prosty, być może to przyczynia się do tego, jak łatwo i szybko brnie się przez te ponad pięćset stron. Niektóre zdania zwyczajnie mnie rozśmieszyły i potwierdziły to, co napisałam w pierwszym zdaniu tego akapitu. ("Między nogami zaczął mi pulsować żar.")

    Z pewnością "Dwór cierni i róż" zasługuje na wyższą ocenę niż przytaczany wielokrotnie "Szklany tron". Wciąż nie uważam tego jednak za literaturę najwyższych lotów, a jedynie młodzieżowe czytadło, a i w tej kategorii można by znaleźć ciekawsze pozycje. Komu polecam? Fani twórczości Sarah Maas powinni być zadowoleni, podobnie jak miłośnicy romansu w fantastycznym świecie.

★★★★★✰✰✰✰✰

liczba stron: 527, wydawnictwo Uroboros, przekład: Jakub Radzimiński
fantastyka, high fantasy, romans

Książka bierze udział w wyzwaniach: ABC CzytaniaOlimpiada Czytelnicza.

24 komentarze:

  1. Jeżeli chodzi o język, to w oryginale wypada dużo lepiej niż w polskim tłumaczeniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, być może będzie mi to dane kiedyś ocenić - jak podreperuję swój angielski, bo na razie niestety do najlepszych nie należy. ^^

      Usuń
  2. Mi książka się bardzo podobała, ale co tu dużo mówić. Druga część natomiast to jest coś niesamowitego, dlatego bardzo Ci polecam, może zmienisz opinięmo pani Maas, chociaż po Twojej recenzji nieco wątpię :P Niemniej drugi tom jest tysiąc razy lepszy, a skoro zaciekawił Cię Rhysand, to będziesz zadowolona :D A co do tego trójkąta to... Jest, ale spokojnie, Feyra nie stała się zapłakaną dziewczynką która nie wie kogo wybrać :

    Pozdrawiam!
    zaczytana-w-fantastyce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Maas zdecydowanie nie polubię. xD Nawet jeśli "Dwór mgieł i furii" mi się spodoba (tak... mimo wszystko chcę to przeczytać) to i tak nie zmienię zdania, bo pierwsze wrażenie robi ogromną pracę. :p

      Usuń
  3. To mnie zadziwiłaś, do tej pory widziałam same zachwyty nad twórczością tej pani :D

    OdpowiedzUsuń
  4. To nie pierwsza negatywna opinia na temat tej książki, z którą się spotykam. I w sumie to dobrze, bo dzięki temu człowiek nie robi sobie złudnych nadziei. Dzięki Tobie będę się uważnie skupiać na tekście (oraz bohaterach), coby samej wyłapać niesmaki. A co się tyczy tego niesienia dziczyzny, to czasami determinacja oraz adrenalina potrafią zdziałać cuda, ale ten wątek ocenię, gdy sama go przeczytam. :)
    Pozdrawiam!
    BLUSZCZOWE RECENZJE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, gdy mamy wyższy poziom adrenaliny, jesteśmy trochę silniejsi, ale nie dostajemy nagle takiego kopa, że będąc wychudzonym, jesteśmy w stanie przenieść kilkadziesiąt kilogramów wśród śnieżnych zasp. xD Ten fragment wydał mi się mocno przesadzony.

      Usuń
    2. A ja myślę, że ta dziewczyna skoro polowała od kilku dobrych lat to i pewnie silniejsza była. Pomimo wychudzenia miała w sobie jakieś zaparcie ;)

      Usuń
    3. Zaparcie zaparciem, ale na moje nie jest to fizycznie możliwe i tyle. Nie jestem przekonana, zdecydowanie.

      Usuń
  5. Ta scena ze sarną faktycznie nie ma sensu. Miała zamiar ją zjeść czy coś skoro postanowiła ją targać w takim stanie?
    Myślę, że i tak przeczytam kiedyś tę książkę. Głównie dla sprawdzenia, czy Maas rzeczywiście jest tak mocno przereklamowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało to być wyżywienie dla niej i jej rodziny (w sumie dla czterech osób, trzech dziewcząt w wieku koło 20 lat i ich ojca) na bodajże tydzień (?).

      Usuń
  6. Akurat te Twoje przykłady nielogiczności da się jakos wyjaśnić ;p Ciężar -gdybyś MUSIAŁA coś takiego nieść to zrobiłabyś to choćby przez adrenaline. Choć fakt, te 20km to trochę taka odległość "z dupy", bo tyle to pół dnia idziesz. Taniec zaś można uargumentować tak, że to trochę inne czasy ;p Kiedyś taniec był jedna z ważniejszych rzeczy w edukacji. W każdym razie jako młodzieżówka książką wypada przeciętnie, ale da się to czytać. Choć zgadzam się - zakończenie czytało się najgorzej mimo jakiejś tam akcji xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby się da, ale dla mnie to wciąż nieco naciągane. xD

      Usuń
  7. A ja ci powiem, że mimo wszystko skończę Szklany Tron i przeczytam też Dwór Cierni i Róż XD

    OdpowiedzUsuń
  8. Ooooo, doczekałam się ;) Ciekawi mnie czemu tak nie lubisz Feyry (ja też jakoś ją średnio trawię, ale właściwie to nie mam konkretnych ku temu powodów, nie potrafię tego uargumentować) Lucien jest moją ulubioną męską postacią w tej książce. Tamlin nie był moim ulubieńcem, ale jakoś go lubiłam na początku pomieszkiwania Feyry w Dworze. Amarantha, zgadzam się kompletny niewypał - powiało grozą gdy się wspominało o jej bitewnych podbojach w Hybernii, jednakże nie był to jakiś porywający badass. Rhysand - już to uleczanie Feyry śmierdziało mi zauroczeniem jej osobą, eh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawała mi się mocno niezdecydowana, jakby nie wiedziała, czego naprawdę chce. To chyba najbardziej mnie denerwowało. D:

      Usuń
    2. Mnie irytowała jej relacja z tym Isaaciem czy kimś tam, co to tylko na sianie się widywali ;)

      Usuń
    3. Czemu Cię irytowała? :o Mnie ten wątek wydał się dość... neutralny?

      Usuń
    4. Wydaje mi się to trochę nie na tamte czasy. Jakby go jeszcze niby kochała, ale takie "zaspokajanie własnych potrzeb"? Tak to było nazwane przez Feyrę.

      Usuń
  9. Lubię tą książkę, nawet bardzo. Dobrze mi się ją czyta i historia jest ciekawa. Freyra mnie nie drażniła raczej ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeju, nareszcie ktoś, kto podziela moje rozczarowanie "Dworem cierni i róż". Mogłabym podpisać się pod Twoją recenzją rękami i nogami Irytowało mnie to, że akcja rozkręciła się tak późno, że najlpierw musieliśmy przebrnąć przez tak wiele stron nudy. Feyra wkurzyła mnie swoją słabością do ludzi, którzy ją uwięzili (zarówno Tamlin jak i Rhys). Również styl autorki mnie nie powalił, był bardzo prosty, a niektóre sformułowania, tak jak to przez Ciebie przytoczone - żenujące.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurczę, negatywne (albo w tym właśnie akcencie) recenzje zawsze weselej mi się czyta! xDDDD (nooooo chyba że chodzi o książką, którą kocham, to nie jest wesoło xD) Sama nie wiem czemu, ale tak już mam xD I też tak robię w recenzjach - porównuję do innych pozycji danego autora, jeśli jakieś przeczytałam xD
    Co do samego Dworu cierni i róż - kiedyś z pewnością przeczytam, no bo Piękna i Bestia!!! Halooooo, nie można przejść obojętnie obok retellingu xD No i skoro książka jest na podstawie tejże baśni, to można się spodziewać, że romans będzie grał istotną rolę xD Ale mnie to absolutnie nie przeszkadza, a nawet wręcz przeciwnie - cieszy :D Jestem fanką romansów ^_^
    Tylko zanim ja to przeczytam, to ze sto lat minie xD

    OdpowiedzUsuń
  12. Mi styl Maas się podoba - w pierwszych dwóch tomach "Szklanego tronu" był dość słaby, ale później pióro jej się poprawiło. Jednak autorka zdecydowanie nie radzi sobie ze scenami erotycznymi. Opisy przywodzą na myśl jakieś harlekiny.
    A co do trójkąta miłosnego, to w drugim tomie Feyra od początku jest zdecydowana, którego faceta chcę, dlatego nie mam tam jakichś żałosnych rozważań miłosnych.
    Co do Amaranthy, to się zgadzam. Słabe to było :/
    Pozdrawiam!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

layout by oreuis